TWÓRCZOSC
INFORMACJE
| *** |
|
|
| Autor: Karolina | |||||
|
Strona 1 z 3 (pisownia oryginalna dzieła zachowana- Red.)
To koniec. Miarka się przebrała. Przeciętna nastolatka nie jest w stanie znieść więcej! Wytrzymałam czternaście lat w wiernych mi ''luksusach'', ale więcej nie wytrzymam. Może i mi się dziwicie...-'' Dziewczyna ma wszystko czego chce i jeszcze marudzi! Kto tyle ma ?" To nie prawda! Moje życie składa się z trzech podstawowych mi zasad : nauki, baletu i różnych bogatych imprez. Czego można chcieć więcej? Nie chodzę wcale do szkoły, mało tego, rodzice nie pozwalali mi się spotykać z nikim poza rodziną. Najlepsi nauczyciele w mieście uczyli mnie w domu. Chodziłam na specjalne zajęcia baletu. Nie specjalnie lubiłam te lekcje. Moi rodzice prowadzą najbogatsze restauracje i hotele w Europie, dlatego mają tyle pieniędzy. Często muszę z nimi chodzić na różne bogate bale i tego typu imprezy. Mam ogromny dom w którym znajdują się dwa baseny, trzy sauny, pole do koszykówki, golfa, korty i własny wodospad. O zapomniałam o specjalnej jaskini w której jest małe jeziorko z jacuzzi. Specjalni kucharze, sprzątaczki i opiekunki psów. Mam czternaście lat i mam już dwa samochody powyżej 100 tys. $, a nawet w nich nie siedziałam. Może to i wydaje wam się wspaniałe, ale w rzeczywistości tak nie jest. Nie mam żadnych znajomych, pomimo kuzynów i kuzynek, którzy przychodzą do mnie tylko dlatego bo mam zawsze to, co najnowsze. Niektórzy są tak wredni, że nie mówią mi nawet ,,cześć" tylko od razu wchodzą do domu i robią co chcą. Moim rodzicom to nie przeszkadza ważne jest to bym kiedyś przejęła ich pałeczkę i była najmądrzejsza, najładniejsza i najbogatsza. Nie mam rodzeństwa, jestem jedynaczką. Bardzo chciałabym mieć rodzeństwo, ale rodzice są temu przeciwni. Niestety. A tak w ogóle to nazywam się Sara. Sara Loncevebrs. Mieszkam w Paryżu. To znaczy nie wiem gdzie mieszkam. Mam kilka domów. Rodzice zmieniają zamieszkanie co dwa, trzy lata...Można powiedzieć, że to bardzo nienormalne. - Saro, zejdź proszę na dół. - Dobrze mamo, już schodzę. - Siadaj, proszę tutaj- Mama wskazała krzesło w kuchni przy stole. - Gdzie tato?- Spytałam. - Pojechał do ELLE po sukienkę dla mnie na sobotnie spotkanie ze znajomymi. - Mamo, nie mogłabyś się chociaż raz ubrać w to samo? - Chyba żartujesz! Żeby zaczęli się ze mnie śmiać? Co ty własnej matce proponujesz. - Eh. Nie ważne.- Wiedziałam. Zawsze tak było. Przecież to nienormalne! - Nie przewracaj oczami. Wiesz, że tego nie lubię. Zjedz kolację i kładź się spać. Jutro rano przychodzi pan od matematyki. - Mamo dlaczego nie mogę pójść do zwykłej szkoły? - Rozmawiałyśmy już na ten temat. Nie będę się powtarzać. - Ale ja tak nie chcę! Przecież ja nikogo nie znam w moim wieku. Czy to jest normalne?- Nie chciałam wcale płakać, ale jakoś łzy same płynęły mi po policzkach niczym deszcz. - Nie płacz. Masz wszystko czego chcesz i jeszcze ci mało? -Mama mnie przytuliła. - Ja chcę iść do normalnej szkoły! Ja chcę mieć przyjaciół!- Wzięłam talerz i poszłam do pokoju trzaskając mocno drzwiami. - Saro wracaj tu! Jeszcze z tobą nie skończyłam. Myślała, że do niej zejdę. Rzuciłam się na wielkie łóżko. Nie byłam wcale głodna. Kanapki dałam mojemu pupilkowi Ediemu. Po długiej chwili rozmyślania poszłam się kąpać i spać. - Saro wstawaj! Jest juz bardzo późno. - Muszę? -Jęknęłam do pani Biddle, która patrzyła na mnie jak na głupią. Pani Biddle to moja niania, która opiekuje się mną kiedy nie ma rodziców w domu. Mieszka z nami w domu. Traktuje ją jak prawdziwą ciocię. Pani Biddle ma półdługie, czarne włosy. Gdybym powiedziała, że jest chuda, skłamałabym. - Saro proszę, tutaj masz ubrania w które się dzisiaj ubierzesz.-Wskazała na szafkę i wyszła. No dobra to też już przesada. Ubrałam się i wyszłam do ogródka gdzie czekało na mnie śniadanie. Pani Biddle usiadła obok i zaczęła rozwiązywać krzyżówkę. - Czy wiesz może kiedy rodzice wrócą?- Nie mówiłam do pani Biddle - pani. Byłyśmy na ''ty i ja''. - Oj nie mogę ci tego powiedzieć, Saro ponieważ nie wiem. Twoja mama coś wspominała na temat sobotniego wieczoru. Była bardzo rozkapryszona. - Cała mama.- Uśmiechnęłam sie lekko. - Dzisiaj przyjdzie pan Robert. Przygotuj swoje książki i bądź w salonie numer 4 o godzinie 11:30. - Dobrze. Bardzo lubię lekcje z panem Robertem. Nie dlatego, że matematyka jest moim żywiołem, ale dlatego, że pan Robert jest bardzo przystojny i lubię z pogawędzić. Kiedy sobie już poszedł nagle zadzwoniła moja komórka. - Halo. - Kochanie, dzisiaj nie pojedziesz na zajęcia z baletu. - Dlaczego?- Spytałam taka smutna, ale w duszy strasznie się cieszyłam i wirowałam w powietrzu. - Twoja pani zachorowała, odwołuje lekcje na trzy tygodnie. A jak minęły ci lekcje z panem Robertem? - Dobrze, mamo. W takim razie czy mogę pojechać z lokajem do centrum? Chciałabym kupić coś nowego do szafy i mam bardzo suchą skórę związku z tym chcę też kupić krem do ciała. - No nie wiem. Musiałabym porozmawiać na ten temat z twoim ojcem. - Mamo, będzie ze mną któryś z lokajów, więc będę bezpieczna, z resztą to nie wyprawa do Afryki! -No dobrze, ale wróć przed szesnastą. Niech tata o niczym nic nie wie. Uważaj na siebie! -Dziękuję mamo, jesteś super! Pa! Wpięłam we włosy kremową spinkę, ubrałam brązową, skurzaną kurtkę i czarne tenisówki. Do ciemnych rurek włożyłam kartę kredytową i telefon. Na podjeździe przed domem czekało na mnie brązowe BMW i w środku lokaj. Gdy wyszłam z samochodu przed wielkim sklepem zobaczyłam trzy dziewczyny, które głośno się zaśmiały na mój widok. Nie wiedziałam o co im chodzi. Nigdy wcześniej żadnej z nich nie widziałam. Nie byłam wcale brudna, a auto którym przyjechałam było nowe i też czyste do połysku. Myślałam, że to może chodzi o lokaja, ale on też był ubrany dość normalnie. No, bo nie mówcie mi, że zwykłe spodnie do kolan buty z Nike i zwykła koszula w paski to ubiór nie z tego świata. Wszystkie trzy dziewczyny były obsypane torbami ze sklepów z ubraniami i wszystkie trzy wydawały mi się tak samo podłe. Jedna rzuciła mi tylko ostre spojrzenie typu; ,, Uważaj, albo przeholujesz! (śmiech)'' druga za to; ,, Co z ciebie za oferma! W co ty się ubierasz?!'', a trzecia przeleciała mnie całą wzrokiem i zaczęła się głośno śmiać. - Patrick, poczekaj w aucie sama pochodzę po sklepach!- Uśmiechnęłam się łapczywie. - Ale twoja mama kazała mi... - Wrócę za ok. dwie godziny. Zadzwonię jeszcze do ciebie! - Trzymaj się!- Rzuciłam i szybkim tempem ruszyłam w stronę drzwi wejściowych. *
Kiedy tylko weszłam do centrum poczułam dziwny zapach nowości. Nie byłam tutaj wiele razy, (na pewno nie sama!) więc nie orientowałam się gdzie co jest. Weszłam do pierwszego lepszego sklepu i zaczęłam przeszukiwać ubrania. Wszystkie wydawały mi się bardzo skąpe. - Przepraszam, dziewczynko, ale to chyba nie jest sklep dla dzieci w twoim wieku.- Rzekła pani z DUŻYM biustem o blond włosach.- Tu są tylko rzeczy dla dorosłych. No chyba, że masz osiemnaście lat. W co wątpię. - Tak, tak. To znaczy nie. Nie mam osiemnastu lat. Mam dopiero czternaście. - No to już zjeżdżaj mi stąd! Zanim szef zobaczy, że plączą się tu nie pełnoletni.- Zaczęła mnie popychać w stronę drzwi. Dopiero kiedy zobaczyłam napis przed wejściem ''SEX SHOP'' zorientowałam się o co tej pani chodzi. Uśmiechnęłam się i poszłam w stronę sklepów o normalnych nazwach. Przeszłam wszystkie sklepy jakie tutaj były. Kupiłam sobie pięć koszulek, żel pod prysznic o zapachu jagód, krem do ciała też o zapachu jagód, błyszczyk, spodnie w kratkę, kurtkę na jesień, buty już jesienne, trzy pary kolczyków, wysokie buty z Nike, torbę też z Nike i dwie bluzy jedną z Reeboka, a drugą z pumy. Byłam zmęczona tymi zakupami. Nie chciałam dzwonić po lokaja, żeby mi pomógł. Zostało mi jeszcze tylko piętnaście minut więc ruszyłam w stronę cukierni. W połowie drogi poczułam ból czoła. Torby, które trzymałam do tej pory w rękach wyleciały mi z rąk padając na ziemię niczym pociski. Dziwna sytuacja. Zderzyłam się z chłopakiem o pięknych, półdługich blond włosach i kasztanowych oczach. Był naprawdę piękny (jestem wybredna co do chłopaków).
|

