TWÓRCZOSC
INFORMACJE

SUBSKRYPCJA

Naszą witrynę przegląda teraz 27 gości i 5 użytkowników 
Marzenie Misia Zdzisia PDF Drukuj
Autor: Agnieszka Urbańska   

Dawno, dawno temu, daleko, naprawdę daleko stąd był sobie dom. Najzwyklejszy w świecie: kilka pięter, brama, okna i brzuchate balkoniki. Najważniejsze jest to, że dom miał strych, na strychu była skrzynia z popsutymi zabawkami, a w niej już od ładnych paru lat mieszkał miś Zdziś.

Właściwie to miś Zdziś powinien się cieszyć. Miał dach nad głową, towarzystwo pajacyków bez rąk i nóg, lalek bez włosów i samochodzików bez kółek. Choć towarzysze Zdzisia byli okaleczeni, potrafili się śmiać, opowiadali sobie śmieszne historyjki, urządzali nawet wieczorne bale i wędrowali po strychu, zaglądając do jego różnych zakamarków. Podczas jednej z takich wędrówek poznali pająka Postracha, myszkę Szeleścik i blaszaną miskę. Rdzy się nie poddam (takie słowa krzyczała przez sen, dlatego tak ją później nazwali).
Na strychu było więc całkiem miło, lecz Zdziś tęsknił za dziecięcym pokoikiem. Marzył, by siedzieć w nim na parapecie, regale lub półce i przyglądać się swojemu właścicielowi: chłopcu lub dziewczynce. A gdyby jeszcze jakieś dziecko ubrało go w ładne ubranko, bo to, które miał na sobie, przykurzyło się mocno, zszarzało, powycierało przy kołnierzyku.
Bardzo chciałby posłużyć komuś jako przytulanka, przy której łatwiej zasnąć, gdy boli brzuch, wiatr szaleje za oknem albo coś stuka w kącie pokoju. Tymczasem mieszkał sobie na strychu zapomniany przez ludzi. Dużo spał. Budził się, gdy któryś z jego towarzyszy szarpał go za rękaw. Czasem sen przerywał mu zapach prania, przyniesionego na strych przez którąś z pań mieszkających w domu z brzuchatymi balkonikami. Zdarzało mu się, że czuł zapach morskiej wody. Myślał wtedy przez chwilę, że jest dzielnym kapitanem, który walczy z piratami. O, właśnie jeden z nich, z brodą czarną jak smoła i przepaską na oku, wdarł się na pokład. Chce porwać księżniczkę jasnowłosą, która płynie na Wyspy Szczęśliwe, by spędzić tam wakacje.
- Wara od niej, ty zbóju! - krzyczy miś Zdziś. Wydaje mu się, że krzyczy tak głośno, że słyszą go w najdalszych zakątkach świata. Tymczasem jego koledzy i koleżanki ze skrzyni śmieją się równie głośno. I przypomina sobie Zdziś miś, że nie płynie po morzu, tylko siedzi pod dachem.
Miś zachowywał się podobnie, gdy przez okienko na strychu zaglądały promienie słoneczne. Skrzynia nie miała wieka, więc słońce składało wizytę pajacykom bez rąk i nóg, lalkom bez włosów, samochodzikom bez kółek oraz Zdzisiowi. Łaskotało misia w nos, przekrzywiało mu czapeczkę, ciągnęło za guzik przy kubraku. A misia to nie złościło. Zdawało mu się, że jest na spacerze z małą Anią. Siedzi w wózku obok dziewczynki. Czuje słodki smak dużego czerwonego lizaka, trzymanego przez małą w rączce. O, pszczoła też chce spróbować słodkiego przysmaku, lecz mama Ani odgania ją chusteczką. Z powodu tego zamieszania nie zauważyła, że miś Zdziś wypadł z wózka. A tu biegnie wielki pies. Sierść mu faluje na wietrze. Biegnąc, szczerzy wielkie kły. Zaraz miś zniknie w jego paszczy.
- O rety! Po-?, poooo-, pomocy! - Zdziś próbuje krzyczeć, lecz wydaje tylko jakieś cieniutkie piski, których nikt nie może usłyszeć.  
- Zdzisiu, znowu coś sobie wyobrażasz. Lepiej chodź  z nami na podwieczorek do myszki Szelest. Podobno znalazła gdzieś całkiem duży kawałek świeżutkiego sera - Lalka bez włosów pochyliła się nad misiem siedzącym na krawędzi skrzyni i drżącym ze strachu.
- Dobrze, dobrze. Już idę - Zdziś patrząc na koleżankę, przypomniał sobie, gdzie jest.
Myślał miś, że pozostały mu tylko marzenia i już nigdy nie opuści strychu, na którym choć źle nie było, to jednak czegoś mu brakowało.
Któregoś dnia miś Zdziś gimnastykował się. Czasem robił fikołki, wymachiwał łapkami albo podnosił ciężary, czyli drewniane klocki. Tego dnia robił to, stojąc na stercie zabawek w skrzyni. Nagle potknął się i spadł. Wpadł prosto do kosza z wypranymi koszulkami. Za chwilę pani, która przyszła po pranie na strych, nie zauważając Zdzisia przykryła go czerwoną bluzką. Nakryła przy tym misiowi pyszczek i przez chwilkę nie mógł oddychać. Wszystko działo się tak szybko! Kobieta zabrała kosz i poszła do swojego mieszkania. Zdziś nie wiedział, co ma począć. Wyskoczyć z kosza? Zawołać swoich towarzyszy na pomoc? Nie zdążył nic zrobić, bo zaraz znalazł się w dużym, jasnym pokoju.
- Chodź, Krzysiu! Pomożesz mi ułożyć koszulki w szufladzie! - krzyknęła kobieta. Zdziś leżał cichutko pod ubraniami. ?Co zrobią ze mną, gdy mnie znajdą??, myślał.
Za chwilkę chłopiec trzymał go za łapkę.
- Mamusiu! Co to za zabawka? - Krzyś patrzył zdziwiony to na mamę, to na misia Zdzisia.
- A skąd tu się wziął pluszaczek? - Kobieta też się zdziwiła. Przyjrzała się Zdzisiowi i powiedziała:
- Przecież to mój miś z dzieciństwa. Przytulałam się do niego ja, a gdy podrosłam, bawiła się nim Ania, twoja ciocia.
- Jak mogłam o nim zapomnieć? - pani pogłaskała misia po brzuszku.
Tego samego dnia został wykąpany, wysuszony i starannie uczesany. Jakoś udało mu się to wytrzymać. Krzyś zabrał go do swojego pokoju i postawił na półce. Mówi rodzicom, że chłopaki nie bawią się pluszakami, jednak gdy nikt nie widzi, kładzie go przy swojej poduszce. Wierzy, że miś przynosi mu szczęście.
I tak spełniło się wielkie marzenie Zdzisia. Znów jest wśród ludzi. Nie zapomniał miś o swoich towarzyszach ze strychu. Od czasu do czasu zagląda do niego przez okno pająk Postrach. Rozmawiają sobie wtedy. Pająk opowiada o życiu pod dachem, Zdziś dzieli się z nim wieściami z ludzkiego świata. Czasem Postrach ma przy sobie koszyk z łupinki orzecha. Miś wkłada do niego kryształki cukru, okruchy herbatników, paluszki z makiem i landrynki. Mając takie przysmaki, zabawki urządzają słodki podwieczorek.

 

 

 
Głosy: / 1
SłabyNajlepszy 

Dodaj komentarz

Komentowanie jest dozwolone dla Gości. W polu 'Imię' możesz podać swój nick!

Kod antysapmowy
Odśwież