TWÓRCZOSC

DLA DZIECI

INFORMACJE

SUBSKRYPCJA

Naszą witrynę przegląda teraz 29 gości 
Okup - cz. II PDF Drukuj
Autor: Jerzy Pustuła   

- O Boże! Porwali ją! Porwali Iwonkę! ? Tarykowa lamentując poderwała się z ławki ? Telefon! Gdzie jest telefon!
Mąż trzymając list w ręku, również wbiegł do domu.
- Gdzie chcesz dzwonić? Na policję?- pytając szeroko otworzył oczy.
- Do Iwonki! Może do Iwonki się dodzwonię. Może pozwolą mi z nią porozmawiać.
Przez chwilę się wahał, nie mógł zebrać swoich myśli w logiczną całość i jakby odruchowo chwycił za ramiona żonę ze słuchawką w ręku. Mocno przytulił ją do siebie.
- Zosiu. Zaczekaj chwilę. Zastanówmy się nad swoimi krokami. Musimy ją uratować, jednak żebyśmy czegoś po drodze nie zepsuli. Nie martw się. Wezmę pożyczkę. Damy pieniądze tym bandytom.
Głaskał delikatnie włosy żony, która po chwili milczenia się rozpłakała. Całym ciałem trzęsła się w jego ramionach. Poprowadził ją kawałek i usiedli na kanapie.
- Właściwie to może zadzwoń. To przecież niczemu nie zaszkodzi ? odezwał się łagodnie.
- Nie... nie będę mogła.... ? żona łkała ? ty może...
Położyła rękę ze słuchawką na kolanach męża. Taryka wziął telefon i z małym wahaniem wybrał numer. W słuchawce co kawałek pobrzmiewał długi sygnał. Nikt jednak z drugiej strony nie odbierał.
- Cisza. Nikt nie odbiera ? Taryka opuścił rękę na kolana.
- Może już ją zabili? ? żona łkała dalej.
- Nie! Nie! Przecież jeszcze... ? nie dokończył, ponieważ rozległ się dzwonek telefonu.
- Słucham ? odebrał niepewnie.
- Tato? Dzwoniłeś do mnie? ? usłyszał głos Iwonki.
- Mama chciała..., ale wiesz.... wyszła ? nie wiedział co ma córce powiedzieć ? gdzie teraz jesteś?
- Na uczelni. Czy coś się stało?
- Nie, nie...  nic. Mama coś tam chciała ci powiedzieć.
- Tato powiedz mamie, że za godzinę skończą się wykłady i będzie długa przerwa. Jeżeli nic pilnego, to ja zadzwonię.
- O właśnie. Tak córko będzie najlepiej.
- Pa tato!
- Pa!
- I co? Co mówiła? Gdzie teraz jest? ? Tarykowa trochę się uspokoiła.
- Na uczelni. Ona chyba o niczym nie wie.
- Dzięki Bogu ? westchnęła żona ? Trzeba jechać i natychmiast przywieźć ją do domu. Niech sobie może weźmie jakiś urlop, czy już sama nie wiem co i będziemy pilnować jej w domu.
- To się chyba nie uda. Nie będzie chciała zrobić przerwy w nauce. Tym bardziej, że niedługo ma egzaminy. Znasz ją Zosiu. Zresztą... wiadomo to, ile taka przerwa miałaby trwać?
- Więc co zrobimy?
- Sam już nie wiem.
- A jak ją porwą wieczorem?
Taryka wstał i zaczął chodzić do okna i z powrotem. Spoglądał przez szyby, myślał o czymś i trawił to w sobie. Żona wodziła za nim pytającym wzrokiem. Po pewnym czasie usiadł z powrotem.
- Więc jak Leszek? Jedziemy po nią? ? Zofia przerwała ciszę.
- Chyba raczej nie. Tak sobie Zosiu myślę, że oni jej póki co porywać nie będą. Zrobiliby to przecież przed wysłaniem tej kartki. Będą może czekać do dwudziestego. Dopiero gdybyśmy im pieniędzy nie dali... ale też jeszcze... hmmm, popatrz. Oni piszą, że drugie pismo mają wysłać.
- A może policję zawiadomić? Może oni by jej tam w Warszawie pilnowali?
- Policja? Pilnować? Zosiu! O tym jedynie można pomarzyć. Trudno. Zorganizuję te pieniądze. Iwonce może na razie nic o tym nie mów. Powiemy jej w niedzielę.
Ochłonęli obydwoje po tych rozważaniach. Trochę w tym pomogło im to, że córka nie była jeszcze w niczyich rękach i treść na kartce mówiła o następnym liście. Gospodarz jednak do wieczora chodził po obejściu jakby się czymś zatruł. Miejsca nie umiał sobie znaleźć i praca najemnych ludzi denerwowała go. Nawet Marek po powrocie z Warszawy dwa razy powtarzał mu informację przekazaną przez odbiorcę jabłek.
- Panie Taryka, czy coś się stało? ? zapytał na koniec.
- Właściwie to nic takiego ? gospodarz machnął ręką i poszedł na drugi koniec podwórza.
Przez całą noc razem z żoną zasnąć nie mogli. Rozważali, kto mógłby coś takiego zaplanować. Musiał to być ktoś, kto ich znał. Wielu przewinęło się w ich rozmowie tej nocy, jak choćby sąsiedzi dookoła, ludzie najemni, ci pytający o pracę, czy dostawcy różnego towaru. Zastanawiali się nawet nad Robertem Iwonki. Nikt jednak nie pasował im do tego niecnego czynu, ale też trudno było kogokolwiek wykluczyć. Najbardziej pasowała jakaś przestępcza grupa z Warszawy lub jej okolic. Może poprzez jakieś penetracje towarzystwa ze studiów Iwonki dotarli aż tutaj? Obydwoje wielokrotnie przekręcali się z boku na bok. Kwota jakiej zażądali przestępcy też olbrzymia była w stosunku do dochodów z plantacji i zapowiadała wyhamowanie jej rozwoju na wiele lat.
- Może jednak zawiadomić policję? ? głośno zastanawiał się Taryka.
- Sam mówiłeś, że o ich pomocy można jedynie pomarzyć ? żona patrzyła w okno, gdzie zaczynało już świtać.
- Bo w sumie tak jest. Myślę tylko, że do dwudziestego może coś by wywęszyli. To jeszcze sporo czasu. Zresztą, może jednak lepiej ich nie angażować?
- A może jednak spróbować? ? Zofia usiadła na posłaniu ? W najgorszym wypadku Iwonkę zabierzemy do domu. Zabierzemy bez względu na to, czy się zgodzi, czy nie. Albo nie zabierzemy. Dasz tamtym te pieniądze i niech już będzie spokój.
- A jeżeli za jakiś czas znowu to powtórzą?
- O mój Boże! ? westchnęła Zofia ? Czegóż ci ludzie od nas chcą? Przecież my wcale aż tak bogaci nie jesteśmy.
- Pojadę na policję. ? Taryka też usiadł ? A Iwonkę zabierzemy dwudziestego do domu, tak jak mówiłaś.
Rano ogolił twarz i schował do kiszeni kopertę ze złowróżbnym listem. Wsiadł do samochodu i udał się do najbliższego komisariatu. Nawet nie jadł śniadania, pomimo usilnych próśb żony. Apetyt stracił całkowicie. Po godzinie  Zofia zaczęła coraz częściej wyglądać przez okno. Niecierpliwiła się bardzo. Przed oczami ciągle miała widok własnej córki i coś jej podpowiadało, żeby już jechać i przywieźć ją do domu. Kiedy wreszcie dostrzegła męża wysiadającego z samochodu, serce zaczęło stukać jej coraz głośniej.
- I co powiedzieli? ? zapytała go, kiedy był jeszcze w drzwiach.
- Nic szczególnego. Przede wszystkim prosili żeby nikomu o tym nie mówić. Nawet Iwonce. Kontaktowali się z jakąś swoją grupą do walki ze zorganizowaną przestępczością, czy coś takiego. Niby tamci mają pilotować sprawę. Czy coś z tego będzie? Nie wiem. Mnie wypytywali, czy może kogoś podejrzewam. Teraz bym zjadł choć troszeczkę.
Żona szybko postawiła śniadanie na stole. Usiadła naprzeciw męża i przez chwilę patrzyła jak siorbie, wciągając ustami herbatę. Nigdy mu się to nie zdarzało.
- Powiedzą coś przed dwudziestym? ? zapytała nie śmiało.
- Jeszcze dzisiaj musimy jechać do nich obydwoje.
- Niby po co?
- Odciski palców nam wezmą.
- Nam? Odciski? To nas podejrzewają?
- Nie, nie. Nas nie. Choć mówili, że na początku nikogo nie będą wykluczać. Będą szukać odcisków palców na tym liście, a tam są teraz już i nasze.  Muszą je wyeliminować.
- Już myślałam...
- List wysłano z poczty na Woli. Kazali mi przywieźć adresy wszystkich ludzi jacy u nas się przewijają i jeżeli jest to możliwe, również zdjęcia. Sprawdzą w monitoringu poczty. Może kamera kogoś uchwyciła, o ile list nie był wrzucony gdzieś do skrzynki.



Joomla Templates and Joomla Extensions by JoomlaVision.Com
 

Dodaj komentarz

Komentowanie jest dozwolone dla Gości. W polu 'Imię' możesz podać swój nick!

Kod antysapmowy
Odśwież