TWÓRCZOSC
INFORMACJE
Naszą witrynę przegląda teraz 30 gości
| Bachtin |
|
|
| Autor: Mariola Szafarz |
|
Zastanawiałam się często, jak to się dzieje, że niby mówimy tym samym językiem, a tak trudno jest nam się porozumieć? Wszyscy chyba doświadczyliśmy sytuacji, gdy nasze słowa zostały zinterpretowane zupełnie przeciwnie do naszych intencji. I już gotowy powód do kłótni, obrażania się, urazów "nie-do-uleczenia"? Tak łatwo o nieporozumienie. Dlaczego? Gdyż, mimo że mamy jeden wspólny język, tak naprawdę każdy z nas wypracował swój własny język, a dokładniej rzecz ujmując: nacechował emocjonalnie. Słowa, które pozornie powinny znaczyć dla wszystkich to samo, w rzeczywistości są przez nas różnie odbierane, a ich użycie i zrozumienie zależy od kontekstu naszych indywidualnych przeżyć. Prosty przykład: ja kocham koty, a moja przyjaciółka ich szczerze nienawidzi. U mnie te puchate stworzenia wywołują jak najbardziej pozytywne skojarzenia. Ania nie tylko ich nie toleruje w swoim otoczeniu, ale po prostu się ich boi, do tego stopnia, że nie może o nich słuchać, ani oglądać ich na zdjęciach. Choć obie zgodne jesteśmy co do tego, czym jest kot, nasz odbiór samego słowa "kot" (czy to wypowiedzianego, czy zapisanego) jest zgoła odmienny. Michał Bachtin, rosyjski literaturoznawca, uważał, iż język nie jest obiektywnym systemem znaków i nie jest neutralny. Obiektywnie słowa istnieją tylko w słownikach, lecz wtedy nie mają żadnej wartości, gdyż nie służą komunikacji. Poza słownikiem słowo istnieje w pewnym kontekście i od niego przejmuje zabarwienie znaczeniowe. Na kontekst składają się okoliczności, w jakich słowo jest przywoływane, ale również emocje, dotychczasowe doświadczenie, pochodzenie kulturowe, a nawet wykształcenie rozmówców. Poza tym samo słowo niesie już w sobie jakiś ciężar semantyczny, które nałożyła na nie historia. W sposób obrazowy można powiedzieć, że każde słowo przebyło "od chwili powstania" drogę z ust do ust, która się w nim zapisała. Wszystkie głosy, które kiedykolwiek wypowiadały dane słowo, odcisnęły na nim swoje piętno. Bachtin mówi o wielogłosowości słów oraz całego języka. Dla niego każde pojedyncze słowo jest dramatem rozgrywającym się pomiędzy trzema osobami: tego, od którego było ono wzięte i którego duch ciągle w nim mieszka, tego, kto je wypowiada i wreszcie tego, do którego jest kierowane. Można stąd wysnuć paradoksalne stwierdzenie, iż sam język stoi nam na przeszkodzie w porozumiewaniu się.
Jednak nie tylko on. Również my, rozmówcy, nieświadomie wpływamy na jakość naszych dialogów. Przede wszystkim bardzo często nie przywiązujemy wagi do tego, co mówimy; zbyt pochopnie używamy słów, nie zastanawiając się nad rozległością ich znaczenia i wielością możliwych interpretacji. Nie bierzemy poprawki na to, że druga osoba może je rozumieć inaczej. Tymczasem - jak poucza Bachtin - rozmawiając, należy wziąć pod uwagę oczekiwania interlokutora i nie zapominać o jego "kontekście językowym". Skrajnym przykładem sytuacji dialogu, w czasie której trzeba być szczególnie wyczulonym na drugiego człowieka, jest spotkanie z obcokrajowcem. Przykładem z życia codziennego jest rozmowa kobiety z mężczyzną. W praktyce oznacza to rezygnację ze swojego ego, wyjście poza siebie i postawienie się w sytuacji kogoś innego. A co najważniejsze: na taki dialog potrzeba czasu. Czy stać nas na to w dzisiejszym rozpędzonym świecie?
|

