Subskrypcja

Wpisz swój e-mail, a będziemy Cię informować o najnowszych wydarzeniach na Zaszafie.pl!

Nasza klasa

Alicja | środa, 03, marzec 2010 09:18

List


Chmury pokrywały niebo całkowicie, spuszczając na świat gęstą zasłonę zimnego, denerwującego deszczu. Ulicami płynęły brudne potoki, w których chcąc nie chcąc taplali się ludzie o obliczach będących lustrzanym odbiciem szarej i smutnej aury. Było późne jesienne popołudnie, jedno z tych, w które nawet największego optymistę ogarnia deszczowa depresja, a wskaźnik samobójstw rośnie.
O dziwo jednak, ktoś się uśmiechał. Uśmiechał? Ba, stary mężczyzna śmiał się całym sercem, budząc zgorszenie kaszlących, rozgoryczonych przechodniów.
W końcu dotarł do domu, jeśli możemy tak określić skromny pokoik w oficynie zniszczonej kamienicy, który wynajmował od przeszło 20 lat.
Dozorczyni zdziwiła się, widząc uśmiech na twarzy swojego najbiedniejszego lokatora. Nie myślała jednak długo o tej anomalii, ponieważ wierna porzekadłu "czas to pieniądz" starała się marnować go jak najmniej na myślenie w ogóle, a tym bardziej na myślenie o czymś, co z pewnością nie przyniesie jej zysku. Po chwili powróciła do łajania córki za nanoszenie błota do domu.
Tymczasem staruszek ze zdumiewającą prędkością pokonał parę schodków, dzielących go od drzwi pokoiku, wyciągnął dłoń powykręcaną artretyzmem i otworzył drzwi. Przypadkiem jego wzrok natrafił na złoty zegarek, zdobiący rękę, jedyną cenną rzecz jaką posiadał i jedyną rzecz, której nie oddałby nigdy, prezent od dwóch kobiet, które kiedyś były całym jego życiem.
Gdy tylko znalazł się w środku, zasiadł w zniszczonym fotelu i wyjął z kieszeni kartkę zapisaną drobnym, kobiecym pismem. Gdyby ktoś zobaczył go w tej chwili, pomyślałby, że mężczyzna czyta bardziej dłońmi niż oczami. Gładził kartkę, obracał na drugą stronę, jakby chciał znaleźć ukryte wersy. Łzy starca mieszały się z atramentem, usta bezgłośnie wymawiały słowa.
Ale... nikt go nie widział, ponieważ staruszek był sam. Był sam od dwudziestu lat i do tej pory nie zanosiło się na zmiany.
Kobieta stała przy oknie, patrząc na spływające po szybie krople deszczu. Głowę zaprzątały jej myśli, dotyczące przeszłości i przyszłości. Ta pierwsza była jednak bolesna, a druga - niepewna.
Widziała dom swojego dzieciństwa, widziała swojego ojca, początkowo radosnego, kochającego; później po śmierci matki coraz bardziej zgorzkniałego, coraz częściej szukającego ukojenia w butelce.
Przypomniała sobie, jak początkowo szukał go w dobrych winach i drogich trunkach, później w miarę topnienia zasobów finansowych, szukał coraz tańszych.
Ponieważ nie znajdował na dnie ani ukojenia, ani pieniędzy, postanowił ulżyć sobie, obarczając ją winą za śmierć osoby, która dla obojga była wszystkim. Tak naprawdę zawsze byli sobie obcy, łączyła ich ta dobra, pełna ciepła kobieta, której śmierć przyniosła kres wszystkiemu, co sprawia, że chce się wracać do domu.
Widziała dzień, w którym nie wróciła. Mimo, że pragnęła zapomnieć, pamiętała też dzień poprzedni. Pamiętała każde słowo, które wtedy usłyszała i każde, które wypowiedziała.
W jej pamięci była jednak luka, po uderzeniu, które odebrało jej świadomość na dwie godziny i sprawiło, że w wieku 16 lat postanowiła odejść na zawsze.
Dwadzieścia lat pozwoliło jej jednak wybaczyć. W tym czasie poznała wielu ludzi, przeżyła wiele radości i drobnych rozczarowań. Miała paru partnerów, w rzeczywistości jednak przez cały czas była sama.
Sama, bo piętno dawnego nieszczęścia i strach przed podobną sytuacją nie pozwalały jej zapomnieć. Teraz jednak kartka, którą ściskała w dłoni, a która zawierała jedynie adres i nazwisko, pozwoliła jej pokochać na nowo. Westchnęła cicho i otarła łzy. Zerknęła na zegarek, chwyciła kluczyki od samochodu i wyszła z domu.
Młody człowiek siedzący za barem, nie zamierzał pić. Miał swoje zasady, a jedną z nich było ?nigdy nie jeździć autem pod wpływem alkoholu". Sączył więc powoli bliżej niezidentyfikowany napój kawopodobny, prowadząc jednocześnie ożywioną rozmowę z atrakcyjną kelnerką. Zapewne prowadziłby ją dalej i zapewne nie sprzeniewierzyłby się swoim zasadom, gdyby nie spotkał przyjaciela. Ów przyjaciel celebrował właśnie narodziny dziecka, co sprawiało, że wstrętem napawało go wszystko, co nosiło jakiekolwiek znamiona trzeźwości. Ponieważ młody człowiek nie chciał napawać wstrętem młodego ojca, a odległość jaką miał pokonać samochodem była niewielka, postanowił zamienić rzeczony napój na coś mocniejszego, a nawet, jak się później okazało, na kilka mocniejszych cosi.
Kilka godzin później w doskonałym nastroju wsiadł do samochodu. Lubił dzieci, zastanawiał się nawet, czy to już nie pora by mieć własne. Przekręcił kluczyk w stacyjce.
Staruszek czekał, za oknem przejaśniało się już trochę, jednak pogoda wciąż była raczej mokra niż sucha. Słabe oczy z trudem wyłapywały sylwetki na ulicy.
Czekanie nie przeszkadzało mu jednak. Po raz pierwszy od długiego czasu miał na co czekać, korzystał więc z okazji. Z czasem jednak w jego serce wkradł się niepokój, z każdą godziną ogarniając go coraz bardziej. Nie wymagał od córki przebaczenia. Zdziwiło go raczej, że w ogóle chciała przyjechać. Tak więc.... może jednak nie chce go widzieć? Może zmieniła zdanie? Łzy radości powoli zmieniały się w łzy smutku, uśmiech zszedł z ust, twarz z każdą godziną pochmurniała. W końcu, znużony usnął na parapecie, wciąż machinalnie mnąc kartkę w zniszczonej dłoni.

Było już późno gdy wyjechała z miasta, sądziła jednak, że on to zrozumie. W końcu, jeśli czeka się 20 lat, dwie czy trzy godziny nie robią różnicy. Jechała szybko, mimo że wycieraczki nie nadążały z odpychaniem rozpryskujących się na szybie kropli deszczu. W radiu przebrzmiewały ostatnie brzmienia znanej piosenki Pink Floydów "Wish you were here". Uśmiechnęła się do siebie.

Młody człowiek był w doskonałym humorze, bębnił palcami w kierownice, przez chwilę denerwowała go dość smętna piosenka w radiu, nigdy nie przepadał za Pink Floydami, a teraz zdecydowanie psuli mu nastrój.
W głowie szumiało mu od alkoholu, z radością przyjął więc zmianę muzyki na żywszą. "Hit the road Jack" to dopiero klasyka, pomyślał z uznaniem,  dociskając pedał gazu.
Gdyby nie narodziny dziecka, dwie osoby z których każda miała przed sobą jeszcze zaledwie kilka kilometrów drogi, zapewne minęłyby się szczęśliwie.
Jednak dziecko narodziło się, przez co utrzymanie się na własnym pasie sprawiało jednemu z kierowców spore problemy.
Kiedy młodzieniec wpadł w poślizg, kobieta nie zauważyła go na tyle szybko, by zrobić cokolwiek, a już na pewno nie na tyle szybko, by owo cokolwiek uratowało im życie. Ostatnią rzeczą jaką zobaczyła  był błysk światła, dziwnie zdeformowany przez zamazaną deszczem szybę.

Następnego dnia pogoda była piękna i słoneczna, więc dozorczyni była we względnie dobrym humorze kiedy popołudniu zapukała do drzwi staruszka. Dobry nastrój jednak ustąpił, kiedy nikt nie odpowiedział. Ponieważ jednak powodem jej wizyty były pieniądze, brak odpowiedzi nie zniechęcił jej bynajmniej, a jedynie umocnił w postanowieniu, by być bezwzględną i pozbyć się w końcu tego niedołężnego starca, który znów zalega z czynszem.
Nacisnęła na klamkę i ogarnęła wzrokiem wstrętne pomieszczenie i mężczyznę leżącego na łóżku. Pewnie jest pijany - pomyślała kobieta, która właśnie czegoś takiego się spodziewała. Kiedy jednak podeszła bliżej ze złością stwierdziła, ze ten stary żebrak nie żyje. Ściskał w dłoni gazetę, na pierwszej stronie której widniała jakaś niedorzeczna informacja o wypadku samochodowym. Już nie mają o czym pisać, pomyślała zirytowana, że marnuje się papier na wypadki, podczas gdy ludzie nie płacą czynszu. Gazeta jednak, choć niewątpliwie irytująca, nie zainteresowała jej na długo. Wzrok jej przykuł za to złoty zegarek. Odpięła go i obejrzała dokładnie ?no tak, pewnie kradziony" powiedziała sama do siebie ta zacna matrona, chowając zdobycz do kieszeni, jako należne jej zadośćuczynienie, za te wszystkie nie płacone miesiące i telefon, który trzeba niestety wykonać do służb porządkowych i rodziny. Oczywiście jeśli ten paskudny staruch ma jakąś rodzinę.


{jcomments on}
(0 - głosowań)

Dodaj komentarz

Twoje imię:
Tytuł:
Komentarz: