| Na życia rewersie - Przepiórki w kominie |
|
|
| Autor: Jerzy Pustuła |
|
Po tej reklamie przymykam oczy. Sięgam wówczas pamięcią tam, gdzie kiedyś udawało mi się je podpatrzeć. Pewnie pozwalały mi na to, dlatego że stojąc, byłem niewiele większy od trawy do koszenia, a cóż dopiero mówić, kiedy się w niej położyłem. Śmieszne mi się dzisiaj to wydaje – moje ówczesne myślenie i moja wyobraźnia. Porównywanie księdza do przepiórki. Jako brzdąc może pięcioletni leżałem w trawie i patrzyłem na zbliżającą się do mnie przepiórkę. W pamięci pozostaje mi czarna plama na białym podgardlu tego sympatycznego ptaszka. Dziś wiem, że tak upierzony jest samiec. Ale wówczas? Wówczas przepiórka była dla mnie księdzem. Kiedy stałem w kościele, trzymany za rączkę przez moją babcię, prawie nic nie rozumiałem ze słów kaznodziei. W uszach dzwoni mi do dziś ubzdurane sobie przeze mnie słowo „obencentuluja”. Nie znam dzisiaj, ale przecież i wtedy, jako brzdąc, też nie mogłem znać łaciny. Ksiądz pieścił więc modły w czymś dla mnie obcym, nieznanym i niezrozumiałym. Choć nie rozumiałem o co wtedy księdzu chodziło, to jednak jego samego pamiętam do dziś. A tak właściwie jego szaty, szczególnie te pod brodą. Stojąc obok kościoła, kiedy staruszki jedna przez drugą dążyły do ucałowania pulchnej ręki księdza, zawsze rozmyślałem, że gdyby ksiądz pod szyją miał nie białą plamę na czarnym tylko odwrotnie, to byłby przepiórką. Nawet sobie wyobrażałem i chciałem, żeby te babcie i moje przepiórki też całowały. Szczególnie kiedy leżałem w wysokiej trawie. Tak kochałem te ptaszki. Kiedy obecnie zobaczyłem księdza w reklamie telewizyjnej, od razu one mi się przypomniały. Słysząc tę samą reklamę w radiu samochodowym, przepiórek już nie widziałem, a jedynie euro w wyobraźni. Na końcu mówili, że te reklamy są z funduszy Unii Europejskiej. Może kiedyś ksiądz kochał przepiórki, może kochał kuropatwy od Kuby z „Chłopów” Reymonta, ale dzisiaj raczej kocha chyba ... euro. Też został przecież Europejczykiem. A może tylko mnie tak się wydaje? Wówczas, przy boku babci, nie rozumiałem kaznodziei i dzisiaj w okienku telewizora też go nie rozumiem. W tych reklamach ksiądz ciągle mówi, że zaśmiecanie, że spalanie śmieci, że to i tamto to grzech ekologiczny. Poinformował mnie też, że Pan Bóg stworzył świat ekologicznie czysty i grzechem jest go zaśmiecać. Do tej wiedzy reklama nie jest mi potrzebna. Nie zrozumiałem więc nic z tego, co ksiądz chciał mi przekazać. Nie mogłem przecież zrozumieć, ponieważ to nie ten i nie ta, do których zwraca się ksiądz, w całym łańcuchu grzeszników najbardziej zaśmiecają Ziemię. Po cóż bowiem wciska im się choćby artykuł kupowany w spożywczym sklepie zapakowany w celofan, dalej w papierek, potem w pudełeczko ze „złotkiem” wsunięte w większe pudełko, by na końcu podać to w tzw. zrywce? Takie działanie samo w sobie jest podwójnym grzechem ekologicznym, ponieważ oprócz wytwarzania śmieci, prowokuje ono kogoś do popełnienia grzechu, którym jest wyrzucanie niepotrzebnych przecież nikomu opakowań. Swoje słowa w reklamie ksiądz powinien skierować tam, gdzie zło się rodzi. Po tej reklamie zrobiło mi się nawet smutno. Jakże to? A sam ksiądz? Czy on człowiek, czy on instytucja, jest może zwolniony od popełniania grzechów ekologicznych? Kiedy czasem przemierzam o późnych porach nasze miasta i miasteczka, prawie wszystkie kościoły widzę z daleka jak na dłoni. Widzę je oświetlone potężnymi promieniami lamp elektrycznych. Ile więc trującego dymu wyrzucają w powietrze kominy elektrowni w Bełchatowie, Koninie czy gdziekolwiek, żeby móc oświetlić wszystkie kościoły? Kiedy patrzę na taki komin, wydaje mi się, że wyrzuca on z siebie miliony martwych przepiórek. Ile trującego dymu, oprócz mnie, one wciągną do swoich maleńkich płucek? Te moje niewinne przepióreczki? Może jednak Pan Bóg, tworząc świat ekologiczny, według słów księdza w reklamie, o nich zapomniał? A może ksiądz z reklamy powinien zamienić swoje spojrzenie na świat i ludzi, jak zamienił owe moje „obencentuluja” na zrozumiały dla mnie język? Dla dobra przepiórek, po ciemku namacam kościół.
|

