TWÓRCZOSC

DLA DZIECI

INFORMACJE

SUBSKRYPCJA

Naszą witrynę przegląda teraz 30 gości 
Kochanoczka* PDF Drukuj
Głosy: / 5
SłabyNajlepszy 
Autor: Er-Ka   

Trzecią bezsenną, zwariowaną noc spędzam na bieganiu po domu i przyglądaniu się stosom różności. Czuję się zagubiona, nie ma ani kawałka wolnego miejsca, wszędzie piętrzy się wszystko: ubrania, buty, książki, papiery, stosy płyt, zdjęć, skrawki czegoś (nie wiem już czego), kosze, pudełka, popielniczki, szklanki, filiżanki, koszyki i szale. Plączą się, wiją dokoła mojego życia zebranego na dwustu metrach znienawidzonej przestrzeni.
Wełniane i jedwabne, aksamitne, szyfonowe i tiulowe, z paciorkami, frędzelkami i warkoczami ze srebrnych nitek, splecionymi gdzieś w Indiach przez piękne (mam nadzieję), smukłe palce pięknych dziewczyn. A może pięknych dzieci? (Nie myśl o tym, głupia!). Pachną. Bergamotką i drewnem sandałowym, jakąś herbatą, cytrusami i Channel nr 11. Szale – moja namiętność, bzik, miłość, uzależnienie i symbol. Nie wiem, ile ich mam, nigdy nie liczyłam. Są moje. A może nawet są mną. Chce mi się płakać, licho wie dlaczego. Wdycham zapach materiału, ale to nie pomaga. W każdym razie nie na łzy.

Nie mogę się oderwać od brzegu rzeki Moskwy. Leżę na trawie i gapię się w gwiazdy. Kto nie widział sierpniową nocą moskiewskich gwiazd nad brzegiem rzeki Moskwy, leżąc w zapierającym dech zachwycie, ten… ten niech żałuje. Ja...
Czy spoglądasz czasem w niebo? Czy… czy... czy...? Wolę nie wyobrażać sobie twego czerwonego nosa w musztardówce, wymiętych łachów, zerwanych tapet, brudnych garów wysypujących się ze zlewu i jakiejś Soni, Tani czy innej Wiery podtykającej ci pod nos gorącą kiełbasę na wyszczerbionym talerzu.

– Aleś się naoglądała ciężkich filmów! Co ty oglądasz w ogóle? – powiedziałaby Rysia.
Wszystko, od tamtej pory już wszystko! Nie wiesz?

A może właśnie nie? Może właśnie na pięknym, zdobionym bogato, śniącym sny o potędze, dumnym z siebie, rodowej pamiątce? Tylko... po kim? Nie utopiłeś się na fioletowo, powiedz? Ani kiszonych ogórków nie gryziesz co trzecim zębem? Patrzysz w niebo? Uśmiechasz się do niej, do tej – z oczami jak dwa jeziora, błękitne, szare albo całkiem, całkiem czarne, jak czas, który nas dzieli - do tej... tej... wiesz... z pięknym dłońmi? Jasnej od blasku świecy palonej potajemnie przed świętym obrazem, w domu, nie w cerkwi... że już nie łazisz nad Moskwę, w deszcz, mróz, w sierpniowe noce... i że uczyć się już nie chcesz po polsku? Uśmiechasz się? Tak szeroko, szczerze, po rosyjsku? Tak od serca? Z głębi duszy? Wszystkimi zębami? Powiedz, powiedz, czy... czy...
Wierzę, wierzę w ciebie, nie okaż się łajzą, nie okaż się dziadem lejącym ją tylko dlatego, że wóda przegryzła ci mózg. Lejącym ją dlatego, że inni leją, lali i będą lali! Sim!  

– Anielskie mam imię, ale to tylko u was tak brzmi, wiem. U nas normalnie, mów do mnie Sim. Mów jak chcesz.
– Sim. Sim? Dobrze. Ale ty nie zdrabniaj, wolę tak...

Szukam zdjęć. Nie wiem, gdzie są, nie pamiętam. Są, na pewno są!

Sim... nie pozwólmy tak... tak zniknąć wszystkiemu, jakby nigdy nie istniało, zadeptane tysiącem stóp i tysiącem butów, zagadane milionem słów, zaplątane w swetry, staniki, pretensje, awantury, rozwody, romanse i głupie gadanie tych, co po nas, tych innych, drugich, następnych, tych, którzy nie znają nas, tak niewinnych, drżących, zapatrzonych w moskiewskie gwiazdy! Nie złośćmy się na nich, nic nie są winni ani nam, ani nikomu! Ale nie pozwólmy temu przepaść! Nie pozwólmy! Sim, czy... czy... jak?

Jak to powiedzieć po rosyjsku?
Tak, szukam, szukam, nie popędzaj!

- Dlaczego nie mam szala w gwiazdy? Jak to się stało? Dlaczego?

A niech tam! Nikt nie widzi moich łez, nikt im – jak Moskwa – nie wierzy, więc szybko wysychają, są bezsensowne w tej chwili i bezużyteczne. Spowijam się ulubioną materią z mnóstwem jetów, raczej wieczorową, i postanawiam emigrować. Wewnętrznie póki co. Nie! Jeszcze buty! Co za emigracja bez czarnych, zamszowych czółenek? Są w szafce, w której trzymam płyty, niektóre filiżanki od umarłych już kompletów i tym podobne przedmioty. Kiedyś każdy z nich miał swój spektakl w świetle reflektorów mojego istnienia. Trzyminutowy lub pięcio – to już bez znaczenia. Zasuszony bukiet od tego, który zmienił mnie w tę oszustkę, którą teraz jestem – więżąc w czasie i przestrzeni, bez otuchy, nadziei, kropli wiary... Jest! Wyrywam płatki. Pomarańczowe: kocha, lubi, szanuje, nie chce... (Nigdy nie chciał! Wyrzuć to!). Nie. Przyglądam mu się chwilę. Nadspodziewanie dobrze się trzyma.  Uśmiecham się do niego i układam ostrożnie na obrusie w haftowane, białe maki. Buty są obok. Teraz mogę emigrować. Proszę uprzejmie. Otulam się w jety jeszcze raz.

– Powiedz to jeszcze raz, powiedz, proszę!
Patrzę w niebo. Rozumiem wszystko. Nie wiem jakim cudem, ale naprawdę wszystko.
– Nie boję się. Chcę! – mówię. Całkiem swobodnie, nikt nie postawi mi trójki do dziennika, nikt nie wyśmieje akcentu. Nikt nie wyśmieje już nigdy!

Rosyjski chłopak jest piękny. Ma czarne, przepastne oczy, niesforną grzywę lśniących włosów i pachnie, ach... jak on pachnie!
Moskwa nie wierzy własnym oczom.
– Sim!

A gdyby tak?... Zostawiam jety na fotelu, a czółenka przed lustrem. Nie, nie, ta bosa osoba to nie ja... nie... Sim, możesz znów oplątać moim warkoczem dłoń? Zrób to, obiecaj, że nigdy nigdzie mnie nie puścisz. Przysięgnij!

Otwieram walizeczkę z tektury, ma prawie tyle lat, co ja. Kiedyś była zielona, dziś nie wiadomo jaki ma kolor. Siadam na balkonie, posadzka jest ciepła, nagrzana minionym dniem, jeszcze nie schłodzona świtem. Przyjemnie grzeje stopy. Moje koty łaszą się i mruczą. Cicho, cicho, koty! Psik!

Sim... Czy szedłeś przed siebie nocą, z kopertą w kieszeni? Czy przez dziewiętnaście lat listonosz nie pukał się w czoło? Czy... czy.... Sonia, Tania, a może inna Wiera nie przekupiła go w końcu? Płakała? Błagała? Uderzyła?
Zakazała słuchać polskiego radia? Znienawidziła Polaków, wszystkich i na zawsze?

Patrzę w niebo. Nie ma gwiazd. Nad dachami kłębią się ciemne chmury. Będzie burza. Opieram się o ścianę i wdycham duszne, przedburzowe powietrze. Za mną w pokoju niebotyczny bałagan, zajmę się tym na pewno, ale nie teraz. Teraz muszę odpocząć.
Wyjmuję pożółkłe koperty i przedzieram pierwszą na pół. Czy Szeremietiewo przyjmie takie samoloty? Czy rzeka Moskwa nie zdziwi się za bardzo? 
Sim?
Jak myślisz?

 

--------------------------

 

* Kochanoczka taniec rosyjski

 

 

 

Joomla Templates and Joomla Extensions by JoomlaVision.Com
 

Dodaj komentarz

Komentowanie jest dozwolone dla Gości. W polu 'Imię' możesz podać swój nick!

Kod antysapmowy
Odśwież