TWÓRCZOSC

DLA DZIECI

INFORMACJE

SUBSKRYPCJA

Naszą witrynę przegląda teraz 21 gości 
Na życia rewersie - Bym wygrał PDF Drukuj
Głosy: / 1
SłabyNajlepszy 
Autor: Jerzy Pustuła   

 

W zasadzie walczyło ich dwóch. Jeden z partii „POtem”, a drugi z „PiSzcie”. W ostatnich dniach, równo z dzwonkiem ostatnim, bardzo szybko skakali po kraju. Niczym pchły po zniszczonym prześcieradle.

Tylko przez jedno przedpołudnie miałem siłę obserwować na mapie ich marszrutę. Dłużej nie dałem rady. Ból w karku wywoływała kręcąca się głowa. Nie mogło być inaczej, skoro jeszcze krzesło nie ostygło z ciepła pośladków jednego z kandydatów meldujących się u tego związkowca rolniczego, a już drugi tam siadał. Obydwaj w pośpiechu wznieśli ten sam sztandar walki o dopłaty do centymetra kwadratowego urodzajnej ziemi, związkowiec poparł obydwu i za chwilę te same kwiaciarki, w odległym mieście, kolejno wręczały im kwiaty. Na pewno te same wiązanki. Kwiaciarki były bardzo zadowolone, że wszystko tak szybko się odbywało, ponieważ po wizycie danego kandydata nie musiały się przebierać, gdyż ten drugi zjawiał się za chwilę. Tej nocy, po dniu, w którym kark mnie bolał, postanowiłem, że ja też ruszam do walki. Początek wyznaczyłem sobie na Helu. Wiadomo, rezydencja mojej przyszłości. Nie zwiedziłem jej co prawda, ponieważ nogi mnie zabolały. Cały czas posuwałem się wzdłuż ładnie pomalowanej na zielono siatki, ale sosny zasłaniały widok na hacjendę. Polazłem więc do słonej wody. Znacie ten stary, cieniutki mur betonowy z zardzewiałymi gwoździami na zwieńczeniu. Albo broniło to kiedyś socjalizmu, albo jest obecnie postrachem dla samobójców, chcących zakończyć swój żywot w Bałtyku. Delikatnie, aby mur nie runął, stanąłem na nim bosymi nogami. Bosymi, ponieważ ukłucia w stopy wyrzuciły mnie w dal niczym sprężyny. Skok był taki, że pchła ze wstydu dostałaby rumieńców. W krótkim czasie wylądowałem daleko, w Zadupiu. Przy starej oborze, w której gospodyni w pocie czoła wysysała palcami do garnka mleko z chudej krowy. Wieś mi się podobała, jej nazwa była prawdziwa, nie wiem więc, po co ją zmieniać. Nazwę oczywiście, ale i wieś może też. Swój program wyborczy szybko przekazałem w drzwiach obory. Bałem się wejść do środka, ponieważ krowa ciągle świstała ogonem, uśmiercając natrętne muchy. Po dumnym przedstawieniu, mówiłem, prosząc o poparcie przy urnie wyborczej, że o dopłaty walczył nie będę, ponieważ to nie ma sensu. W zamian wprowadzę rewolucję technologiczną na wsi. Dla męża, który kosi w polu zboże, polecę skonstruowanie kosy podwójnej. Jak w odbiciu lustrzanym. Machając taką, nie będzie wykonywał ruchu jałowego. Dodatkowo uruchomię fabrykę grabi dopinanych z tyłu do kosiarza, aby posuwając się przy koszeniu, grabił również ściernisko. Swoimi decyzjami zmniejszę przy tym bezrobocie. Krowa sięgnęła mnie jednak niespodziewanie ogonem. Pofrunąłem do dalekiego miasta Karłowata Nadzieja. Studenci mnie obstąpili. Jeszcze nie zacząłem głosić swojego programu, a oni już chcieli jakieś bilety za darmo. Ulżyło mi, ponieważ z nimi to nigdy nic nie wiadomo, z tymi studentami, a bilet w jedną stronę daje się najłatwiej. Nawet za darmo. Poderwałem się w pościeli. Zaczynało świtać i kark bardzo mnie bolał.

 

 

Joomla Templates and Joomla Extensions by JoomlaVision.Com
 

Dodaj komentarz

Komentowanie jest dozwolone dla Gości. W polu 'Imię' możesz podać swój nick!

Kod antysapmowy
Odśwież