TWÓRCZOSC
INFORMACJE
Naszą witrynę przegląda teraz 44 gości
| Na życia rewersie - Ogromna rysa |
|
|
| Autor: Jerzy Pustuła |
|
Dwie tragedie. Dwie i dodatkowo bardzo blisko siebie w kalendarzu. Boleśnie dotknęły nas wszystkich, ale najbardziej rodziny, które znalazły się w jej centrum.
Nie ma takiego człowieka, nie ma takiej rodziny, która chciałaby takiego dotyku. Jedna tragedia, ta smoleńska, zabrała rodzinom najbliższe osoby, ale pozostawiła – ogólnie mówiąc – wypracowane dobra materialne. Druga tragedia, ta powodziowa, pozostawiła rodziny przy życiu, ale zabrała im to, co miały i to z czego żyły. Jako naród powinniśmy i musimy to przetrwać. Zarówno jednym, jak i drugim poszkodowanym, staramy się pomóc. Mamy też demokratycznie wybranych ludzi przeznaczonych do władzy, do rządu, żeby oni z naszych danin, jakie w całym swoim życiu wnosimy do wspólnej kasy, mieli w takich przypadkach nas czym wspomagać. I właśnie teraz ci rządzący wspomogli. Wspomogli zarówno jednych, jak i drugich. Tak wspomogli, że posuwając się po zgliszczach, jakie odsłania opadająca woda, ludzie którzy stracili nadzieję na dalsze normalne życie zaciskają usta i smutny wzrok kierują gdzieś daleko. Gdzieś na Warszawę. Nie chcą wiele o tej pomocy rozmawiać. Czasem jedynie jakiś rozgoryczony człowiek powie szeptem, że jak tamtym dali po czterysta tysięcy na rodzinę, czy może nawet na osobę, renty po tysiąc ileś tam złotych, a im? Im obiecali po sześć tysięcy dla całej rodziny, pod warunkiem, że prawidłowo wypełnią szesnaście stron skomplikowanych rubryk. Wypełnić nie ma gdzie, nie ma czym i nie ma z czego, ponieważ wszystko zabrała woda. Zabrała stół, krzesło, długopis i dokumenty. Starsza kobieta, trzymając wnuczka za rączkę, mówiła do mnie patrząc gdzieś daleko, jak to przed wojną dostali nakaz malowania farbą drewnianych płotów, żeby miejscowość ładnie wyglądała. Opowiadała, jak płacili podatki, malowali płoty, w Warszawie się bawili, a Hitler budował samoloty. Ludzie potem powtarzali: „Hitler budował samoloty, a my malowaliśmy płoty”. O spadających bombach mówiła i o tym, że rząd uciekł z kraju, a ich zostawił jak sieroty. Wyczułem w jej słowach smutek, żal i opuszczenie. Może nawet osierocenie. Jakby swoimi słowami chciała mi powiedzieć, że ci tam w rządzie są dla siebie, siebie wspomagają, a ich tutaj mają za nic. Wnuczek stał i z otwartymi ustami słuchał słów babci. Nie wiem dlaczego zobaczyłem przed sobą rysę. Rysę, która biegnie gdzieś sprzed wojny, gdzieś z odległych czasów i zamiast się zabliźniać, dalej się utrwala. Zaczyna nawet dzielić małego jeszcze wnuczka od tych, którzy rządzą. Jako narodowi nic dobrego nam to nie wróży.
|

