Logo Rozwiń skrzydła marzycielu...

Powieści

Sortuj według:


12.03.13, 11:59 | Autor: MarciN Brama czarownic



A.D. 1266

Kopiec znajdował się kilkanaście minut pieszo od centrum miasta, a droga na niego prowadziła długo przez biedną część osady. Z wypalonych miejsc sterczały czarne kominy świadczące o tym, że kiedyś stała tutaj chałupa. Marta posuwała się szybko ku wzniesieniu, nie zwracając uwagi na zatrzaskujące się na jej widok drzwi i okna. Psy były już blisko, pogoń tuż za nimi. „Nareszcie koniec” – pomyślała, przeczuwając gdzieś w duszy, że to dopiero początek. Przeczuwała, póki jeszcze miała duszę. W małej fiolce w kieszeni trzymała wywar, który co jakiś czas zmieniał odcień, zawsze jednak pozostawał w półprzeźroczystej czerwieni.

Kiedy już pozostawiła za sobą ostatnie domostwa, zaczęła wspinać się na górę stromą ścieżką wijącą się wokół kopca. Kłębowisko chmur zebrało się nad wzniesieniem, a deszcz zacinał prosto w twarz. Gdy dotarła na szczyt, jej oczom ukazał się płaski kamień z czterech stron otoczony stożkowatymi głazami o ostrych krawędziach. Uklęknęła przy nim, wyjęła naczynko i ostrożnie wlała jego zawartość w otwór w skale. W jednej chwili ulewa ustała, a głosy i szczekanie psów umilkły. Zlana potem i deszczem, wydusiła z siebie tylko ciche „dheru Vir gar”. Trafiona piorunem padła na zimną skałę, a jej martwe członki wskazywały cztery strony świata.

Pościg był już naszczycie, ale psy skuliły ogony i zamarły z dala od Marty. „Za późno!” – wrzasnął człowiek, wysuwając się przed szereg przerażonych towarzyszy. „Za późno” – wyszeptał do bezwładnego ciała.


Ocena internautów 0 (0 głosy) Komentarzy: 0 Więcej >
17.01.13, 15:08 | Autor: Adrian K. Antosik Adriana – Rozdz. VIII – Sebastian



Młodzieniec siedział w poczekalni już dobre pół godziny. Z przyjemnością stwierdził, że wciąż działał na kobiety jak za dawnych dobrych lat, gdy jeszcze chodził na uniwersyteckie wykłady. Jeden rzut niebieskich oczu na recepcjonistkę sprawił, że dziewczyna zachichotała, nerwowo rumieniąc się.

Ocena internautów 0 (0 głosy) Komentarzy: 0 Więcej >
17.01.13, 15:04 | Autor: Adrian K. Antosik Adriana – Rozdz. VII – Ciemność po drugiej stronie powiek



Ciemność otaczała mnie, wdzierała się we mnie. Czułam się otępiała, ból głowy nie pozwalał mi jasno myśleć. Żyłam, tego byłam pewna. Pierwsza próba otworzenia oczu zakończyła się fiaskiem, powieki były zbyt ciężkie i nawet nie drgnęły. Przy drugiej znów odpłynęłam w niebyt. Dopiero przy trzeciej udało mi się otworzyć oczy. Na początku wszytko zlewało mi się w jedną białą plamę. Powoli próbowałam się podnieść, jednak coś przytrzymało mnie, powalając z powrotem na średnio wygodne łóżko. W końcu udało mi się dostrzec, dlaczego nie mogłam się podnieść – byłam przywiązana pasami do łóżka, znajdującego się w białym pomieszczeniu bez klamek. Gdy tylko przetworzyła to moja świadomość, spanikowałam. Zaczęłam szybciej oddychać i próbowałam się uwolnić. Z mojego gardła wydostały się nieartykułowalne wrzaski. Szamocąc się jak ryba w sieci, wrzeszczałam wniebogłosy:

Ocena internautów 0 (0 głosy) Komentarzy: 0 Więcej >
17.01.13, 15:02 | Autor: Adrian K. Antosik Adriana – Rozdz. VI – Porwana

Gdy wróciłam do redakcji, miło zaskoczyło mnie otrzymanie premii za świetne, przeprowadzone błyskawicznie relacje z miejsca zdarzeń, osobiste gratulacje od szefa wraz z uściskiem dłoni, a także publiczna pochwała. Jednak po tym wszystkim, gdy przeszliśmy na chwilę do gabinetu szefa, wypowiedział kwestię, która w różnych formach doprowadzała mnie do szału na filmach.

Ocena internautów 0 (0 głosy) Komentarzy: 0 Więcej >
09.01.13, 23:12 | Autor: Adrian K. Antosik Adriana – Rozdz. V – Konferencja Genetyki Współczesnej

Dziesięciogodzinna podróż pociągiem jest tym, czego nie cierpię chyba najbardziej w życiu. Jako kobieta sukcesu, z nadszarpniętymi nerwami, stresującymi sytuacjami w pracy, a zwłaszcza w życiu osobistym, postanowiłam przy okazji odbębnić małą chałturkę w postaci artykułu na ostatnią stronę do gazety. Czasami „kocham” mojego szefa, zwłaszcza gdy w prosty sposób organizuje sobie zapełnienie stron.

Ocena internautów 0 (0 głosy) Komentarzy: 0 Więcej >
09.01.13, 23:10 | Autor: Adrian K. Antosik Adriana – Rozdz. IV – Samotna wśród nieboszczyków

Minęły prawie dwa tygodnie, od tragicznej śmierci Dawida. Wykonywałam w tym czasie swoją pracę, pisząc artykuły, choć żaden nie dorównał pierwszemu, w którym prawdopodobnie zamieściłam część swojej duszy. Papiery Sebastiana głęboko schowałam w najciemniejszym kącie wielkiej szafy, do której zaglądałam tylko wtedy, gdy miałam chandrę. To, co się tam znajdowało, nie przerażało mnie aż tak bardzo. W gruncie rzeczy ochłonęłam po tych wszystkich wydarzeniach naprawdę szybko. Gdy teraz o tym myślę, śmiać mi się chce, bo wystarczyło schować akta, zająć się pracą, a moje życie zaczęło wracać do normy. Praca, dom, sen – w różnych kombinacjach – do piątkowego wieczoru ukoiły moje nerwy. Nawet kilka razy udało mi się zrobić wypad na miasto z Lidią i Maćkiem. Mogłabym tak spędzić całe życie. Przynajmniej tak mi się wydaje, choć teraz już wiem, że na tę możliwość zaprzepaściłam szansę. Stało się to w chwili, gdy postanowiłam zapomnieć o sprawie Sebastiana na dobre.

Ocena internautów 0 (0 głosy) Komentarzy: 0 Więcej >
09.01.13, 23:08 | Autor: Adrian K. Antosik Adriana – Rozdz. III – W pamięci mej pozostanie

Przebudzenie w szpitalu nie należało do najprzyjemniejszych, jednak dziękowałam Bogu, że w ogóle było mi dane się obudzić. Po mniej więcej piętnastu minutach pojawiła się uśmiechnięta pielęgniarka. Powoli podeszła do mnie.

– Jak się pani czuje? – spytała, jednocześnie sprawdzając coś przy kroplówce.

– Dobrze, trochę mnie boli głowa.

– Spokojnie, ból minie, doktor powiedział, że nic pani nie jest i można panią wypisać. Jakiś policjant przyszedł do pani… Może wejść?

Ocena internautów 0 (0 głosy) Komentarzy: 0 Więcej >
09.01.13, 23:07 | Autor: Adrian K. Antosik Adriana – Rozdz. II – Za ciasne biurko dla czworga

Jak zawsze spóźniona, do biura gazety dotarłam jako ostatnia. W pośpiechu zrzuciłam płaszcz i powiesiłam go na wieszaku. Zaraz pędem rzuciłam się w stronę sekretarki mojego przyszłego szefa. Starsza kobieta jedynie uśmiechnęła się do mnie serdecznie, wskazując małą salkę, gdzie siedziało już trzech kandydatów przyjętych na czas próbny na stanowisko, które było przeznaczone dla mnie. A przynajmniej tak próbowałam sobie wmówić, stosując podświadome autoprogramowanie na zwycięstwo. Ledwo zdążyłam zająć ostatnie wolne miejsce, a do środka wparował niski, łysy mężczyzna. Nawet nie zdążyłam dobrze się przyjrzeć osobom, z którymi stawałam do walki o stanowisko.

– Witam! Już niedługo okaże się, kto z was będzie miał przyjemność nazywać mnie szefem – prawie wykrzyczał. – Czeka was mały test. Mam ze sobą cztery koperty... – mówiąc to, wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki cztery niewielkie koperty. Zmierzył nas zimnymi, niebieskimi oczami, nim zaczął dalej mówić. – Wychodząc stąd, wybierzecie sobie po jednej. W środku są słowa określające mniej lub bardziej trafnie paczkę, jaką odbierzecie u mojej sekretarki. W niej znajdziecie listy od czytelników z propozycjami spraw, o których można by napisać reportaż. Macie wybrać jedną z nich, a resztę listów przynieść z powrotem. Troje szczęśliwców dostanie posadę, a najlepszy z artykułów zostanie wydrukowany. Widzę, że nie ma żadnych pytań, więc zwijać się, bo nie mam czasu.

Ocena internautów 0 (0 głosy) Komentarzy: 0 Więcej >
09.01.13, 23:06 | Autor: Adrian K. Antosik Adriana – Rozdz. I – Ten drugi, ten zły



Po moim ciele przeszedł zimny dreszcz. Poderwałam się z łóżka, chwytając dłońmi za szyję.
– Sebastian… – wycharczałam przez ściśnięte gardło.

Łapałam zachłannie oddech, a moje serce łomotało jak oszalałe. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że wszystko to, co przed chwilą się wydarzyło, było tylko snem, niezwykle realistycznym koszmarem. Wierzchem dłoni otarłam zimny pot, który obficie zrosił mi czoło. Powoli, z każdym wdechem zaczęłam się uspokajać. Wtenczas koszmar, jeszcze przed chwilą wyraźny i mrożący krew w żyłach, zaczął blednąć. Kiedy mój organizm uspokoił się, pamiętałam już tylko, jak potężne męskie dłonie dusiły mnie. Pamiętałam, jak twarz, jakże mi znajoma, wykrzywiała się z chorej satysfakcji. Mężczyzna skrzywił usta w grymasie uśmiechu, jedną ręka sięgnął za siebie i wyciągnął olbrzymi nóż. Usłyszałam szyderczy śmiech, ostrze błysnęło w świetle latarni i nagle wszystko się skończyło, gdy poderwałam się z imieniem ukochanego na ustach. Westchnęłam, z dużym oporem kładąc się z powrotem.– A wszystko przez to dziwne zdarzenie w zaułku – wyszeptałam.

Ocena internautów 5 (1 głosy) Komentarzy: 0 Więcej >
09.01.13, 22:03 | Autor: Sławomir Barański Źródło – Rozdz. X–XIV

*


– Witaj Abaddonie! – głos Azazela był niski i potężny. Demon skłonił się swojemu gościowi.
– Witaj, Azazelu. Co cię do mnie sprowadza, o potężny? – Abaddon uniósł się lekko i usiadł naprzeciw upadłego. Azazel, ciągle w postaci starszego jegomościa, uśmiechał się życzliwie. Ale Abaddon wiedział, że jeden nierozważny gest, jedno głupie słowo mogło skończyć się tragedią. Upadły był okrutny i mściwy. Jeśli jednak wykonywało się jego rozkazy i robiło się to dobrze, Azazel był zadowolony, a co za tym idzie bardzo szczodry, więc miał jego bezgraniczne poparcie.

– Abaddonie, wierny sługo Królestwa Ciemności, twój pan ma dla ciebie nowe zadanie, trudniejsze od pozostałych.
– Przyjmę je z radością, Azazelu. Czego więc oczekuje ode mnie pan mój, Szatan?
– Chodzi o źródło. Wiem, co chcesz powiedzieć Abaddonie – że to zadanie zbyt łatwe. Chcesz mi zadać pytanie, dlaczego masz się zajmować tak błahą sprawą, nieprawdaż?
Demon spuścił głowę. Azazel nie zgadywał. Zawsze wiedział.
– Tym razem Niebiosa wysłały kogoś silniejszego niż zazwyczaj. Źródło jest bardzo mocne. Szatan wymaga tego od nas. Nie możemy ponieść porażki, bo nasz pan będzie zawiedziony. A wtedy wiesz co się stanie.
Abaddon wiedział o tym bardzo dobrze, dlatego nigdy o tym nie myślał.

 

Ocena internautów 5 (1 głosy) Komentarzy: 0 Więcej >
Copyright 2011 - 2017 Zaszafie.pl