TWÓRCZOSC
INFORMACJE
Naszą witrynę przegląda teraz 32 gości
| Co się wydarzyło w szafie Zosi Bałaganik |
|
|
| Autor: Agnieszka Urbańska |
|
Nie za siódmą górą i siódmą rzeką, tylko kilka ulic stąd mieszka Zosia Bałaganik. Chodzi do szkoły, czasem kłóci się z rodzeństwem, nie przepada za szpinakiem i uwielbia lody malinowe. Niby całkiem zwyczajna z niej dziewczynka. Niby? Zosia choć nie jest gwiazdą filmową i ma dopiero osiem lat, już zasłynęła w swoim mieście, a nawet w województwie. Podobno i w stolicy o niej słyszano. Zosia B. stała się znana, bo potrafi zrobić bałagan. I nie chodzi o zabawki porozrzucane po całym pokoju, ani o stół w kuchni pomazany kremem czekoladowym. Zosia bałagani kosmicznie i artystycznie. Nikt jej w tym nie dorówna. Mamusia odwróci się na chwilkę, by pomieszać zupę w garnku, a Zosia w tym czasie wymiesza sól z cukrem, rozsypie pieprz dookoła krzesła, rozleje herbatę, strąci serwetki i przewróci butelkę z wodą mineralną.
Gdy mama widzi coś takiego, krzyczy: - O Matko Święta! Czy ja mam córeczkę, czy jakiś tajfun w domu? Zosia odpowiada z miną niewiniątka - Mamusiu, nie denerwuj się. Tak jakoś się zrobiło. Niechcący. Córka próbuje posprzątać bałagan, ale to jej nie wychodzi. Wycierając podłogę, ścierką potrąca miskę z psim pokarmem i przewraca krzesło. Mama ma dość, więc sama zabiera się do porządków. Rodzice niepokoili się tym, że ich dziecko nie jest w stanie utrzymać wokół siebie ładu, więc byli z Zosią u psychologa, pedagoga, pana doktora z mądrą miną, nawet u księdza, bo babcia nalegała. Wszyscy uspokajali Bałaganików mówiąc, że dziewczynka z tego wyrośnie. Łatwo im mówić. To nie oni potykają się o adidasy pozostawione pośrodku przedpokoju, nie oni znajdują pastę do zębów w koszu z brudną bielizną i nie im zdarza się wyjście z domu w dwóch różnych butach. To przytrafiło się tacie Zosi. Śpieszył się rano, bo zaspał. Nie zapalił światła w korytarzu, szybko włożył półbuty. Potem w drodze na parking zobaczył, że na prawej stopie ma swój zamszowy mokasyn, a na lewej czerwony trampek najstarszego syna. Za duży o numer. Takie numery w domu Bałaganików to jednak nic. Dopiero miało się wydarzyć coś dziwnego. Którejś nocy, gdy dzieci smacznie spały, mama usłyszała jakieś chrobotanie. Naciągnęła kołdrę aż po nos, rozejrzała się trwożnie dookoła i nagle jak nie wrzaśnie mężowi w ucho. - Jurek, ratunku! Myszy mamy w domu, a może i szczura nawet?! Zaspany Bałaganik zerwał się jak oparzony - Co? Szczurek pod naszym dachem? Krzysiek Szczurek, który chodził ze mną do podstawówki i wykradał mi moje drugie śniadania? - No, zmiłuj się! Jaki Szczurek o mieniu Krzysztof? Szczur, szczurzysko wstrętne albo stado myszy! - Bałaganikowa wzdrygnęła się ze wstrętem. Tymczasem chrobotanie ustało. Zamiast niego pojawiły się jakieś świsty, tupanie i plaśnięcia, jakby ktoś uderzał piłką o podłogę. Rodzice zorientowali się wtedy, że te odgłosy dochodzą z pokoju Zosi. Pobiegli tam, a przy łóżku Zosi zastali babcię dłonią kreślącą w powietrzu znak krzyża i modlącą się cicho. - Mówię wam, to siły nieczyste. Złe duchy nawiedziły nasz dom. - starsza pani pokazała na szafę. Tak, źródłem dziwnych dźwięków był ten mebel, który na dodatek się trząsł, a Bałaganikom wydawało się, że zaraz odpadną od niego drzwi. Ten hałas nie przeszkadzał jednak Zosi, która spała snem kamiennym. Tata zaniósł ją do sypialni. Wrócił po chwili i chciał otworzyć szafę. Nie dało się jednak. Już mieli gdzieś zadzwonić. Właściwie to nie wiedzieli gdzie. ?Na policję, pogotowie ratunkowe? Może pogotowie energetyczne albo gazowe? Może straż miejską trzeba zawiadomić? A gdyby straż pożarna przyjechała??, zastanawiał się tata Bałaganik. Nieoczekiwanie szafa przestała hałasować. Rodzice i babcia poszli więc spać. Rano w mieszkaniu Bałaganików rozległ się wrzask. - Babciu, mamo, tato, co to ma być! Domownicy wpadli do pokoju Zosi. Dziewczynka otworzyła szafę. Był w niej idealny porządek. Kurteczki wisiały na wieszakach, dżinsy, podkoszulki, sweterki złożone w kostkę leżały na półkach. Jednak coś było nie tak. Gdy pani Bałaganikowa podeszła do rządku ubrań, zorientowała się. Jeden rękaw w paski, drugi w kratkę, zebra z pidżamki wywędrowała na białą bluzeczkę z falbanką, a kropki z rajstop pojawiły się na swetrze z wyhaftowanymi kwiatkami. Zosia, rozpłakała się. - Jak ja pójdę do szkoły w czymś takim? Dziewczyny mnie wyśmieją - wymamrotała. Mama pomogła jej skompletować ubranie. Jednak córeczka, mówiąc szczerze, wyglądała dziwacznie. Miała na sobie granatowy sweterek o nietypowych rękawach, bo flanelowych, pochodzących od pidżamy. Przód spódniczki był dżinsowy, tył z cienkiej bawełny z jakiej robi się koszulki nocne. Rajstopy zdobiły pomieszane wzory: kwiatuszki, prążki i kropeczki. Zosia stanęła przed lustrem w przedpokoju i krzyknęła, widząc swoje odbicie - To jakiś koszmar! Okazało się tamtego pamiętnego dnia, że nie tylko wzory i materiały w szafie Zosinej się wymieszały. Także kartki w zeszytach, strony w książkach. Bałagan zapanował na dobre. Panna Bałaganikowa kiedyś twierdziła, że bałaganią dzieci, które w przyszłości zostaną artystami. Teraz nie czuła się dobrze w tym pomieszaniu-poplątaniu. Już na lekcjach zauważyła, że w wokół niej zachodzą zmiany, gdy ona coś uporządkuje. Ułożyła kredki w piórniku, wtedy środkowa strona z zeszytu ćwiczeń do języka polskiego wróciła na swoje miejsce. W domu jeden kapeć leżał na łóżku, drugi na foteliku. Gdy Zosia położyła je obok siebie przed tapczanem, coś pisnęło w szafie. Dziewczynka zajrzała do niej i co się okazało? Zebra z białej bluzeczki galowej zgrabnie wskoczyła na pidżamkę. I tak powolutku w otoczenie Zosi Bałaganik wkradł się ład. Teraz dba ona o porządek, nawet upomina tatę, żeby nie kruszył na podłogę. O dawnych przyzwyczajeniach i upodobaniach przypomina jej nie tylko nazwisko, ale i szafa w pokoju. Nic dziwnego, że Zosia delikatnie ściera z niej kurz, a nawet - gdy nikt nie widzi - czule głaszcze drzwi. W końcu musi wynagrodzić meblowi to rozrzucanie ubrań w jego wnętrzu?
(opowiadanie ukazało się również w portalu www.superkid.pl)
|

