TWÓRCZOSC

DLA DZIECI

INFORMACJE

SUBSKRYPCJA

Naszą witrynę przegląda teraz 20 gości 
Na życia rewersie - Jeśli nie to, więc co? PDF Drukuj
Głosy: / 0
SłabyNajlepszy 
Autor: Jerzy Pustuła   


 

Nigdy nie wierzyłem w lojalność, wdzięczność, czy jakąkolwiek przychylność zachodniego „rycerstwa” wobec nas, obserwując jego zachowania. Szczególnie tego „rycerstwa” obecnego, ponieważ pomoc tamtego, zaraz po wybuchu drugiej wojny światowej oraz jego zachowanie przy jej zakończeniu aż nadto mnie przeraża.

Nie łudziłem się, że to obecne może zrobić cokolwiek w imię czegoś lub z wdzięczności za coś. Spodziewałem się jednak, podążając myślami za składanymi deklaracjami, że na pogrzebie mojego prezydenta ono się zjawi. Nieważne, czy go lubiło czy nie, ale deklaracje złożyło. Ono przecież składa „hołdy” narodom, które ponad wszystko miłują wolność i demokrację. „ Ooo! Ty naiwny Polaku!” – tak jedynie mogę krzyczeć i ewentualnie wyrywać sobie włosy z głowy. Właściwie powinienem to robić nieprzerwanie. Jakże mogłem zapomnieć choćby na chwilę, że owo „rycerstwo” nigdy nie schodzi z linii „każdy sobie rzepkę skrobie”. Przecież to „rycerstwo” w ogóle nie żałowało mnie w tych dniach, tak dla mnie tragicznych. Dało temu wystarczający dowód swoją nieobecnością w Krakowie, mamiąc mnie wcześniej  swoim przybyciem. Pył wulkaniczny w atmosferze przeszkodził mu dotrzeć na miejsce?  On przecież nie ima się samochodów, pociągów, helikopterów czy samolotów wojskowych. Czasu było tyle, że i dorożką można było przybyć . Spodziewałem się więc przybycia tego „rycerstwa” nadaremnie. Jaką wartość mają dla niego moi rodacy, moi poprzednicy, którzy również i dla niego złożyli najwyższą ofiarę w wojnie dwudziestego roku? Gdyby nie ich poświęcenie, ci z czerwoną gwiazdą na czole moczyliby stopy w Oceanie Atlantyckim. Jak wyglądałoby i w jakim miejscu byłoby to dzisiejsze „rycerstwo” zachodnie? W którym miejscu ja mam szukać wdzięczności moich sąsiadów za to, że ich kraj pośrednio zjednoczył się dzięki nam? Czy jest ona usadowiona w rurze na dnie Bałtyku? Myśli strasznie mną targają. Nie jestem do tych, które ostatnio mnie nawiedzają, przyzwyczajony. Powoli przyznaję im jednak rację. My, Polacy, powinniśmy też zbudować sobie NPA. W żadnym razie Francuz, Rosjanin, Pakistańczyk, Koreańczyk, Izraelita czy Irańczyk nie jest lepszy ode mnie. W imię jakiego prawa jemu wolno jest mieć coś, czego ja mieć nie mogę? Aby więc uwolnić nasze przyszłe pokolenia od zrywów, powstań, tragedii i lęku, powinniśmy zbudować NPA. Rozłożyć program na kilkanaście, może kilkadziesiąt lat. Stworzyć Narodowy Program Atomowy. Zainwestować w niego wspólnie. W programie tym wybudować elektrownię oraz chociaż jedną bombę atomową. Bombę budować nie po to, aby kogoś zabijać. Nie! Budować ją po to, żeby ją mieć. Budować, by chronić siebie, a równocześnie miłować lub szanować wszystkich, tak jak czynić to potrafimy. Programem w żadnym wypadku nie naruszymy sielanki naszej europejskiej rodziny, zwanej Unią Europejską. Przecież rura w Bałtyku, gorsza od bomby atomowej, sielanki nie naruszyła. Taka bomba niesie śmierć nagłą, może nawet niespodziewaną, ale bezbolesną. Rura natomiast, przy dzisiejszych potrzebach i rozwoju cywilizacyjnym, może przynieść śmierć długą, przy tym zimną i głodową. Mając więc własny NPA, nie tylko zachodnie „rycerstwo” będzie się z nami liczyć, ale inne również. Nasze położenie geograficzne jest takie, że obcym butom bywa tędy na skróty. Na obecny czas, na obecny sposób myślenia istniejącej cywilizacji, innej drogi nie ma. Bzdurą jest karmienie mnie wzniosłymi hasłami o dążeniu do światowego rozbrojenia, do chęci stworzenia wspólnego, sielankowego życia wszystkich narodów. Jest to propaganda, mająca na celu zamieszanie mi w głowie, aby nie nachodziły mnie niepożądane pragnienia. Propaganda w imię tego, żebym ja był słabszy, przy tym gorszy i właściwie bezwartościowy; abym był jedynie narzędziem w rozgrywkach owego „rycerstwa”. Dowodem tego jest  posiadanie broni oraz jego myśl zbrojeniowa, mijająca się z jego słowami o pokoju. Żaden mi to pokój, żadne mi to życie na warunkach obcego, jeżeli takie miałyby nastąpić. Dowodem jest również nic nie mogąca, hołdująca własnym interesom – nikomu więc niepotrzebna – Organizacja Narodów Zjednoczonych. Organizacja narodów, w której są równi i równiejsi, w której jedni głos mają, a innym jest zabrany. Ja się z czymś takim zgodzić nie mogę. Nie ma obecnie takiej możliwości, aby ktoś zabronił nam realizacji własnego programu. Podpisane przez nas cyrografy możemy traktować  tak samo, jak traktuje je wspomniane „rycerstwo”, czyli jako bezwartościowe. Ogólnonarodowym zrywem dysponujemy jak nikt Inny na świecie, co pokazał choćby czas powojenny. Okres uznawany przez „rycerstwo”, za czas... pokoju. Poświęcając się dla dobra przyszłych pokoleń głód na pewno nam nie zagrozi. Pozostaje tylko jedno pytanie: „Kto miałby to zorganizować?”. Czas żałoby i wspólnoty już minął. Teraz pojawią się swary, kłótnie, podział władzy, wybory. NPA nikomu potrzebny nie jest. Następna tragedia narodowa, wojenna czy ekonomiczna jest gdzieś daleko. Jest niewidoczna. Jeżeli miałaby się pojawić, to pewnie staną przed jej obliczem przyszłe pokolenia. Kogo więc dzisiaj może to obchodzić?

 

 

Joomla Templates and Joomla Extensions by JoomlaVision.Com
 

Dodaj komentarz

Komentowanie jest dozwolone dla Gości. W polu 'Imię' możesz podać swój nick!

Kod antysapmowy
Odśwież