TWÓRCZOSC
INFORMACJE
Naszą witrynę przegląda teraz 45 gości
| Marta i Richard |
|
|
| Autor: Jerzy Pustuła |
|
Natalia zwolniła na chwilę, popatrzyła na ławkę okrytą cieniem wysokiego klonu i pozwoliła zawładnąć nad swoim ciałem niedługiej chwili odpoczynku. Upał w ostatnich dniach powoli zaczynał wszystkim dawać się we znaki. Park miejski, poza basenem, był teraz jedyną ostoją i miejscem, w którym chłód nie dał się jeszcze pożreć wyziewom palącego słońca.
Reklamówkę z zakupami położyła delikatnie obok siebie. Mimowolnie popatrzyła na dwie ścieżki ułożone z kostki brukowej, prowadzące do ulic, przy których znajdowały się apteki. Pozostało jej jeszcze wykupić leki dla babci i dzisiejsze bieganie za sprawami związanymi z zaopatrzeniem miałaby za sobą. Sięgnęła do kieszonki w sukience i wyjęła z niej całą materialną zawartość. Pieniądze liczyła powoli, rozmyślając przy tym, czy po wyjściu z apteki pozostanie jej kwota choćby na loda z automatu. Bardzo je lubiła. Za smakołyk, delikatnie skręcony w waflowym kubku, mogłaby oddać nawet obiad. Na dłoni leżało dwadzieścia osiem złotych i trzydzieści cztery grosze. Przed oczami przebiegł jej przez chwilę obraz, kiedy to uśmiechnięty ojciec chce jej kupować dużego loda, a mama przekomarza się z nim, że lody przed obiadem odbierają apetyt. Westchnęła głęboko. Tamten czas, tamto objadanie się lodami zabrał wypadek drogowy. On też zabrał jej rodziców i młodszego brata. Pozostała teraz przy babci i z jej marną rentą. Wiecznie rozgoryczony dziadek swoją „pomostówkę” pozostawiał w kieliszkach knajpy na trzeciej przecznicy. Leniwym ruchem sięgnęła po torbę.
– Cześć, Nata! – usłyszała niespodziewanie. – Czekasz na kogoś? Nie za wczesna pora na spotkanie? – Marta! Co za spotkanie! – Natalia przesunęła zakupy bliżej siebie. – Siadaj, kumpelo! Nie widziałyśmy się chyba od ukończenia liceum. Popatrz, to już prawie rok. Włóczę się za zakupami. A ty? Ale jesteś odpierdzielona! Co za ciuchy wiszą na tobie! Mniau! Jakimś „paryżem” pachniesz. – Zapal – Marta wyjęła z torebki Marlboro w czerwonym opakowaniu. – Dzięki, jeszcze nie potrafię. – Ja kopcę. Stosuję się do powiedzenia: „używaj świata, póki młode lata”. Używam więc i próbuję wszystkiego. A ty? Co w ogóle porabiasz? – Z babcią biedę klepię, a poza tym chodzę na kurs fryzjerski. Muszę zacząć zarabiać jakąś forsę, ponieważ niedługo nie będę miała w co się ubrać. Nawet na majtki nie będzie. Ty studiujesz? – Można tak powiedzieć. Różnica jest tylko taka, że studiuję nie na uczelni, a w terenie. – Nie rozumiem... – Natalia uniosła brwi, marszcząc czoło. – Normalka. Studiuję zarabianie kasy. Na różnych fakultetach się obracam. Nata! Żebyś ty wiedziała jaką niektórzy goście obracają forsą! Trochę poświęcenia, trochę sprytu i część takiej forsy możesz mieć we własnym portfelu. Po co męczyć się w murach uczelni? Ty? Ze swoją urodą? Dopiero byś miała! – Pracujesz jako przewodniczka czy jakaś modelka? – Nie bądź głupia. Przewodniczkę, to ja mam w kroku. Ty ją też masz. Nigdy nie zastanawiałaś się, ile ona może przynieść ci forsy? – Kiedyś... w desperacji... nawet tak – Natalia zarumieniła się na twarzy. – Ale jaka potem przyszłość? Nie myślisz o tym? – Od myślenia to jest koń, kiedy przy ciągnięciu brakuje mu siły. Zresztą, on ma dużą głowę, a i tak nigdy nic nie wymyślił. Mam się zastanawiać nad swoją przyszłością? W kroku mi się przecież nie wymydli, a biedy – jak ty – klepać nie chcę. Na rodziców liczyć nie mogę. Oni przepijają wszystko, co tylko w ręce im wpadnie. Czasem żebrają nawet ode mnie. – Wiesz, Marta, ale kiedyś mąż czy dzieci... zresztą, choroby różne... – Przecież zawsze uprawiać tego nie będę, a od chorób zabezpieczają prezerwatywy. Chyba tobie też zdarza się ich doświadczać. – Co ty... ja... ja jeszcze nigdy, wiesz... – Natalia opuściła głowę. – Ja cię nie mogę! Ty cnotką jeszcze jesteś? – Marta oderwała plecy od oparcia ławki. – Tak jakoś się złożyło. Zawsze sobie mówiłam, że pierwszy raz zrobię to z kimś, kto zostanie ze mną na całe życie. – Dziewczyno! Ty nawet nie wiesz, jaki masz w kroku majątek. Ja straciłam go w głupi sposób. Nie miałam wtedy doświadczenia i w przypływie bezwładności, pierwszy raz dałam zwykłemu gówniarzowi. Może nie gówniarzowi, ale gołodupcowi. Za numer z cnotliwą dziewczyną niejeden chętnie wykłada wielką kasę. Przeleć się po forach internetowych, to zobaczysz. Zresztą, jak chcesz, to ja nagram ci sprawę. – Co ty, Marta. Ja nie chcę wiązać się z jakimiś łysymi. Nie chcę być czyjąś niewolnicą i potem cierpieć. – Z łysymi? Ty uważasz, że ja aż tak głupia jestem? Ze swoją koleżanką, z Agnieszką, razem pracujemy. Ona ma w bloku własną chatę. Gości podbieramy z hotelu. Wyczuwa się, kto jest kim. Na trasach też pracujemy, ale rzadziej. Właśnie ze względu na łysych często trzeba zmieniać miejsca, żeby nas nie dopadli. Ostatnio wypatrzyłyśmy fajny zagajnik. Przy trasie zrobili wagę pod ciężarówki. „Krokodyle” często trzymają tam tiry, nieraz na długo ich blokują za jakieś nieprawidłowości, więc kierowcy są chętni. Osobówki też robią sobie tam przystanki. Łysi w takich miejscach nie operują. – Nie lepiej trzymać się hotelu i tej chaty koleżanki? – Trzeba robić uniki. Nie można przesiadywać w hotelu codziennie. Oni wszystko mają pod obserwacją. My wybieramy weekendy. To czas najlepszych stawek. To jak? Pomóc ci zebrać trochę forsy? – Nie wiem. Forsa by się przydała, ale boję się. – Nie masz czego. Możesz to zrobić na krótką metę. W twoim przypadku... za pierwszy numer, nie kombinując długo, uzyskasz tysiąc złotych. – Ile? – No tysiąc. Wiem, że można i pięć, ale to trzeba trafić na rekina. Nie ma co jednak ryzykować – Marta zrobiła kwaśną minę. – Tysiąc to przecież ogromna kasa. – No właśnie. Podmaluj się trochę i o szesnastej przyjdź na przystanek obok pływalni. Pojedziemy dwunastką do „krokodyli”. Spróbujemy zapolować na jakiegoś z osobówki. Ci z tirów, póki co, są na ciebie za biedni. Już ponad godzinę spacerowały po dużym, leśnym placu. Ruch na trasie samochodowej był bardzo duży. Poprzez przerzedzone drzewa dało się dostrzec, jak dwaj ubrani na zielono mężczyźni i kobieta, przeglądają na wyasfaltowanym terenie dokumenty kierowców z zatrzymanych, olbrzymich samochodów. Po pewnym czasie Natalia oparła się o żerdź okalającego teren ogrodzenia i obserwowała wjeżdżające na polanę samochody osobowe. Przeważnie były to małżeństwa z małymi dziećmi. Najczęściej matki wprowadzały je szybko szeroką drogą w gęsty zagajnik, aby mogły załatwić swoją potrzebę. Czasem spacerowali tam i inni podróżni. Przeważnie rozdzielali się na grupki. Kobiety kierowały się na prawo, gdzie las był bardziej gęsty, a mężczyźni stawali po lewej, za niezbyt odległymi drzewami. Jak do tej pory tylko jeden kierowca wjechał jako samotny, ale pomimo wdzięcznie składanych przez Martę propozycji, odmówił. – Cienko dzisiaj z amantami – Marta też oparła się obok koleżanki – jak na złość. Nieraz, jak się trafiło, to na nas dwie było z pięciu chętnych. Wszystkich na raz obsłużyć się nie dało, a każda strata klienta to utracony zarobek. Jedynie cenę przy takiej okazji udało się trochę podciągnąć. – Marta, chodź, wracamy – Natalia patrzyła w ziemię. – Ja nie dam rady. Nie zrobię tego, nawet gdyby ktoś się trafił. Myślałam sobie, że może to inaczej wygląda, że może dam radę... Przepraszam cię, że zawiodłam. Naprawdę nie dam rady, choć pieniądze są mi bardzo potrzebne. Nastała chwila milczenia. Przez polanę przetaczał się piękny, granatowy samochód. W jego wnętrzu, rozparty na fotelu, podróżował starszy, szpakowaty pan. Rozglądał się po polanie, za miejscem do zaparkowania. – Jest! – szepnęła Marta. – To może być rekin. To taki, który wyjątkowo się trafia. Wymarzony dla ciebie. Chodź, idziemy do jego samochodu. – Nie pójdę. Wstydzę się i bardzo się boję. – Nata! – Marta mówiła półgłosem. – Nie bądź głupia, okazję trzeba wykorzystać. Dobra. Sama podejdę i ci go nagram. Mężczyzna, może siedemdziesięcioletni, zatrzymał samochód tuż obok nich. Powoli wyszedł na zewnątrz i delikatnie zamknął drzwi. Postąpił kilka kroków i lekko się przeciągnął. Widać było, że kroki stawiał z lekkim kołysaniem tułowia, jakby prawą nogę miał nieco krótszą. Marta zbliżyła się do niego i posłała mu największy uśmiech, jakim dysponowała. – Potrzebuje pan seksu? – zapytała bez ogródek. – Jestem do dyspozycji. Gdyby pan reflektował na cnotliwą dziewczynę, to do dyspozycji jest moja koleżanka. Za jej usługę opłata jest jednak wysoka. Uśmiechając się delikatnie, mężczyzna popatrzył na Martę od stóp do głowy. Potem długo patrzył na Natalię i na koniec zaczął o coś pytać w języku angielskim. Marta się tym nie speszyła. Złączyła ze sobą opuszki dwóch palców lewej ręki i do powstałego otworu przystawiła wskazujący palec ręki prawej. – Seks? Seks? – pytała, ciągle się uśmiechając. – Potrzebujesz seksu, dziadku? Dasz zarobić tamtej dziewczynie? Seks? Ona potrzebuje twojej forsy. Seks? Mężczyzna, stojąc nieruchomo, dalej spoglądał na dziewczyny i trawił w sobie jakiś temat. – No tak. Tak. Jakiż ten seks jest przewrotny – odezwał się po polsku – czasem trudno jest bez niego żyć, a czasem niesie on tyle tragizmu. Marta poczerwieniała na całej twarzy, wstrzymała oddech i stała nieruchomo. Widać było, że straciła swoją pierwotną pewność. – Wybieram tamtą ślicznotkę i tamtą ofertę – mężczyzna wskazał delikatnie ręką w kierunku Natalii. – Proszę powiedzieć, ile to będzie mnie kosztowało i gdzie mamy to zrobić. – Dwa tysiące. Zrobić możecie to tam dalej, w zagajniku albo w pana samochodzie. Samochodem też należałoby tam pojechać – Marta odzyskała poprzednią pewność. – Przepraszam – mężczyzna uniósł do góry dłoń i podszedł w kierunku Natalii – ale ja chciałbym usłyszeć odpowiedź od tej, którą wybrałem. Natalia stała z opuszczoną głową i czubkiem buta przydeptywała kawałek patyka. – Słucham. Proszę o podanie miejsca i ceny – powtórzył. – Ja nie wiem, proszę pana, czy chcę to zrobić. Wiem tylko, że pieniędzy mi brakuje – Natalia mówiła łamiącym się głosem. – W takim razie niech pan idzie raczej ze mną – do rozmowy wtrąciła się Marta. – Dobrze – mężczyzna kiwnął głową – ale jest jeden warunek. Czy zapewni mi pani taką usługę, jaką może zaoferować pani koleżanka? – A skąd ja panu wezmę cnotę? Od dawna przecież jej nie mam. – Więc kontraktu nie będzie. – To odjedzie pan niezaspokojony. Widzi pan, że koleżanka sama nie wie, czego chce. – No, dobrze... niech będzie. Pójdę – Natalia, mówiąc to, nie podnosiła głowy. – Cieszę się – mężczyzna się uśmiechnął – i z radością dołożę jeszcze jeden tysiąc do podanej ceny. Nie chcę jednak robić tego ani w lesie, ani w samochodzie. Nie macie innego lokum? – Cześć, Marta! – zawołał młody człowiek z wjeżdżającej taksówki. – Chodź szybko! Mój kumpel wyje z pragnienia. – Nata! Trzymaj tu wizytówkę. Na niej jest adres mieszkania Agniechy. Jedźcie tam, tylko musisz jej odpalić ze dwie stówy – Marta mówiła w pośpiechu. – Ja też pędzę popracować. Granatowa taksówka wytoczyła się z leśnej polany na asfalt. Natalia siedziała wciśnięta w fotel i zastanawiała się, jak dalej wszystko będzie wyglądać. – Jestem Richard – mężczyzna niespodziewanie wyciągnął dłoń – a ty, jak dobrze zrozumiałem, jesteś Natalia. Piękne imię. Zasługujesz na nie, ponieważ naprawdę jesteś dziewczyną o nietuzinkowej urodzie. Natalia podała nieznajomemu swoją dłoń z małym onieśmieleniem. – Dziękuję panu – wyszeptała. – Richard. Dziękuję, Richard. U nas w Kanadzie tylko na początku rozmowy są zwroty na pan lub pani, żeby podkreślić szacunek. Dalej mówi się już na przykład: zrób mi to czy daj mi tamto. Ludzie nie utrudniają sobie życia. My obydwoje dodatkowo zapoznaliśmy się z przyzwoleniem zwrotów po imieniu, podając sobie dłonie. – Racja – Natalia jakby nabrała śmiałości. – Opowiedz mi wszystko o sobie. Szczerze i wszystko. Może być w małych skrótach – Richard oderwał na chwilę oczy od czerwonego światła na sygnalizatorze, patrząc w oczy Natalii – jeżeli oczywiście zechcesz. Samochód przemierzał odcinki pomiędzy światłami na skrzyżowaniach, zawracał, przyspieszał i zwalniał, a Natalia ciągle mówiła o swoim życiu i o swoich problemach. Mówiła nawet chętnie, ponieważ po raz pierwszy ktoś tak uważnie wsłuchiwał się w jej losy. Robiło jej się przy tym lżej na sercu i wydawało jej się, że Richarda zna od dawna. Mężczyzna jej nie przerywał i o nic nie dopytywał. Dopiero kiedy dziewczyna w swoim opowiadaniu doszła do parkingu na leśnej polanie i do ich spotkania, włączył migacz i zatrzymał samochód na końcu przystanku autobusowego. – Na jakiej mieszkasz ulicy? – zapytał. – Armii Krajowej. – Pod parzystym numerem? – Nie. Pod czterdzieści dziewięć. Richard nic już nie pytał, tylko wziął maleńkie urządzenie do ręki i coś w nie wstukiwał. Potem przykleił je specjalną stopką do szyby i na ekranie ukazała się mapa miasta. Kiedy ruszył, damski głos w urządzeniu podawał co jakiś czas krótkie komendy w języku angielskim. – Dokąd my w ogóle jedziemy? – Natalia przypominała sobie o wizytówce, którą trzymała w dłoni. – Chciałabyś wyjechać do Kanady? – Richard odpowiedział pytaniem najmniej spodziewanym. – Pewnie. Ale wizę trzeba... pieniądze na przelot… i co ja tam zresztą bym robiła, skoro nie znam języka. – Odpowiem ci teraz dokąd jedziemy: do twojego domu, do babci. – Do babci?! – Natalia się wystraszyła. – Tak, do babci. Ale nie obawiaj się, nie powiem w jakich okolicznościach się spotkaliśmy. Wymyślę coś innego, choć nie umiem kłamać. Pojedziemy zapytać babci, czy wyraziłaby zgodę na twój wyjazd do Kanady. Moja żona jest chora na reumatyzm. Prosiła mnie przed wyjazdem, abym poszukał jej w starym kraju kogoś do pomocy. Ty wyglądasz na dobrą i szczerą dziewczynę. Znam się na ludziach, ponieważ od lat wykładam na uczelni. Za opiekę otrzymywałabyś wynagrodzenie, spanie i jedzenie. Żona doskonale nauczyłaby cię języka angielskiego, ponieważ jest emerytowaną nauczycielką. Z czasem pewnie byś poznała kandydata na męża. Dobrze by jednak było, żebyś na zawsze pozostała członkiem naszej rodziny. Nie mamy dzieci, a żona zawsze marzyła, aby mieć córkę. Dwa lata to czas, który trudno do czegoś przymierzyć. Natalia patrzyła przez okno i próbowała określić jego wielkość. Przymierzała go do kanadyjskich gór, które przypominały jej okolice Rabki, rozciągała go w myślach od szczytu do szczytu. Niespodziewanie przed oczami stanęła jej Marta. Zatęskniła za nią. Poczuła też do niej wdzięczność. Wdzięczność za to, że Marta wtedy tak bardzo chciała jej pomóc. Choć ta pomoc mogła jej życie ułożyć inaczej, to jednak to, że teraz znajduje się tutaj, było w jakiejś mierze zasługą koleżanki. Postanowiła, że jutro zarezerwuje bilet do kraju, odszuka Martę i spróbuje nakłonić ją do wyjazdu, do Kanady.
|

