Ten kraj jest olbrzymi i bogaty, tylko że ludzi tam mało. Jak na lekarstwo, w stosunku do swojego obszaru. Jeżeli ktoś chce sobie w tym kraju podnieść poziom adrenaliny, wsiada do samochodu i rusza na północ.
Przyroda wówczas robi się coraz niższa i kończą się drogi asfaltowe. Trochę wcześniej tablica poinformuje, że następna stacja paliw znajduje się, w przeliczeniu na nasze, za jakieś trzysta czterdzieści sześć kilometrów. Inna tablica, już przy szrutowej drodze, poinformuje, że tam daleko ludzkie życie jest w rękach przyrody. Jeszcze tylko szlaban, pytania o czasu pobytu.... i o drogę powrotną. Pytania zadane wyłącznie po to, aby w razie czego, w razie nieobecności po określonym terminie plus jedna doba, wysłać ekipy poszukiwawcze. Ekipy dla ratowania ludzkiej jednostki. Uratować jednostkę, dlatego że inną już zaszlachtowano.
Zaszlachtowano Polaka, który przyleciał tutaj samolotem do swojej matki, przyleciał na stałe. Na lotnisku go więc... paralizatorem. Gdzieś w okolicach zatoki Hudsona należy ratować jednostkę, ponieważ w ambasadzie, w Warszawie, odmówiono wizy kobiecie. Babci, która chciała choć raz zobaczyć swoich dwóch wnuków, ale też pomóc w pracach przy domowym gospodarstwie córce, kiedy ta obdarowała ją wnuczką. Odmówiono wizy, ponieważ sama przyznała się do prawdy, do domowej pomocy córce, czyli nielegalnej pracy. W wielkiej dobroduszności pozwolono jej złożyć następne dokumenty po roku. Podobno teraz Polak może tam polecieć bez wizy, mając kagańcowaty paszport. Ten z odciskami własnych linii papilarnych; myślę też, że może z ukrytym wpisem o braku np. hemoroidów w tyłku czy kurzajki na palcu którejś z nóg. Za to dobrodziejstwo, my Polacy – naród waleczny i bezinteresowny, wyślemy swoich chłopców na wojnę. Po Iraku i Afganistanie wyślemy ich gdzieś indziej po śmierć. Po ofiarę z ich młodego życia dla umiłowanej demokracji, wolności człowieka, poszanowania dobra jednostki, np. w Kanadzie.
Zaszlachtowano Polaka, który przyleciał tutaj samolotem do swojej matki, przyleciał na stałe. Na lotnisku go więc... paralizatorem. Gdzieś w okolicach zatoki Hudsona należy ratować jednostkę, ponieważ w ambasadzie, w Warszawie, odmówiono wizy kobiecie. Babci, która chciała choć raz zobaczyć swoich dwóch wnuków, ale też pomóc w pracach przy domowym gospodarstwie córce, kiedy ta obdarowała ją wnuczką. Odmówiono wizy, ponieważ sama przyznała się do prawdy, do domowej pomocy córce, czyli nielegalnej pracy. W wielkiej dobroduszności pozwolono jej złożyć następne dokumenty po roku. Podobno teraz Polak może tam polecieć bez wizy, mając kagańcowaty paszport. Ten z odciskami własnych linii papilarnych; myślę też, że może z ukrytym wpisem o braku np. hemoroidów w tyłku czy kurzajki na palcu którejś z nóg. Za to dobrodziejstwo, my Polacy – naród waleczny i bezinteresowny, wyślemy swoich chłopców na wojnę. Po Iraku i Afganistanie wyślemy ich gdzieś indziej po śmierć. Po ofiarę z ich młodego życia dla umiłowanej demokracji, wolności człowieka, poszanowania dobra jednostki, np. w Kanadzie.
{jcomments on}
Please wait...