– Jak pan ma na imię?
– Arkadiusz.
– Ech! Ale nastały czasy. Ci parafianie… Żeby proboszcz nie znał ich nawet z twarzy? Dawniej było to nie do pomyślenia. Wróćmy jednak do tematu. No więc, panie Arkadiuszu, chcę wybudować tutaj kominek. Bywa zimno w tej sali plebani, a różne spotkania miewam tutaj.
– Ma proboszcz już jakieś materiały?
– Tylko żeliwny wkład. Podarowała mi go firma, która produkuje takie rzeczy. Właściwie wyprosiłem to urządzenie. Parafia przecież biedna.
– Nie widać tutaj jakiejś biedy. Proboszcz ma wszystko ładnie urządzone.
– Musi tak być. Przecież czasem i biskupa trzeba przyjąć. Ile taka inwestycja by mnie kosztowała? Jakiś komin, może ze stali, też trzeba by wybudować.
– Zakładając, że dam pozostałe materiały, robociznę, to jakieś... tak żeby po kosztach u proboszcza… myślę około ośmiu tysięcy.
– Ależ to wszystko drożyzna. Chyba nie będzie mnie stać. Jedynie może jakimś sposóbeckiem można by to zrobić, jak dawniej mówili. Panie Arkadiuszu, przepraszam, że zapytam, ale pana nie widuję w kościele. Pan jest żonaty? Wiem, że dziecko ma pan niepełnosprawne.
– No cóż, proboszczu. W kościele bywam, kiedy muszę. Może to i dlatego, że tak mi w życiu to wszystko się poukładało. Inaczej niż innym. Tak. Mam syna z porażeniem mózgowym.
– Siądźmy, panie Arkadiuszu. Gosposia podała herbatę. Napijemy się. Ślub brał pan w innej parafii?
– Nie brałem ślubu.
– Może należałoby wziąć?
– Nie mogę.
– ???
– To długa historia. Ogólnie mówiąc, mieszkam i mam dziecko z siostrą swojego ojca. Kiedyś rodzice pozostawili mnie prawie samemu sobie. Rozeszli się. Jeszcze do szkoły nie chodziłem. Przygarnęła mnie babcia, ojca matka. Wychowywałem się tam u nich z najmłodszą siostrą ojca. Ona jest starsza ode mnie o dwa lata. Kiedy byliśmy już podlotkami, wyszło to, co wyszło. Zaczęło się pod namiotem i tak już zostało. Nie mogę więc otrzymać ślubu ze względu na koligacje rodzinne.
– Myślę, że coś bym wymyślił z tym ślubem.
– Byłaby taka możliwość?
– Mówiłem przecież, że czasem i biskupa tutaj przyjmuję.
– Ile by coś takiego kosztowało? Żona wspomina czasem o ślubie.
– To i dobrze, że wspomina. Musielibyśmy zrobić ten kominek, żeby biskup był zadowolony, kiedy przyjedzie. Ma być przecież za dwa miesiące.
– Rozumiem. To ja zrobię ten kominek bezpłatnie, a proboszcz niech załatwia z biskupem.
– Umowa stoi, panie Arkadiuszu. Tylko zapowiedzi tej uroczystości nie będzie. Kościół nie chce rozgłaszać takich spraw.
– Rozumiem. Mnie te zapowiedzi do niczego potrzebne nie są.
Kiedy biskup siedział rozparty w fotelu przed kominkiem i patrzył na płomienie ognia, oblizujące dziwnie wytrzymałą na temperaturę szybę, Arkadiusz wracał do domu z budowy u innego już inwestora. Co chwilę unosił dłoń przed oczy i zerkał, jak w jego nowej jeszcze obrączce iskrzy światło ulicznej latarni.
{jcomments on}
Please wait...