|
Autor: Katarzyna Pater
|
Nie lubiła ludzi, bez wyraźnego powodu. Pluła im w twarz, odwracała głowę, gdy koło niej przechodził mężczyzna. „Jestem samotna”, rozprawiała w myślach, popijając rum najlepszej marki i wyjadając cukier z kryształowej cukiernicy. Prosiła ptaki o swe towarzystwo. Ze szpakiem na ramieniu chodziła do teatru. „Ewolucja mnie martwi”, mówiła do siebie, „chamy chodzą po ulicach i liżą lody”.
|
|
Autor: Katarzyna Pater
|
|
Zalazłam sie w dziwnym, mrocznym mieście. Błękit atramentu przeważał tu nad innymi kolorami. Wyszedłeś zza rogu, trzymając w smutnych dłoniach aksamitny cylinder. Ubrany byłeś w wełniany płaszcz, a pod szyją miałeś turkusowe zapięcie. Podeszłam do ciebie bliżej i zapytałam: „Kim jesteś? Nie mogę spać, kim jesteś w moim obłędzie?"
|
|
Autor: Katarzyna Pater
|
|
Zasypiam. Wyspa...
Pośród starych budowli i świątyń para rozbitków: Anna i Henry. Na skałach śródziemna roślinność: laury, mirty, oleandry. Barwy egzotycznych kwiatów tworzą malarską przestrzeń dla tutejszych owadów. Gdyby modliszka była kobietą, z pewnością w kulturalny sposób podałaby mężczyźnie trujący oleander.
|
|
Autor: Katarzyna Pater
|
|
Stało się. Otóż to, że PKP pod żółtym zegarem zaczęło rozmnażać skrzaty. Rozporządzenie w ciemnościach zaściankowych prezydentów krasnali brzmiało: „Nie produkuj się, głupku”. Wszyscy siedzieli w kwiatach, po dwa skrzaty w jednym. – Jak ty to robisz? – zapytał Borówek. – Robię pod siebie – odpowiedział Poziomek. – To ja już tego nie będę komentować – odrzekł Borówek.
|
|
Autor: Katarzyna Pater
|
|
Jak na rozpoczęcie śledztwa, dzień zapowiadał się sprzyjająco. Jedno było przytomnie pewne – Hyrlok Homs zaczął analizę formalną, jeszcze nie zbrodni, od interwencji w sprawie Dodki. Jej zadaniem bowiem była asysta w śledztwie. Nieznośnie chichotała pełna niedźwięku dla samego detektywa.
|
|
Autor: Katarzyna Pater
|
|
Wakacje przeminęły z wiadrem, a Panna Nikt zaczęła nadrabiać zaległości strukturalne swojej osoby. Jej dusza w tym momencie to prawdziwy Serbinów.
|
|
Autor: Katarzyna Pater
|
|
– Jak tu pięknie! – powiedziała Tytkowa, a po jej twarzy popłynęły perły oblepione kurzem. – Wyobrażasz sobie jej twarz? – zapytała Bercia (sorry, że tak zdrobniale). Pan magister jednakże był zachwycon widokiem. Tytkową niestety bolał różowy pęcherzyk, więc poszła opróżnić baczek. Po powrocie na salę nr 9, podniosła wysoko ręce i krzyknęła: „Jak to dobrze, że istnieją puenty! Można sobie puentylizować".
|
|
Autor: Katarzyna Pater
|
Nietzsche zjadł śniadanie. Zszedł. Był przymrozek. PKP pokryło się raz, dwa, trzy nalotem księżyciowo-kierowym. Po co mi ta poduszka? Tego ja nie wiem. Przyszły panie, posprzątać bardzo kolorowymi miotłami.
– Panie zrobią nam z życia zaczarowany ogród. Pewnie się napiły fantasmagorii i cieszą się.
|
|
Autor: katarzyna pater
|
|
– Dagonio! Wbacz mu brak ochoty. Zden jest przecież jakiś klepsydrowy. Nie mogę go bronić, mówiąc, że szuka dziury w całym, bo… – Przestań! – krzyknęła kobieta lekkich obyczajów, krzywiąc już nawet niewulgarne usta. – Chwila, jestem u siebie.
|
|
Autor: Katarzyna Pater
|
|
Wróciłam do domu późnym wieczorem, około 22.00. Przywiózł mnie znajomy. Otworzył bramę wjazdową. Wbiegłam na górę ugasić pragnienie i zmyć ciężki makijaż. Było upalnie, masywnie i parno.
|
|
|
|
|
<< pierwsza < poprzednia 1 2 następna > ostatnia >>
|
|
Strona 1 z 2 |