|
Kiedyś, przed laty, znalazłam wśród swoich „rzeczy” przepiękny cytat pochodzący z Leśmiana: „(…) w oczu swych czary idziesz (…)". Tenże cytat niepokoił mnie i niepokoi aż do dzisiaj. Czuję, że za tymi słowami kryje się jakaś tajemnica, a jednocześnie nadzieja, że sztuka wyzwala człowieka ponad przeciętność i jest prawdziwym błogosławieństwem.
Nic dziwnego, że ludzie zanurzają się w niej po samą szyję albo głębiej i wstrzymują oddech na parę srebrnych chwil. Można szukać dalej i głębiej w leśmianowskim ogrodzie, a on przemawia cały czas do czytelnika, jakby z zaświatów :
(…) patrz na mnie i pozbawiaj tajemnicy! Bo z dawna pragnę wszystką męka Ciała Odbić się w czyjejś szerokiej źrenicy. (…)
Jeśli poetyckie logo może zastąpić to, czego człowiek nie poznaje „za życia”, niechże leśmianowskie „sady rozstajne” bławatkują łąkami na karminowych makach wyobraźni ku potomnym. Potęga, zaiste twórcza, nie tworzyć świata – ten już jest (realizm), tylko chwytać NIC I TWORZYĆ Z NICOŚCI W NICOŚĆ. Heidegger pisze: „nicht nichtet”, czyli „nicestwieje nic". Leśmian wywołuje świat z nicości. Słowa jego poezji wręcz twardnieją, wychodząc jakby ze snów, wprawiają w rzeczowość, materialność, cielesność dotyku, zmysłową obecność; cyt: „I pierś zakończona różową soczystą”. Nie trzeba analizować, wystarczy, by serce biło szybciej. Leśmian – poeta zapomniany, lecz należy cudownie potykać się o jego słowa, niczym o gwiazdy na niebie, smakować detale, zapalać światło, gasić pragnienie i wraz z nim zajadać maliny albo poziomki „w malinowym chruśniaku”.
|