Z czym kojarzy nam się administrator? Każdy wskaże palcem: to pan Heniek, pod trójką mieszka. Trochę gburowaty, ale jak kran nawali, to przyjdzie i naprawi. Albo zaleci podłożenie miski pod wyciek, do czasu przybycia hydraulika.
My natomiast skupimy się na administratorze stron internetowych. No bo co za problem siąść i napisać stronę? Żaden, można powiedzieć. W sieci pełno jest CMSów, pełno autorskich rozwiązań i pełno gotowych szablonów. Wrzucamy to na serwer, podmieniamy grafikę, drobne zmiany w CSS i gra. Do czasu, kiedy niezadowoleni użytkownicy zaczną walić drzwiami i oknami.
Tutaj się rozjeżdża, tutaj widać "jakieś coś" a tam z kolei nie działa w ogóle. I wszystkiemu winny jest nieszczęsny administrator, bo któżby inny?
Ale postawmy się na chwilę w skórze administratora. Siedzi taki nieszczęsny admin przed monitorem, dłubie w kodzie tak, że aż wióry lecą. Dodaje, odejmuje, podmienia i przycina. Zapisuje. Odświeża i oto efekt: takiego szablonu nikt i nic nigdy nie przebije! A później przychodzi czas na sprawdzenie strony pod "inną" przeglądarką. Włącza administrator Internet Explorera i co widzi? Widzi coś, czego nikt inny oglądać by nie chciał. Tutaj nagle tekst się zlał, tam zniknął jakiś element strony. I skąd te kolory?! Więc powrót do pliku CSS, szybki rzut oka: wszystko OK., dlaczego nie działa? Drugi rzut oka: wszystko ok. Jak trwoga, to do Google, więc zadręcza taki nieszczęsny webmaster wyszukiwarkę pytaniami i otrzymuje odpowiedź: "Twój kod nie różni się niczym od tego poprawnego i zgodnego ze standardami. Brakuje tylko średnika." Ok. Średnik, teraz będzie śmigać, jak marzenie. Z powrotem do Internet Explorera, F5 i? noo, to teraz mogę wojować z całym światem! Dopełnijmy jeszcze formalności, sprawdźmy pod przeglądarką konkurencji. Nie działa. Chyba wystarczy kodu na dziś, może z photoshopem pójdzie lepiej.
No tak, photoshop rzeczywiście jest łatwiejszy i przystępniejszy, niż kod strony. Wymaluje administrator piękny szablon, podrasuje, potnie i zapisze. Żeby bajerom stało się zadość trzeba jeszcze dodać przezroczystość i oto proszę! Szablon wrzucony, kod poprawiony. Pod FireFoxem działa pięknie! A pod Internet Explorerem? Nie. Dlaczego? Ano dlatego, że przeglądarka giganta z Redmond nie obsługuje przezroczystych plików graficznych. W miejsce przezroczyste, wstawi jakiś paskudny niebieskawy kolor i wciska kit, że tak ma być.
Możemy oczywiście nie zgodzić się z tym, co powyżej. Możemy powiedzieć, że przeglądarki są dla ludzi, a ich ilość jest po to, żeby każdego usatysfakcjonować i sprostać oczekiwaniom. Można też powiedzieć, że tekst powyższy usprawiedliwia leniwego administratora, czy webmastera i pcha w stronę linii najmniejszego oporu. Po części jest to prawdą, a po części nie. Skupię się na tej nieprawdziwej części: od Internet Explorera nie można niczego wymagać, bo ta przeglądarka niczego innowacyjnego nie oferuje. Ba! Ona nie nadąża za całym światem! Mozilla zaczęła stosować panele? Użytkownikom się podoba? Tak. Wspierają RSSy? Tak. Przezroczystość? Również. Blokuje niechciane reklamy? A jakże! Internet Explorer kazał na te udogodnienia czekać przeszło dwa lata. Części z nich nadal nie wspiera i pewnie długo przyjdzie nam czekać, aż zacznie. I pamiętajcie użytkownicy przeglądarki od Microsoftu: "IE służy do przeglądania Internetu z twojego komputera i na odwrót".
Tutaj się rozjeżdża, tutaj widać "jakieś coś" a tam z kolei nie działa w ogóle. I wszystkiemu winny jest nieszczęsny administrator, bo któżby inny?
Ale postawmy się na chwilę w skórze administratora. Siedzi taki nieszczęsny admin przed monitorem, dłubie w kodzie tak, że aż wióry lecą. Dodaje, odejmuje, podmienia i przycina. Zapisuje. Odświeża i oto efekt: takiego szablonu nikt i nic nigdy nie przebije! A później przychodzi czas na sprawdzenie strony pod "inną" przeglądarką. Włącza administrator Internet Explorera i co widzi? Widzi coś, czego nikt inny oglądać by nie chciał. Tutaj nagle tekst się zlał, tam zniknął jakiś element strony. I skąd te kolory?! Więc powrót do pliku CSS, szybki rzut oka: wszystko OK., dlaczego nie działa? Drugi rzut oka: wszystko ok. Jak trwoga, to do Google, więc zadręcza taki nieszczęsny webmaster wyszukiwarkę pytaniami i otrzymuje odpowiedź: "Twój kod nie różni się niczym od tego poprawnego i zgodnego ze standardami. Brakuje tylko średnika." Ok. Średnik, teraz będzie śmigać, jak marzenie. Z powrotem do Internet Explorera, F5 i? noo, to teraz mogę wojować z całym światem! Dopełnijmy jeszcze formalności, sprawdźmy pod przeglądarką konkurencji. Nie działa. Chyba wystarczy kodu na dziś, może z photoshopem pójdzie lepiej.
No tak, photoshop rzeczywiście jest łatwiejszy i przystępniejszy, niż kod strony. Wymaluje administrator piękny szablon, podrasuje, potnie i zapisze. Żeby bajerom stało się zadość trzeba jeszcze dodać przezroczystość i oto proszę! Szablon wrzucony, kod poprawiony. Pod FireFoxem działa pięknie! A pod Internet Explorerem? Nie. Dlaczego? Ano dlatego, że przeglądarka giganta z Redmond nie obsługuje przezroczystych plików graficznych. W miejsce przezroczyste, wstawi jakiś paskudny niebieskawy kolor i wciska kit, że tak ma być.
Możemy oczywiście nie zgodzić się z tym, co powyżej. Możemy powiedzieć, że przeglądarki są dla ludzi, a ich ilość jest po to, żeby każdego usatysfakcjonować i sprostać oczekiwaniom. Można też powiedzieć, że tekst powyższy usprawiedliwia leniwego administratora, czy webmastera i pcha w stronę linii najmniejszego oporu. Po części jest to prawdą, a po części nie. Skupię się na tej nieprawdziwej części: od Internet Explorera nie można niczego wymagać, bo ta przeglądarka niczego innowacyjnego nie oferuje. Ba! Ona nie nadąża za całym światem! Mozilla zaczęła stosować panele? Użytkownikom się podoba? Tak. Wspierają RSSy? Tak. Przezroczystość? Również. Blokuje niechciane reklamy? A jakże! Internet Explorer kazał na te udogodnienia czekać przeszło dwa lata. Części z nich nadal nie wspiera i pewnie długo przyjdzie nam czekać, aż zacznie. I pamiętajcie użytkownicy przeglądarki od Microsoftu: "IE służy do przeglądania Internetu z twojego komputera i na odwrót".
Please wait...