Młody nastroszony pióropuszem z indyka i wystrojony giermek stoi na ulicy średniowiecznej pośród zapachów nieładnych, bo wtedy nic ładnie nie pachniało - wiemy to z książek historycznych. Stoi i zadziera głowę w zbroi, co jest trudne, bo taka część głowowa zbroi nie wiadomo jak jest przytroczona do tułowia, prawdopodobnie jakimiś paskami, ale przyłbica czasem kłapie, bo opada, księżyc świeci prosto w twarz temu rycerzowi, co czyni całą scenę bardzo wiarygodną, jakby nas ktoś przeniósł w tamte czasy, na kocie łby a może i nawet na zwykłe błoto w średniowieczu pokrywające prawie wszystko, co widzimy często na odpowiednich filmach.
Na balkonie siedzi piękność i układa w głowie poezję (wtedy nie pisało się kobietom, to znaczy nie wolno im było, zakaz był, bo do innych celów stworzone były wtedy, więc pióro niepotrzebnym było im narzędziem, chyba, że chciały skubać, a raczej musiały, trzymając mocno jakiś drób, aż do bólu kolan, a potem wiadomo: potrawy pieczone.) Widać, że poezja spływa jej na umysł jak lawa, albo coś równie lejącego się równo i bez możliwości zaprzestania, aż skamienieje. Rycerz kocha tę niewiastę od dawna. Widzi ją zawsze na tym balkonie, bo ona tam tworzy, a on to czuje, rozumie wszystko bez słów, bo tak czuje, że to poezja właśnie jest.
Rycerz śpiewa towarzysząc sobie palcami na instrumencie jakimś średniowiecznym, dowolnym, cicho brzęczącym.
Jednak nie jest to nastrój sielankowy, bo cały czas szczęka i chrzęści, inaczej być nie może, jest jakby w metalowym pokrowcu, zbroi, to musiało wydawać nieprzyjazne odgłosy stali trącej o stal.
Rycerz śpiewa towarzysząc sobie palcami na instrumencie jakimś średniowiecznym, dowolnym, cicho brzęczącym.
Jednak nie jest to nastrój sielankowy, bo cały czas szczęka i chrzęści, inaczej być nie może, jest jakby w metalowym pokrowcu, zbroi, to musiało wydawać nieprzyjazne odgłosy stali trącej o stal.
Pieśń rycerska
Joaaaaanna, jakie masz piękne imię
Szeleeeee-szeleeeee-szeleeee (ozdobnik onomatoperyjny to jest, naśladujący przyrodę szumiącą wodą)
Joaaaaaaanna - tak typowe niby dla dziewczyny
a jakże inne niż Marysie i Basie, co w całej krasie
oddają urok imienia swego komu tyko da się
w tej męskiej masie
jak odloty do Afryki ptasie
niektóre kończą się uderzeniem o ocean
Szeleeeee-szeleeeee-szeleeeee
a Ty jak ostoja marmurowa
jak opleciona winoroślą siedziba rodowa
jak wieża z granitu pokryta mchami
naznaczona nietoperzy nocnymi przelotami
jak fosa płynąca dookoła zamku
niezdobyta góra w krajobrazowym parku
Stoisz na straży swego honoru niewieściego
tak mi z różnych powodów bliskiego
że aż do bycia mego męskim człowiekiem
żałosnego
w swej samotności opuszczonego
do połowy sumienia mego
jak młot bum- szast!
szeleeeeee-szeleeeeee-szeleeeee
jak flaga szumiąca na szczycie masztowca
jak życia kierowca
jak zabłądzona nad przepaścią owca
Ty wiesz, o Joanno, jak wszystko drży mi i pała
do Ciebie jak dzięcielina biała,
co dziewiczego rumieńca nie miała
choć chciała
to dramatyczne jak występek
szeleeeeeee-szeleeeeeee-szeleeeee
Widzę krążenie Twych bioder oczywistych
tak silnych, mocnych, sprężystych i czystych
jak Twoje myśli, co fruwają gdzieś tam na wyżynach
i wiem co piszę, bo znam się na dziewczynach
A Ty jedna wysuwasz spod spódnicy jedną nóżkę bardziej
i pokazujesz, że postępować można jeszcze twardziej
tak twardo, że jakby na betonie się spało
co nie jest wygodne, choćby się puchowe kołdry miało
ale ja nie mam.
szeleeeee-szeleeeeee-szeleeeeee
O Joanno! Twoje usta uszminkowane cielesną szminką
która podkreśla Twą urodę zakrytą różą minką
działają na moje "ja" wewnętrznie sprzeczne
tak głupie, że aż niedorzeczne
powódź Twych słów mnie oswaja
Łaskocze mnie ale i łaja
łaje powinno być wiem, nie zaprzeczam
ale dla Ciebie poemat właśnie sklecam
więc nie bacz na moje błędne słowa
ale bądź tylko gotowa
ażeby przyjąć mnie dobrymi słowami
a ja poprę swą miłość bohaterskimi czynami
Tak właśnie zrobię
(w tym utoworze wprowadziłem bardzo nowatorskie rozwiązanie, czyli zakańczanie zwrotek białym wierszem, bez finezyjnego rymu, tylko jakby topór spadał na pieniek, czyli coś nagłego i zupełnie niespodziewanego dla ofiary, w tym wypadku nie ofiary, a kobiety nie do zdobycia będącej, czyli dla podkreślenia przepaści, która dzieli giermka-rycerza od niedostępnej niewiasty. Nie tylko duchem w poezji utopionym, ale fizycznie, ciałem swoim o kobiecych kształtach wysoko będącej. Bo na wieży, co jest oczywiste)
{jcomments on}
Please wait...