TWÓRCZOSC
INFORMACJE
Naszą witrynę przegląda teraz 27 gości i 8 użytkowników
| Maciek na Glebonie |
|
|
| Autor: Jerzy Pustuła |
|
Strona 1 z 3 Rakieton
Rodzice powoli wyjmowali przywiezione rzeczy z bagażnika samochodu. Siostra Ania już ruszyła z klatką w ręku, w której znajdowały się jej papużki. Maciek jeszcze raz spojrzał na nich i pierwszy pobiegł do domu dziadków. Bardzo lubił tutaj przyjeżdżać.
Przy każdych odwiedzinach dziadek miał dla niego jakiś prezent albo niespodziankę. Ania z kolei otrzymywała coś od babci. Cieszył się bardzo, ponieważ rodzice tym razem obiecali mu długi pobyt. Rozpoczęły się wakacje, więc siostra nie musiała już chodzić do szkoły. Choć Maciek nie mógł się doczekać, kiedy rodzice i jego wyślą się uczyć, to jednak teraz wolał być u dziadków. W mieszkaniu szybko zrobił się szum: śmiechy, powitania, pocałunki i ogólna radość. Kiedy już wszyscy ochłonęli po rodzinnym powitaniu, dziadek dyskretnie wziął Maćka za rękę i zaprowadził do pokoju. Kucnął obok stolika pod telewizorem i rozpakował długie tekturowe pudełko. Powoli wyjął z niego prezent. Była to śliczna dziecięca rakieta tenisowa i dwie okrągłe puszyste piłeczki. Chłopczykowi iskierki błysnęły w oczach. Od razu chwycił dziadka za szyję i ucałował trzy razy. Marzył o takiej rakiecie od dawna. Dziadek zawsze wszystko przewidywał, jakby wiedział o czym on marzy. Uradowany pokazał rodzicom otrzymany prezent i pobiegł z nim na podwórko. Tym razem nawet prezentu siostry nie chciał oglądać. Biegał po zielonej trawie i podbijał piłeczkę do góry. Początkowo trafiała mu w brzeg sznurowanej siatki, zaraz przy drewnianym kółku i spadała na ziemię. Po jakimś czasie wycelował już kilka razy środkiem rakiety, więc piłeczka zaczęła wędrować coraz wyżej. Wydawało mu się, że za kolejnym razem podbije ją bardzo wysoko, aż do chmur na niebie. Wykonał duży zamach i mocno uderzył rakietą. Piłeczka zatoczyła duży łuk w powietrzu i spadła gdzieś na podwórko sąsiada. Maciek podbiegł do ogrodzenia z siatki i próbował ją wypatrzyć. Niestety, gęste bzy zasłaniały mu cały widok. Pobiegł więc do tyłu posesji, gdzie w ogrodzeniu była furtka. Po drugiej stronie dostrzegł Pawła, swojego rówieśnika, z którym bawił się, kiedy był u dziadka w ubiegłym roku. Paweł stał z rękami założonymi do tyłu i przekręcał się na boki. Za każdym razem, kiedy bardziej skręcał tułów, w jego palcach pokazywała się jasnozielona piłeczka.
? Przyjechałeś? Co to masz? ? zapytał, nie ruszając się z miejsca. ? Rakietę! ? Maciek informował z dumą. ? Dziadek mi kupił! ? Eeee. Taka tam rakieta. Prawdziwą rakietę to ja widziałem. ? Gdzie widziałeś? ? Niedaleko stąd. W starym wiatraku. Rakieton ją tam buduje. ? A po co ją buduje? ? Żeby polecieć nią do gwiazd. ? Kto to jest ten Rakieton? ? Taki jeden. Już stary. Ludzie nazywają go ?kosmiczny?. On sam mówił, że zbuduje najlepszą rakietę na świecie. Dlatego każe mówić na siebie Rakieton. ? Zaprowadzisz mnie do tej rakiety? ? Zaprowadzę, ale jak dasz mi trochę pograć tą twoją. Maciek uniósł rakietę i oglądał ją przez chwilę. Trochę szkoda mu było od razu ją pożyczać, ponieważ była nowa. Chciał jednak zobaczyć tamtą, u Rakietona. ? No dobrze... dam ci. Ale krótko będziesz grał? ? Odbiję sobie piłeczkę kilka razy. Nawet ci ją znalazłem. Popatrz ? Paweł wyciągnął rękę przed siebie i pokazał zgubę. Maciek uchylił furtkę i podał koledze rakietę. Sam poszedł kawałek dalej i patrzył na widniejący w oddali wiatrak. Stał on na wzniesieniu i wyglądał na wielki. Musiał być już bardzo stary, ponieważ brakowało mu kilku desek w ścianie. Pozostałe czas umalował na czarno. Cztery skrzydła wiatrowe stały nieruchomo. Też brakowało w nich wielu desek, w które kiedyś zawzięcie dmuchał wiatr, żeby młynarz mógł zamieniać ziarno na mąkę. Maciek wytężył wzrok. Chciał dostrzec krzątającego się tam Rakietona, ale nic nie było widać. Pewnie pracował gdzieś wewnątrz. Po jakimś czasie westchnął głęboko i przypomniał sobie, że Paweł już dawno powinien zwrócić mu jego rakietę. ? Kiedy zaprowadzisz mnie do Rakietona?! ? zawołał, biegnąc do kolegi. ? Jutro rano ? Paweł podniósł piłeczkę z trawy ? ponieważ po południu Rakieton zawsze odpoczywa i rysuje swoje plany. Wieczorem i do późna w nocy obserwuje niebo. Nie wolno mu przeszkadzać. Od rana zajmuje się budową rakiety. Pomagam mu czasem. ? Fajnie, że jutro pójdziemy tam razem. Za to potem dam ci jeszcze pograć moją rakietą ? Maciek wziął zabawki od kolegi i pobiegł do domu dziadka. Wieczorem mama pomogła mu wykąpać się w dużej wannie. Wody było w niej prawie jak w małym jeziorze. Widocznie wanna powinna być tak duża, ponieważ dziadek też był duży. Po kolacji Maciek od razu poszedł spać, żeby przypadkiem rano nie zaspać. Po całym dniu różnych przeżyć, oczy powoli zaczęły mu się zamykać. Wolał nawet, kiedy powieki mu opadały, więc im trochę pomagał, marszcząc brwi. Widział wtedy, jak Paweł zbliża się do furtki w tyle podwórka. Podchodził jakby nieśmiało. Otworzył mu ją więc szeroko, wziął go za rękę i pociągał lekko, aby czym prędzej mogli znaleźć się w starym wiatraku u Rakietona. Kiedy byli już na wzniesieniu zaczęło brakować im tchu . Z podwórka nie było widać, że góra jest taka duża. Dalej szli już wolniej. Dopiero z bliska było widać, jaka olbrzymia jest ta drewniana budowla. Podstawa ustawiona była na dużych płaskich kamieniach. Swoim krótkim dachem, który przypominał kapelusz grzyba, prawie ocierała się o rzadkie chmury. Cztery potężne skrzydła wiatrowe zawieszone były wysoko. Jedno z nich, to skierowane do dołu, ustawione było tak, jakby wskazywało wejście do środka. Jego koniec zawisł nad wielkimi wrotami. W ścianach u góry brakowało wielu desek. Te, które pozostały były dziwnie skurczone. Pomiędzy nimi powstały szerokie szpary. Maciek dobiegł do wejścia, ale drzwi nie pozwoliły się otworzyć. Ktoś zaryglował wrota dwoma skrzyżowanymi deskami, które przymocowane były mocnymi gwoździami. ? Maciek! Chodź! Tutaj jest wejście! ? usłyszał wołanie Pawła. Pobiegł więc z drugiej strony. Paweł już rozchylał na boki dwie deski. Każda z nich zawieszona była u góry na jednym gwoździu. Kolejno wsunęli się przez ciemny otwór do środka. Choć przez szpary wpadało tutaj trochę światła, to i tak musieli chwilę zaczekać, żeby oczy mogły przyzwyczaić się do mroku. Paweł pierwszy ruszył w kierunku widniejących w oddali drewnianych schodów. Dookoła wszędzie majaczyły drewniane słupy, belki i wielkie skrzynie. Wszystko zbudowane było z drewna. Powoli obaj zaczęli wspinać się do góry po schodach. Stopnie skrzypiały pod ich butami. Nagle coś przemknęło w powietrzu. To dwa nietoperze przemieściły się w drugi koniec wiatraku. Widocznie obudziło ich skrzypienie desek. ? Dlaczego Rakieton buduje swoją rakietę tak wysoko? ? półgłosem zapytał Maciek. ? Z takiej wysokości lepiej będzie jej wystartować ? Paweł mówił, nie odwracając głowy. Nogi zaczęły ich trochę boleć, kiedy znaleźli się w połowie drogi i przystanęli na obszernym podeście. Tutaj było już zdecydowanie widniej. Światło wpadało do środka przez kwadratowe okno w górnej ścianie, w którym nie było szyb. Po przeciwnych stronach widać było zamknięte drzwi do jakichś pomieszczeń. Na tej wysokości coś zaczynało dziać się dookoła. Nad nimi słychać było szum, trzaski i dziwne głosy. Nagle stopnie u góry zaczęły dudnić, skrzypieć i trzaskać. Ktoś szybko schodził. Maciek dostrzegł, że to pająk. Większy był od nich. Na sobie miał ubrany meszkowaty płaszcz z krzyżem na plecach, a na odnóżach cztery pary butów z cholewkami. ? Jesteś już Paweł?! ? zawołał z wysoka. ? Jestem Araneusie ? odpowiedział chłopak. ? Muchy przyniosłeś? ? Jasne! Paweł wsunął rękę pod zapiętą marynarkę i wyciągnął starą pończochę wypchaną muchami. Widać było, jak te kręcą się wewnątrz nabrzmiałej pończochy, gotowe do ucieczki. Pająk zszedł niżej i wziął zapełnioną pończochę. Jedne z bocznych drzwi otworzyły się do połowy i wychylił się kolejny pająk. Ubrany był w długi biały fartuch. Na głowie miał bardzo ciekawą czapkę ? wysoką jak u kominiarza, tylko że białą. ? Świeża dostawa kuchmistrzu! ? zawołał Araneus. ? Proszę przygotować na dzisiejszy obiad udka z muchy w zalewie księżycowej. Paweł ruszył do góry po kolejnych stopniach, a Maciek za nim. ? Paweł? ? Maciek zapytał cicho, stawiając ostrożnie stopy na kolejne schody. ? Co tutaj robią te pająki? ? Też pomagają Rakietonowi przy budowie rakiety. Araneus przyprowadził swoją armię. Oni mają tutaj własną kuchnię i jadalnię. Wchodząc wyżej po schodach wiatraka, już nie rozmawiali. Zbliżali się do głównego poddasza, które z dołu przypominało Maćkowi kapelusz grzyba. Kiedy stanęli na obszernej drewnianej podłodze, widno zrobiło się dookoła. Prawie jak w dzień na podwórku. Słońce uśmiechało się z góry przez wielki otwór. Pod otworem wisiała klapa na zawiasach. Pewnie zamykano ją, kiedy zaczynał padać deszcz. ? Jeżeli nie pracujesz, to nie przeszkadzajjjjj! ? Maciek usłyszał piskliwy głosik przy swoim uchu. ? Z drogiiiii! Odwrócił się i zobaczył dużą pszczołę. W łapkach trzymała jeszcze ciepły wosk. Szybko odfrunęła i zniknęła w wielkim otworze po sęku w desce. Otwór znajdował się obok drzwi, do których doczepione były litery. Maciek patrzył na nie. ? R-a-kie-t-on ? zaczął ruszać wargami. ? Rakieton! ? głośno zawołał radosnym głosem. ? Kto mnie wzywa?! ? zza drzwi dobiegł gruby i chrapliwy głos. ? Ćśśś ? Paweł przystawił na chwilę palec do ust ? nie wolno przeszkadzać bez przyczyny. Zejdź na bok, stoisz na trasie przelatujących pszczół.
Spis treści |

