TWÓRCZOSC
INFORMACJE
Naszą witrynę przegląda teraz 60 gości i 1 użytkownik
| Zmiana |
|
|
| Autor: Er-Ka |
|
Pewnego dnia postanowiłem zmienić swoje życie. W tym celu udałem się do Urzędu Miasta i złożyłem wniosek następującej treści:
Ja, Adam P. oznajmiam, że staję się innym człowiekiem. Proszę o stosowe zmiany we wszystkich działach Państwa Urzędu. Złożyłem pismo w okienku, gdzie miła pani spojrzała na mnie tylko i przybiła pieczątkę, oddając mi kopię mojego wniosku. Z lekkim sercem wróciłem do domu i zacząłem porządkować swoje dotychczasowe życie. Zacząłem od wyrzucenia wszystkich ubrań z mojej dębowej szafy, które spakowałem w pakiet i odstawiłem do kąta, odkładając na później decyzję, co z nimi zrobię. Być może oddam je ubogim, a być może zostawię pakunek na śmietniku i niech sobie go weźmie ktoś bardzo ciekawski, kto zajrzy, co jest w środku. Potem wyrzuciłem z szuflad wszystkie papierzyska, których przez lata nazbierało się całe stosy i nawet ich nie przeglądając, darłem je na maleńkie kawałeczki i upychałem do reklamówki. Potem przyszła kolej na łazienkę. Zgarnąłem z półek wszystko, co na nich stało do jednego, czarnego worka na śmieci, półki umyłem, wytarłem do sucha i pozamykałem szafki. Następnie poszedłem do kuchni, skąd pozbyłem się wszystkich kuchennych utensyliów, wkładając je w wielkie kartonowe pudła. Stanęły obok pakunku z ubraniami. Czułem się coraz swobodniej i lżej, jakby niewidzialny łańcuch, którym byłem przykuty do swoich rzeczy, nagle przerdzewiał i kolejne ogniwa pękały jedno po drugim.
Do wieczora uporałem się z drobiazgami, których w każdym domu pełno, które nie wiadomo skąd się wzięły i z którymi nie wiadomo co robić. Potłukłem szklane kolorowe wazoniki, pourywałem kapelusze drewnianym grzybkom, poutrącałem nosy gipsowym miniaturowym popiersiom, powyrzucałem kadzidełka, kominki i tym podobne bzdety, którymi najbliżsi raczyli mnie od paru lat, dając mi je w prezentach z różnych okazji. Byłem coraz bliżej celu i czułem się coraz lepiej. W nocy rozprawiłem się z dywanami, chodnikami i wycieraczką, zrobiłem z nich wielki rulon i wystawiłem go za drzwi. Nad ranem stałem szczęśliwy nad stosem desek, które udało mi się pozyskać przerabiając na nie meble. Szafa dębowa nie chciała zbyt łatwo dać się porąbać, drewno twarde jak diabli, a ja dysponowałem tylko kuchennym tasakiem, jednak i ona odpuściła i teraz podziwiałem rzeczony stos. Był piękny. Postanowiłem go podpalić, ale nie w mieszkaniu, tylko na podwórku i nie teraz, tylko rano. Wziąłem się za oświetlenie i systematycznie wykręciłem najpierw wszystkie żarówki, a następnie pozbyłem się gniazdek ze ścian. Gniazdka wydawały mi się wyjątkowo podejrzane, więc nie tylko je usunąłem ze ścian, ale zawinąwszy w poszwę wyrzuciłem przez okno. Poczułem się szczęśliwy. Następnie zdetelewizorowałem telewizor, ciesząc się jak dziecko, gdyż nie miałem pojęcia, jaki jest interesujący w środku. Komputer już mnie tak nie ucieszył, strasznie był wewnątrz zakurzony, a ekran wcale nie wybuchł, kiedy roztrzaskałem go o sedes, tylko huknęło. Najcięższa praca była jednak dopiero przede mną. Lodówka. Wprawdzie już nie działała, gdyż nie było prądu, ale pełna była rozmaitego pożywienia, z którym również postanowiłem się rozstać. Bez żalu. Jako nowy człowiek nie zamierzałem jeść. Czytałem, że można się obyć bez jedzenia, a więc postanowiłem spróbować. Udało mi się szybko pozbyć zamrożonych artykułów, zapakowałem je w karton i zrobiwszy paczkę zaadresowałem ją, wyobrażając sobie, jak bardzo ucieszy się moja polonistka ze szkoły średniej, którą lubiłem i poważałem i dlatego postanowiłem jej zrobić prezent. Jedzenie z części niemrożącej podzieliło los gniazdek elektrycznych i zapakowane w koc wyfrunęło przez okno. Moje szczęście zaczynało nie mieć granic. Stawałem się wolnym, niczego nie posiadającym człowiekiem! O dziewiątej rano poszedłem na pocztę i nadałem paczkę z żywnością dla polonistki, zostawiłem na śmietniku pakunek z ubraniami oraz zrolowane dywany, chodniki i wycieraczkę. Wytaszczyłem na podwórko deski, których było mnóstwo i złożyłem je w piaskownicy, gdyż było to jedyne miejsce jako tako obramowane. Nie przeszkadzał mi wcale deszcz. Pasta do podłóg ?Pałacowa? świetnie zadziałała i ognisko zapłonęło ogromnym ogniem. Nie zastanawiałem się długo. Zdjąłem z siebie ubranie i zacząłem nago tańczyć wokół, pohukując jak widziałem na filmach, że robią to Indianie. Widziałem, że przy ognisku zbiera się coraz więcej ludzi i że coś do mnie krzyczą, a niektórzy się śmieją, uznałem więc, że ludziom podoba się to, co robię. Byłem dumny i tak szczęśliwy, jak to tylko możliwe! Bogowie byli ze mną! Zaprosiłem do tańca sąsiadkę, ukłoniłem się nisko i zacząłem jej pomagać w rozebraniu się, ale uciekła ode mnie z krzykiem, nie wiem dlaczego?było to dziwne. Druga sąsiadka również uciekła, jak tylko zbliżyłem się do niej uśmiechnięty i szczęśliwy. Także inne panie nie miały ochoty tańczyć, ale nie zmartwiło mnie to ostatecznie wcale, samemu też mi się świetnie tańczyło. A potem stało się coś dziwnego. Jacyś ludzie odciągnęli mnie od ognia i owijając w koce ułożyli na noszach. Nie było mi zimno, więc usiłowałem zdjąć koce i namówić ich do tańca, ale nie chcieli słuchać, a w dodatku przypięli mnie do tych noszy jakimś pasami. Nie podobało mi się to, więc ugryzłem jednego faceta w kolano, kiedy stał nade mną coś komuś tłumacząc. To z kolei nie spodobało się jemu i wyglądał, jakby mi chciał dać w twarz, ale przecież, był podobnie jak ja, dzieckiem Boga, więc się powstrzymał, a ja powiedziałem mu, że jestem z niego dumny. A potem pędziłem gdzieś bardzo szybko samochodem i właściwie mógłbym się nawet zdrzemnąć, ale strasznie wyła syrena i zrobiło mi się bardzo smutno, bo to znaczyło, że komuś musiało się coś stać i jadą mu na ratunek. Prosiłem pana, który mi towarzyszył, żeby mnie rozwiązał, bo czuję, że mam wielką moc i mogę uratować tego kogoś, do kogo pędzi wóz na sygnale, ale nie wypuścił mnie wcale, tylko poprawił koc i patrząc na mnie smutno powiedział : - Już ty się nie martw biedaku No tak, w tym świecie naszym liczą się tylko materialne dobra. Teraz, kiedy nie mam już nic, każdy uważa się za lepszego i bogatszego ode mnie, ale moim zdaniem niesłusznie. |

