TWÓRCZOSC
INFORMACJE
| OPALE |
|
|
| Autor: Jola Pokrywka |
|
Wprawnym ruchem czterokątne opale – jeden, potem drugi – lądują na półce, byle gdzie. Ruchem już całkiem niewprawnym, niecierpliwie – zapięcie na karku i sznurek podobnych, mlecznych w środku, a szklistych po brzegach – leży obok tamtych. Jeden gest i kawałek tkaniny, w kręgach peniuarem zwanej, opada w bezładzie. Z miękko ułożonych zakamarków białawego materiału pokazują się najbardziej do tulipanów podobne, a może do róż. Miękko, bo napisali na metce, że satyna. To obowiązek jest, żeby miękko było. Taka kupka kolorowej szmatki. Furta otworem to i można zanurzyć się w kroplach rzęsistych. Koniecznie gorących. I naturalnie w strumieniu ich najmocniejszym. Cała w gorliwym deszczu. Długo, aż opar zasnuje resztę świata. W dymnej, zamkniętej przestrzeni widać tylko... właściwie nic nie widać. Ma nie być widać. Rozgrzana, lecz z pudełka szklanego wynurza się niechętnie. Miło było. Cztery na krzyż szurnięcia ręcznikiem. Bo skóra ma być sucha. A następnie, żeby była wilgotna i satynowa. Bez metki. Z namaszczenia mazidłowego. Dziw, jakie długie ramiona (a niedługie przecież) i zręczne dłonie. Sięgają i sięgają. Tam, gdzie powinny. Sprawnie, szybko i bez pieszczenia się z bzdurkami takimi.No, co innego stopy. Takie było kiedyś napisane? Powiedziane? No gdzieś to było, że po stopach poznać szczęśliwego człowieka. I uwierzyła. Stopom więc należy się traktowanie specjalne. I traktowane specjalnie są. Bez żadnego pośpiechu, troskliwie i z pieszczotą, żeby nauczyły się, co to promienność, radość, rozkosz. Żeby się tylko nauczyły... I nie pozna nikt.
|

