w porannej trawie
nogi słońcem skąpane
mucha siada
***
odurzający zapach
lilowego bzu
zawisł nade mną
***
białe dzwonki konwalii
trucizną łodyg
ukołyszą do snu
***
w zatrzymanej chwili
brzęcząca osa
żądło wysuwa
***
miauknął po południu
stanowczo żądając
kot pewny siebie
***
ognisko pachnie
gałęziami wiśni
alarm pożarowy
***
palec zdrętwiał
na klawiaturze pstrykając
nocne pytania
***
gładząc klawisze
czułe dłonie piszą
wieczorną wiadomość
Please wait...