Subskrypcja

Wpisz swój e-mail, a będziemy Cię informować o najnowszych wydarzeniach na Zaszafie.pl!

Nasza klasa

Anna Paciorek | środa, 09, luty 2011 18:15

VIDI

 

OPOWIEŚĆ PIERWSZA

 

Vidi obudził się na niewielkiej leśnej polanie. Leżał na miękkim mchu, więc było mu bardzo wygodnie. Ogrzewały go delikatne promienie letniego słońca, ześlizgujące się wesoło z listków rozłożystego klonu, pod którym miał posłanie, więc było mu również ciepło i bardzo przyjemnie. Przeciągnął się, jak zawsze tuż po przebudzeniu. Uwielbiał się przeciągać. Ale o przeciąganiu będzie inna opowieść…kiedy indziej.

 

Potem przywitał się z otaczającymi go drzewami, delikatnymi, fioletowymi, leśnymi dzwonkami i ciemnozielonymi paprociami ozdobionymi perełkami porannej rosy, z ziemią, która wciąż pachniała wilgocią poranka, i wreszcie z mchem, który w nocy dbał, aby było mu wygodnie. Podziękował mu za to najpiękniej, jak potrafił.
– Witam was, pachnące lipy, które potraficie uprzyjemnić każdy moment samą swoją obecnością; was, białe brzozy, które sięgacie głęboko w ziemię; i was, dostojne buki, które dbacie o zimowe spiżarnie małych, leśnych gryzoni. Witajcie krzewy jeżyn, poziomek i wy, brązowokapelusze borowiki. Dzień dobry, maleńkie mrówki, które pracujecie bez wytchnienia, bo wynika to z waszej natury, i wam, barwne motyle, które kiedyś byłyście gąsienicami. Witaj, cały wielki lesie! Tak się cieszę, że obudziłem się dziś akurat tutaj – bardzo kocham naturę i wspaniale się czuję w bliskości z nią. Można tu znaleźć wszystko, czego potrzeba, aby poczuć się szczęśliwym. Trzeba tylko być uważnym i szanować to dobrodziejstwo.
– Witaj Vidi, drogi przyjacielu! Dobrze cię znów widzieć – powiedział samotny tulipanowiec. Był jedynym tulipanowcem w całym wielkim lesie. Na szczęście miał wkoło wiele innych drzew, które z czasem stały się jego rodziną.
– Witaj – zaszumiał niezwykłymi listkami kasztanowca leśny wiatr, zanim poszybował dalej – znów się spotykamyyyyy…. – i już go nie było.
Na polanę przybył też szarouchy zając, ale zanim zdążył się przywitać, czujnie poruszył swoim zajęczym noskiem, krzyknął „Uwaga!” i szybko pokicał w najbliższe zarośla. Zające mają doskonały węch, więc Vidi wiedział, że za chwilę coś się wydarzy.
– Ktoś się zbliża od wschodu – powiedziała topola, która była najwyższa ze wszystkich drzew rosnących wokół polany i dlatego zawsze najdalej spoglądała – to człowiek jadący na koniu – dokończyła.
– Taaak, to bardzo nieszczęśliwy człowiek – dodał stary dąb, który również dostrzegł przybyszów. Potrafił on czytać w sercach wszystkich stworzeń, odgadywał więc również ludzkie uczucia z ich spojrzenia, postawy i zachowania. Dęby to bardzo stare i niezwykle mądre drzewa. Dlatego Vidi zawsze z uwagą słuchał tego, co mają do powiedzenia.
– Ciekawe, dlaczego ten człowiek jest nieszczęśliwy – zastanawiał się Vidi. – Może będę mógł mu jakoś pomóc – pomyślał.

Poprosił różowy łopian o jeden duży liść i zwinąwszy go w rożek, zebrał doń krople rosy zwisające z liści paproci. Następnie poprosił krzewy jeżyn oraz krzaczki jagód i poziomek o kilka dojrzałych owoców, a drzewo akacji o kilka delikatnych, białych kwiatków. Wiedział, że dary lasu zawsze, ale to zawsze przynoszą odrobinę radości – w końcu pochodziły od natury i tak jak wszystko, co ona stworzyła, były doskonałe. Tak przygotowany czekał na przybycie nieznajomych. Kiedy wjechali na polanę, Vidi przywitał ich ciepło i zaproponował, aby chwilę odpoczęli w jego towarzystwie. Zauważył, że są bardzo zmęczeni, brudni od pyłu na drodze, a przede wszystkim, że w oczach człowieka widać wielki smutek. Vidi wiedział, że wielki smutek nie służy ludziom i dlatego postanowił, że ze wszystkich sił postara się uwolnić człowieka od jego zmartwienia. Zmartwienia, którym smutek żywił się bezustannie i dlatego był taki wielki.
– Mam dla ciebie dary natury – powiedział gościnnie Vidi – oto woda, abyś mógł ugasić pragnienie, a tu są świeże, pyszne owoce i kwiaty, które z pewnością zaspokoją twój głód. Proszę, częstuj się.
Nieznajomy podziękował serdecznie i na widok wspaniałych skarbów lasu rzeczywiście nieco poprawił mu się humor. Ujął w dłonie zielone naczynie z liścia, ale zamiast wypić rosę, podał ją swemu wierzchowcowi.
– Napij się, przyjacielu. Musisz być bardzo spragniony – niesiesz mnie na swoim grzbiecie przez wiele dni, krain, lasów, burz i upałów. Woda jest świeża i chłodna, na pewno będzie ci smakowała.
Koń spojrzał z wdzięcznością na człowieka, a potem wypił wodę. Ukrywający się w zaroślach zając nie mógł uwierzyć własnym oczom – do tej pory myślał, że ludzie to stworzenia, które polują za zające i inne zwierzęta. A ten człowiek dbał o swojego konia… Był inni niż ludzie, których dotąd spotkał. Vidi wiedział już, że ma przed sobą dobrego człowieka i wspaniałego przyjaciela. I bardzo się ucieszył, bo przebywanie w towarzystwie kogoś takiego zawsze było dla niego wielką przyjemnością.

Kiedy podróżny posilił się i odpoczął trochę w chłodnym cieniu wiązu, pod którym siedzieli, powiedział:
– Dziękuję ci za gościnę, nieznajomy. Mój wierny kompan – tu wskazał na swojego konia – i ja od wielu tygodni jesteśmy w podróży. Taka chwila wytchnienia była mi bardzo potrzebna. Podniosła mnie na duchu, dodała sił, pomogła oczyścić umysł z wielu czarnych myśli… To bardzo cenne. Dziękuję. A teraz czas na mnie. Pora ruszać dalej. Muszę wykonać swoje zadanie, choć obawiam się, że tym razem mogę zawieść…
Vidi znów zauważył wielki smutek w oczach człowieka. Powiedział więc:
– Posłuchaj, przybyszu ze wschodu. Nazywam się Vidi i zauważyłem, że jesteś bardzo smutny. Słyszę też, że tracisz nadzieję na wykonanie swojego zadania. Z doświadczenia wiem, że kłopoty stają się bardziej oswojone i mniej straszne, jeśli z kimś o nich porozmawiamy. Czasem zdarza się, że nasz rozmówca powie lub zauważy coś, co nam umknęło, a może nam się przydać do rozwiązania naszego problemu. Chciałbym ci pomóc swoją obecnością, uwagą i własnym doświadczeniem, bo widzę, że twój wielki smutek jest dla ciebie wielkim ciężarem i że sam nie potrafisz się od niego uwolnić. A czuję, że bardzo tego pragniesz – taki rodzaj smutku jest bardzo przytłaczający. Jeśli chcesz, opowiedz mi, skąd wziął się on w twoim sercu. Wysłucham cię uważnie, a potem spróbujemy wspólnie znaleźć jakieś rozwiązanie. Co Ty na to?
Przybysz długo przyglądał się Vidiemu. Dostrzegł jego wewnętrzne światło i postanowił mu zaufać. Podjął decyzję – podzieli się z nim swoją historią. Człowiek wyraźnie czuł, że oto spotkał na swojej drodze kogoś, kto pomoże mu wydobyć odpowiedź, która ukryta jest gdzieś głęboko w jego własnym sercu…
– Twoja propozycja pomocy płynie z Twojego Wewnętrznego Światła, które jest dobre i ciepłe. Ufam mu i dlatego chętnie opowiem ci moją historię. Czuję, że pojawiłeś się na mojej drodze nie bez przyczyny.
„Nic nie dzieje się bez przyczyny” – pomyślał Vidi.

Nieznajomy zamyślił się. Wszedł do Świata Wspomnień, aby poszukać początku swojej opowieści. A potem zaczął mówić.
– Nazywam się Peregrinor. Jestem księciem z odległego kraju. A to Kaballus, mój wierzchowiec i wierny towarzysz podróży. Nasza podróż rozpoczęła się wiele miesięcy temu i wciąż nie widzę jej końca… Jestem nią bardzo zmęczony. Ale nie spocznę, dopóki zadanie nie zostanie wypełnione…
– Jakie zadanie? – zapytał Vidi.
– Pozwól, że zacznę od początku. Wiele miesięcy temu do mojego księstwa dobiegła wiadomość, że najpiękniejsza w świecie królewna, Itineris, córka króla Lapisa, gotowa jest wyjść za mąż. Wielu było kandydatów do jej ręki, ponieważ uroda królewny rozświetlała każde miejsce i każdą chwilę. Chętnych do poślubienia królewny nie brakowało. Zjeżdżali oni z najodleglejszych zakątków świata. Przywozili z sobą najrozmaitsze dary, aby przypodobać się pięknej Itineris i sprawić, by to właśnie na nich padł jej wybór. Wśród przywiezionych darów były piękne egzotyczne ptaki, których śpiew budził w ludziach nadzieję, były kwiaty, które zakwitały tylko raz w roku, a ich piękno napełniało serca ludzi radością. Były też księgi, które budziły wielką wesołość, i pieśni, które opowiadały dawne dzieje. Oprócz tego było mnóstwo niepowtarzalnych pachnideł, które poprawiały nastrój, strojów, które podkreślały urodę księżniczki, i klejnotów, które miały cieszyć jej oczy. Tylko ja niczego jej nie przywiozłem. Pomyślałem, że chcąc podarować jej coś wyjątkowego, coś tylko dla niej, najpierw muszę ją poznać. Dopiero wtedy dowiem się, co lubi, czego jej potrzeba, co sprawiłoby jej przyjemność. I wtedy z radością ją tym obdaruję.
– A więc i Ty chcesz poślubić królewnę Itineris?
– Bardzo! Marzę o tym, od kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy – to było tak, jakby świat się zatrzymał, jakby czas się zatrzymał. Była tylko ona – stworzona z delikatności, czułości i niezwykłej gracji. Kiedy spojrzała mi w oczy, wiedziałem już, że moje serce należeć będzie już zawsze tylko do niej…
– Wygląda na to, że się zakochałeś!
– Tak! W tamtym momencie wszedłem na zupełnie nową ścieżkę, na której nigdy wcześniej nie byłem. Moim jedynym marzeniem od tamtej chwili jest móc kroczyć tą nową ścieżką z nią, z moją królewną. Bez niej to nie ma sensu… Bez niej nic nie ma sensu…
– Jak to?
– Od kiedy ją poznałem, każdą chwilę pragnę spędzać z nią, blisko niej. Chciałbym móc patrzeć na to, jak się porusza, słuchać jej głosu, marzę o tym, aby obdarzyła mnie uśmiechem, kiedy przyniosę jej bukiet ulubionych, pachnących kwiatów. Chcę czuwać nad jej spokojnym snem i wraz z nią iść dalej przez życie. Nie cieszy mnie już widok wspaniałego zachodu słońca, bo nie mogę się nim podzielić z nią. Nie czuję smaku potraw, bo nie mogę patrzeć, jak ona ich smakuje. Nie czuję radości, bo moja radość została przy niej. Daleko stąd…
– Hm… Dlaczego więc nie poślubiłeś swojej księżniczki?

Peregrinor długo milczał. Vidi bez trudu wyczuł wielki smutek, który zrodzony w samym środku serca księcia, rozlewał się powoli na jego ciało, oblicze, a potem wciąż dalej i dalej, tworząc wokół niego aureolę z siebie samego. Aureolę w kolorze buro-niebieski. Kolor ten pochłaniał światło. Pochłaniał też radosne myśli księcia. Tym się żywił. A ponieważ od dobrego żywienia zależało jego istnienie, starał się pochłaniać jak najwięcej, coraz więcej i więcej, łapczywie i na zapas, aż zachłannie pożerał całe światło, jakie tańczyło wokół młodzieńca. Vidi zauważył, że w sercu księcia mieszkały też: wielka tęsknota i wielki ciężar. Ale była tam również wielka nadzieja. One jednak były dużo słabsze i bardziej ulotne. Pozostały w sercu – tam, gdzie się zrodziły. Książę wpatrywał się w jeden punkt, wzrok miał nieruchomy. Ludzie zawsze tak robią, kiedy szukają ważnych dla nich myśli, słów lub wspomnień… Vidi wiedział, że myśli księcia opuściły jego ciało i że błądzą gdzieś daleko. Wreszcie Peregrinor westchnął, a Vidi zobaczył, że jego wielki ciężar stał się jeszcze większy. Zawsze tak jest z ciężarami – dopóki je niesiemy i o nich myślimy, stają się coraz cięższe i cięższe. Każde myślenie o nich daje im dodatkową siłę i moc. Czasem rosną tak bardzo, że stają się większe od tego, kto je niesie. Wszystkie na świecie wielkie ciężary są niezwykle leniwe – bardzo lubią być noszone. Nie potrafią istnieć samodzielnie. Wiedzą dobrze, że kiedy je zrzucimy, okaże się, że przestają być ciężarami. Wtedy w ogóle przestają istnieć. Dlatego tak kurczowo trzymają się swojego nosiciela, zasłaniając mu przy tym oczy, żeby nie mógł zobaczyć sposobu, dzięki któremu mógłby je z siebie zrzucić. W ten sposób walczą o swoje istnienie. Podobnie było z wielkim ciężarem Peregrinora – siedział księciu na ramionach, a oczy przesłonił mu szarą mgłą, przez którą nie docierały do księcia kolory, beztroska ani radość. Rósł w siłę. Wreszcie książę popatrzył na Vidiego i zyskał pewność, że ten niespodzianie spotkany przyjaciel potrafi go uważnie wysłuchać. Być może będzie mógł również pomóc… Zaczął więc opowiadać dalej.
– Ojcem cudownej Itineris jest król Lapis, niezwykle odważny i sprawiedliwy władca. Bardzo dba on o swoich poddanych – nigdy nie prowadził wojen, ponieważ niezwykle zleży mu na tym, aby w jego królestwie nie było niepotrzebnego nieszczęścia. Potrafi rozmawiać ze wszystkimi ludźmi, nawet z wrogami swojego królestwa i zawsze udaje mu się w ten sposób rozwiązać konflikty. Rozmowa z drugim człowiekiem to bardzo trudna sztuka, a król Lapis doskonale ją opanował. Dlatego właśnie wszyscy, którzy go znają, darzą go wielkim szacunkiem i zaufaniem. Król bardzo kocha swoją córkę. Chciałby, aby była szczęśliwa. Aby umiała cieszyć się każdą chwilą. Czerpać z niej radość i siłę. Dlatego niezmiernie smuci go fakt, że Itineris zagubiła gdzieś swoją radość. W jej spojrzeniu zamieszkał smutek. Ma on kolor buro-niebieski. Widziałem go, kiedy na mnie spojrzała po raz pierwszy. To był najcudowniejszy, a zarazem najsmutniejszy moment mojego życia.

Tak, taki sam kolor miał smutek księcia. Smutek ma to do siebie, że niezależnie od tego, w czyim sercu gości, ma zawsze taki sam, buro-niebieski kolor.

Widząc wielki smutek swojej córki, król Lapis czuł wielki żal. A ponieważ chciał dla niej jak najlepiej, postanowił, że zrobi wszystko, aby wróciła do niej radość. Bardzo się starał – sprowadzał dla córki muzyków, którzy grali na instrumentach śpiewających tak pięknie, że z ich dźwięków tworzyła się na niebie tęcza mieniąca się siedmioma kolorami. Ale królewna nadal była smutna. Król wezwał więc na pomoc małe leśne zwierzątka, zwane Tulimkami, które potrafiły przytulać się wprost do serca, obejmując je, ogrzewając i przynosząc mu całkowity spokój. Tulimki bardzo chętnie pomagały ludziom, których darzyły sympatią. Przylgnęły więc do serca Itineris i, aby tchnąć w nie radość, zanuciły Piosenkę Ciepła. Bardzo się starały, ale tym razem i one nie pomogły. Król zabrał więc córkę w piękne miejsca, których do tej pory nie widziała – pokazał jej wielki wodospad, bezkresny ocean, zabrał ją na wędrówkę po skalistych, niedostępnych górach, gdzie mogła czerpać satysfakcję z każdego kroku, każdego osiągnięcia, każdego zwycięstwa nad swoją słabością. Ale ona wciąż nie czuła radości. Było coś, co jej na to nie pozwalało. Królowi bardzo zależało na tym, aby jego córka była szczęśliwa. Dlatego właśnie pokazał jej wszystko to, co zawsze było źródłem jego wielkiej radości. Jednak po kilku latach prób i wysiłków, Lapis nie potrafił już wymyślić ani jednego sposobu na to, jak pomóc królewnie w odnalezieniu jej własnej, dawno zagubionej radości. Ogłosił więc wszem i wobec, że ten, kto odnajdzie radość królewny i zwróci ją jego ukochanej córce, zostanie mężem Itineris, a on – Lapis – odda mu we władanie całe swoje królestwo. Król uważał, że jeśli jest na świecie ktoś, kto potrafi znaleźć sposób, by uszczęśliwić królewnę, będzie on tysiąckroć lepszym władcą niż on sam. Według niego bowiem tylko ten, kto jest w stanie rozwiązać wszystkie ludzkie problemy, zasługuje na to, by władać innymi. „Skoro zawiodłem własną córkę – myślał zdruzgotany – nie zasługuję na to, aby być królem. Poświęciłem tym poszukiwaniom długie lata, starałem się ze wszystkich sił. Ale nie potrafię odnaleźć radości mojej Itineris. Po prostu nie potrafię… Oddam więc koronę lepszemu od siebie. Komuś, kto potrafi poradzić sobie z problemem, który mnie przerósł. Tak będzie lepiej dla wszystkich”. Kiedy wieść ta rozeszła się po świecie, wielu śmiałków zjechało do królestwa króla Lapisa. Przybywali z daleka i bliska, a darom dla pięknej królewny nie było końca. Ale ona nie potrafiła cieszyć się z tych pięknych, wyjątkowych przedmiotów. Wciąż mieszkał w niej wielki smutek. W gronie tych przybyszów znalazłem się i ja… Niestety ja również nie potrafię odgadnąć, w jaki sposób mogę zwrócić królewnie jej radość. Jeżdżę więc po całym świecie w nadziei, że gdzieś tę zagubioną radość odnajdę... A wtedy zawiozę ją mojej pięknej Itineris i wiem, że to będzie najwspanialszy z darów dla mojej ukochanej…

Vidi w skupieniu słuchał opowieści księcia. Wiedział już, jakie jest źródło jego zmartwień. Kiedy Peregrinor skończył mówić, Vidi zamyślił się. Siedzieli tak w ciszy, każdy pogrążony w swoich myślach. W przyjaźni jest tak, że nawet pomilczeć razem jest dobrze. Wreszcie Vidi spojrzał na księcia i powiedział.
– Wiem, jak ci pomóc. Ale najpierw rozpalmy ognisko. Nadchodzi zmierzch, zrobiło się chłodno. Zadbajmy najpierw o swoją wygodę, wtedy lepiej będzie nam się rozmawiało. Peregrinor posłuchał Przyjaciela – nazbierał suchych gałęzi, znalazł bezpieczne miejsce na rozpalenie ognia, a potem rozniecił niewielkie ognisko. W tym czasie Vidi przyniósł kolejne dary lasu – jeżyny, jagody i poziomki – aby mogli się posilić. Kiedy skończyli jeść, usiedli wygodnie przy ogniu. Wtedy Vidi zaczął mówić.
– Przyjacielu, z twojej opowieści wynika, że bardzo zależy ci na szczęściu ukochanej kobiety. Również ojcu królewny Itineris bardzo zależy na tym, aby wróciła jej radość. To bardzo piękne i szlachetne. Królewna ma wiele szczęścia, że ma obok siebie dwóch mężczyzn, którzy tak o nią dbają. Jednak obaj – i król Lapis, i ty, Peregrinorze – popełniliście jeden błąd. Szukaliście radości Itineris, podczas gdy jest tylko jedna osoba na świecie, która potrafi tę radość odnaleźć.
– Kto taki?! – zawołał przejęty książę. – Powiedz mi, proszę! Natychmiast wyruszę, aby go odszukać i sprowadzić do mojej ukochanej, aby znów była szczęśliwa.
– Nie ma takiej potrzeby, przyjacielu.
– Jak to?!
– Tym kimś jest sama królewna Itineris. I tylko ona.
Peregrinor umilkł zaskoczony. Nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszał. A jednak w głębi serca czuł, że przyjaciel ma rację! Vidi mówił dalej.
– Nie można znaleźć czyjejś radości. Każdy człowiek może odnaleźć tylko swoją własną radość. Dlaczego? Bo radość każdego człowiek mieszka w nim samym. I tylko tam.
– Ależ tak! Masz rację! Jak mogłem sam o tym nie pomyśleć? Przecież to jasne jak słońce! – mówił podekscytowany książę.
Vidi zauważył, jak jego wielki smutek usuwa się niechętnie w cień, ustępując miejsca coraz większej i silniejszej nadziei, która rozkwitła w sercu Peregrinora niczym piękny kwiat, nabierając coraz bardziej wyraźniej, jasnoróżowej, lśniącej poświaty. Książę był bardzo ożywiony, radosny, aż nagle… znów spoważniał.
– Ale… – zaczął – jak ona ma to zrobić?...



(0 - głosowań)

Dodaj komentarz

Twoje imię:
Tytuł:
Komentarz: