Subskrypcja

Wpisz swój e-mail, a będziemy Cię informować o najnowszych wydarzeniach na Zaszafie.pl!

Nasza klasa

Jerzy Pustuła | sobota, 15, maj 2010 08:43

Słup


Popołudniowe słońce zdwoiło swoją siłę podgrzewania. Pewnie chciało jak najszybciej osuszyć teren z wody, której nie poskąpiła dzisiejsza burza.

 

Powietrze zrobiło się dziwnie przepuszczalne, ponieważ dźwięk dzwonków i stukot kół tramwajowych, które wydawane były w centrum miasta, zdawały się być tuż obok. Nad nieutwardzoną jeszcze podmiejską drogą oraz nieskoszoną przy jej boku trawą, unosiła się biała para wodna. Niewielki samochód ze składaną drabiną na dachu, omijając większe kałuże, odjechał powoli w kierunku centrum. Jego pasażerowie kilka razy wchodzili wcześniej na niewysokie słupy, podtrzymujące przewody telefoniczne. Wymienili odcinek kabla, który uszkodził zabłąkany piorun podczas niespodziewanej burzy. 
– Muszą ci z pogotowia nachodzić się po tych słupach – odezwał się Wiktor.
– Tak – potwierdził Władek – niczym małpy po bambusach.
Obydwaj siedzieli na ławce przy miejscowym sklepie spożywczym, którą przed spadającą wcześniej z nieba wodą ochronił daszek z plastikowego eternitu. Często spotykali się w tym miejscu. Razem kolegowali się od dawna, choć mieszkali przy różnych ulicach. Z tego kolegowania przylgnął do nich przydomek „dwaj panowie Wu”. Z czwartej posesji, z ustawionych w szeregu kamienic, wyszedł młody mężczyzna i stanął obok betonowego słupa z linią telefoniczną, który wkopany był tuż przy ogrodzeniu. Podniósł do góry głowę i obserwował zawieszone przewody. Po chwili wszedł na ogrodzenie, objął słup rękami i zaczął wspinać się do góry. Wiktor z Władkiem obserwowali jego poczynania.
– Głupi musi być ten człowiek – przerwał milczenie Władek – skoro na słup wchodzi.
– Nie jest głupi, tylko nieszczęśliwy – Wiktor poruszył się na ławce.
– Dla mnie to głupi. Po co bym tam wchodził?
– Pewnie ma w tym jakiś cel. Po wypadku na „ścigaczu” tak mu się zrobiło. Chce robić same dobre uczynki. Pilnuje wszystkiego, ludzi przed złym ostrzega, nawet dzieci pomaga przeprowadzać przez ulicę przy szkole, choć nikt go o to nie prosi. Flagę narodową wywiesza w każde święto, także w niedzielę. Czasem z boku wydaję się to śmieszne.
– Więc dla mnie to człowiek głupi i koniec. Ja tam na ten słup bym nie wszedł – Władek machnął ręką.
W czasie ich rozmowy mężczyzna dobrnął już do szczytu, wyjął z kieszeni białą kartkę papieru i wsunął ją w ostatni okrągły otwór, tuż przy zawieszonym przewodzie. Potem sprytnie zsuwał się i będąc już na ziemi, otrzepał spodnie rękami. Spojrzał jeszcze w górę, sprawdzając wykonane zadanie i skierował się w stronę swojego podwórka.
– Ciekawe, co ten głupi zostawił na słupie? – Władek wiercąc się, wycierał spodniami wilgotny kurz z desek ławki. – Podejdziemy bliżej, żeby zobaczyć?
– Eeee... nie ciekawi mnie to.
– A ja pójdę i zobaczę.
– Jak chcesz, to idź – Wiktor wyprężając się, wystawił twarz z zamkniętymi oczyma do gorącego słońca.
Władek wstał i ruszył w kierunku słupa. Doszedł do ogrodzenia, dłoń przystawił do podniesionego czoła i patrzył na wetkniętą u góry białą kartkę. Po chwili rozejrzał się dookoła i korzystając z pomocy ogrodzenia, wspiął się na słup. Nie wchodząc do samego końca, sięgnął ręką i za chwilę trzymał papier w swoich palcach. Kiedy zsuwał się, guziki od jego spodni wpadały do nie wyschniętej jeszcze błotnistej kałuży. Na dole nawet nie poprawił sobie uszkodzonego ubrania. Popychany wielką ciekawością szybko rozwinął kartkę.
– „Uwaga! Koniec słupa!” – przeczytał wyrazy napisane czerwonym tuszem.

 

 

 

 

{jcomments on}

(0 - głosowań)

Dodaj komentarz

Twoje imię:
Tytuł:
Komentarz: