Logo Rozwiń skrzydła marzycielu...

Opowiadania dla dzieci

Sortuj według:


24.06.13, 10:22 | Autor: Anna Paciorek VIDI


KILKA SŁÓW ZANIM ZACZNIE SIĘ OPOWIEŚĆ


Chciałam zacząć tę opowieść od słów „dawno, dawno temu…”, ale zrozumiałam, że czas nie ma tu istotnego znaczenia – jak przy każdej sprawie, która jest uniwersalna i ponadczasowa, a więc tak samo ważna, mądra i aktualna w każdym momencie. Nie będzie to więc opowieść o czasie. Zapytacie więc, o czym będzie? Otóż chciałabym Wam opowiedzieć o tym, że coś uniwersalnego trwa bez czasu, przyjmując niekiedy jakąś konkretną formę, na przykład kształt opowieści, leśnego zwierzątka, starego drzewa o chropowatym, poskręcanym pniu, snu albo dziecięcej wyliczanki.

Najczęściej jednak wybiera postać światła, którego niektórzy z nas nie potrafią dostrzec, ale za to każdy z nas potrafi wyczuć jego obecność. Pojawia się, aby o sobie przypomnieć – Twojej pamięci albo Twojej wyobraźni. Ale czym właściwie to coś uniwersalnego jest? Hm… To trudne pytanie! Dlatego najlepiej będzie na nie odpowiedzieć poprzez opowieść. Oto ona. Będzie to historia o istocie imieniem Vidi. Niektórzy mówili, że Vidi był małą brązową myszką o ciepłym, brązowym futerku, z dużymi uszami i mądrymi, czarnymi oczkami, które potrafiły dostrzec ludzkie uczucia. Inni byli pewni, że był wielką szarą sową, która mówiła tylko to, co było dla nich najważniejsze w danym miejscu i czasie. Jeszcze inni zapamiętali, że Vidi to mały chłopiec z wielkimi czekoladowymi oczami, w którego dziecięcym głosie brzmiało wszystko to, co od zawsze było, jest i będzie ważne dla wszystkich istot. Nie wiadomo więc dokładnie, jak Vidi rzeczywiście wyglądał. Wiadomo jednak, że nosił w sobie wewnętrzne światło – co do tego wszyscy byli zgodni. Ciepłe światło, które każdy z nas zna, któremu ufa i z którym czuje się bezpiecznie. Światło pełne odwiecznej mądrości, bezwarunkowej miłości, wielkiej nadziei i dziecięcej radości. A może on po prostu był tym światłem?... Teraz Ty posłuchaj opowieści o Vidim. A potem weź kartkę i swoje ulubione kolory i narysuj go tak, jak go zapamiętałeś. A kiedy skończysz, przyjrzyj mu się uważnie. Możesz mieć pewność, że tak właśnie Vidi rzeczywiście wygląda.


OPOWIEŚĆ PIERWSZA


Vidi obudził się na niewielkiej leśnej polanie. Leżał na miękkim mchu, więc było mu bardzo wygodnie. Ogrzewały go delikatne promienie letniego słońca, ześlizgujące się wesoło z listków rozłożystego klonu, pod którym miał posłanie, więc było mu również ciepło i bardzo przyjemnie. Przeciągnął się, jak zawsze tuż po przebudzeniu. Uwielbiał się przeciągać. Ale o przeciąganiu będzie inna opowieść…kiedy indziej.

Ocena internautów 5 (2 głosy) Komentarzy: 0 Więcej >
04.05.13, 10:22 | Autor: Jerzy Pustuła Genialny wynalazek



Czerwona tarcza słońca powoli wsuwała się za daleki horyzont. Wydawało się, że słońce tonie nie w zbożu, ale w jakimś miodowym oceanie. Zoran stał na brzegu szutrowej drogi i patrzył na olbrzymi łan pszenicy, wyliczając z grubsza w myślach swój tegoroczny zysk. Pomniejszył go o straty poniesione z tytułu połamanego przez niedawną nawałnicę zboża przy pagórkach oraz tego zgniecionego w pięciu kręgach o średnicy dwadzieścia metrów każdy. Zastanawiał się nad tymi idealnie uprasowanymi kołami. Telewizja to filmowała, jacyś eksperci oglądali, ale nic nie wybadali.

Ocena internautów 0 (0 głosy) Komentarzy: 0 Więcej >
23.01.13, 13:40 | Autor: Barbara Niedźwiedzka Sabinka w krainie smoków

Pewnego dnia, a był to sam środek lipca, na dworze szalał wiatr. Gałęzie drzew uginały się pod jego podmuchami. Sabinka nie mogła się bawić w ogrodzie ani spacerować po parku. Jednak wcale się nie nudziła. Czytała bajkę o zionących ogniem smokach OGNIKACH i WIELKOSMOKACH, które szczyciły się ogromną siłą.

Ocena internautów 0 (0 głosy) Komentarzy: 0 Więcej >
23.01.13, 11:47 | Autor: Barbara Niedźwiedzka O Piaście i Popielu

Niedaleko od Gniezna, nad jeziorem Gopłem wznosił się gród Kruszwica. Tam mieszkał i rządził krajem okrutny książę Popiel. Wieśniacy służyli mu najlepiej, jak mogli. Nosili do grodu miód, zboże, mięso i mleko. A mimo to, surowy władca był niezadowolony z usług wieśniaków. Książę często wchodził na wieżę zamku i spoglądał z podziwem na lasy, pola i piękny zalew. Wtedy ludzie widząc go mówili: – „Patrzcie, tam stoi chmura gniewu! Źle nam żyć na świecie! Oj, źle!”

Ocena internautów 5 (1 głosy) Komentarzy: 2 Więcej >
23.01.13, 11:30 | Autor: Barbara Niedźwiedzka Koziołek

Głęboko w gęstwinie leśnej urodził się śliczny koziołek. Słońce na koziołka rzucało ukradkiem promienie, wiatr delikatnie głaskał jego grzbiet i wszędzie dookoła rosła wysoka soczysta trawa, wysokie świerki i sosny. Koza często opuszczała legowisko i małego synka, bo musiała znaleźć jedzenie dla siebie i swojego maleństwa. Koziołek nie myślał ani o słońcu, ani o wietrze, nie zwracał uwagi na odgłosy zwierząt, leżał i co chwila wyciągał łebek, bo był ciekawy, czy mamusia jest w pobliżu.

Ocena internautów 5 (1 głosy) Komentarzy: 0 Więcej >
23.01.13, 11:16 | Autor: Barbara Niedźwiedzka Awantura z perliczką
Zagroda wiejska w Bajeczkowie.

To było tak...

Kotek Filutek pobiegł za stodołę, tam, gdzie najczęściej przychodziły zwierzęta z zagrody wiejskiej, gdy chciały odbyć ważną naradę. Z daleka miauczał w wielkim podnieceniu:
– Kochany panie kogucie, gdzie pan jest? Ta cisza mnie przeraża!
– Cii...cii…! Panie kocie! Pisklę wykluło się z jaja – uspokajał kogut.
A potem weszli do stodoły, ażeby je zobaczyć. Bo nie zdarza się, co dzień, żeby w zagrodzie wiejskiej przychodziło na świat pisklę. I to nie byle, jakie!
W pachnącym sianie siedziało wyklute maleństwo i trzęsło się ze strachu. Kot i kogut przybliżyli się ostrożnie, ażeby mu się przyjrzeć. Było puszyste z brązowo-białymi paskami na głowie i grzbiecie.
– Czy nie jest śliczne? – zapytał kogut i popatrzył na nie z zachwytem. – Nazwiemy je... Ślicznotką.
Ocena internautów 5 (1 głosy) Komentarzy: 0 Więcej >
09.01.13, 00:22 | Autor: Er-Ka O złej wiedźmie - cz.VI

Kiedy wreszcie po kilkudziesięciu minutach powitania pełnego fałszywych uśmiechów, jeszcze bardziej fałszywych komplementów, ukłonów, całowania rąk i innych, równie uprzejmych co przesiąkniętych kłamstwem poczynań wiedźma znalazła się w swojej komnacie na zamku króla Wścieklisława – rozejrzała się zaciekawiona dookoła, a potem westchnęła głęboko i przekręciła w zamku za sobą ogromny, mosiężny klucz. Została sama.

Komnata była wspaniała! Pośrodku stało olbrzymie łoże z baldachimem i firankami chroniącymi śpiącego przed ciekawskim okiem lub przed owadami. Wiedźma rozsunęła je i z satysfakcją odnotowała, że pięćdziesiąt puchowych poduszek zostało ułożonych z wielką starannością, podobnie jak czerwony, ciepły i pachnący nieco bagiennie koc, o który prosiła. Ściany zdobiły olejne obrazy przedstawiające przodków króla Wścieklisława. Każdy z przodków miał bulwiasty, czerwony na końcu nos, rzadkie, tłuste włosy o nieokreślonym, mdłym kolorze i patrzył prosto w oczy osoby podziwiającej płótno. Nie było to przyjemne, ale wiedźma nie bała się takich rzeczy. Wzruszyła ramionami i zachichotała:

– Wszyscyście paskudni jak wasz potomek!

Ocena internautów 5 (1 głosy) Komentarzy: 0 Więcej >
09.01.13, 00:19 | Autor: Er-Ka O złej wiedźmie - cz.V

Było już bardzo późno, kiedy Pogodziej z żoną, pokojówką, żmiją i kuchcikiem, przemoczeni do suchej nitki pomimo płaszczy przeciwdeszczowych i kaloszy, dotarli w końcu do domu wiedźmy.

Dom ten był bardzo dziwny: pełen krzywych kominów, dymników, okien – które raz pojawiały się, a raz znikały i nigdy nie było wiadomo, kiedy i w którym miejscu pojawią się znowu – spadających znienacka dachówek i buchających ze szczelin w murze iskier. Miał też oczywiście drzwi, wielkie, solidne drzwi, wyglądające na pierwszy już rzut oka bardzo nieprzyjaźnie. Była w nim też drewniana, omszała ze starości weranda z bujanym fotelem, trzcinowym, trzeszczącym stoliczkiem, doniczkami kolczastego zielska i donicami pełnymi dziwnych, kwitnących tylko nocą kwiatów. Im noc była ciemniejsza, bardziej ponura, a najlepiej – jak dziś – deszczowa i straszna, tym piękniej zakwitały.

Ocena internautów 5 (1 głosy) Komentarzy: 0 Więcej >
09.01.13, 00:16 | Autor: Er-Ka O złej wiedźmie - cz.IV

Tymczasem na zamku króla Wścieklisława II Małego od rana wrzała praca. Zaaferowana służba biegała po całym zamku od piwnic aż po strych, roznosząc świeże obrusy i kwiaty, zmieniając pościel, szorując i woskując posadzki, rozwieszając nowe portiery, czyszcząc srebrne zastawy i klamki. Odkurzono każdy dywan, wypolerowano i zadbano o każdy drobiazg, chuchając i dmuchając na każdy, najdrobniejszy nawet przedmiot.

Ocena internautów 5 (1 głosy) Komentarzy: 0 Więcej >
29.12.12, 19:22 | Autor: Er-Ka O złej wiedźmie – cz. III

Dokładnie w chwili, kiedy zegar wiedźmy wybił godzinę szesnastą, w domu Czarodzieja Pogodzieja i jego żony, Promiennej Eufemii, zaczął się tak zwany „sądny dzień”.
Trudno opisać, co się tam działo!
Wszystko zaczęło się godzinę wcześniej, kiedy siedem córek Czarodzieja nie wróciło do domu punktualnie, co się wcześniej nigdy nie zdarzało! Zaniepokojeni rodzice początkowo nie martwili się aż tak bardzo, po prostu pomyśleli, że Deszczowe Panny zabawiły dłużej na polanie. Może znalazły nowy gatunek trawy i wplatają ją w swoje wianki? Może z powodu wielkiej burzy musiały dziś tańczyć trochę dłużej niż zwykle? A może wstąpiły po drodze do któregoś z sąsiadów i zasiedziały się przy poziomkowej herbatce? Nie wiadomo. Im więcej jednak czasu mijało – a córki nie wracały – tym bardziej niepokój rodziców rósł, aż w końcu sięgnął zenitu, bo oto w progach ich domu pojawiła się żmija Syklica i, zalewając się łzami, opowiedziała wstrząśniętym rodzicom Panien, co stało się na polanie pół godziny temu. 

Ocena internautów 5 (2 głosy) Komentarzy: 0 Więcej >
Copyright 2011 - 2017 Zaszafie.pl