Zasypiam. Wyspa...
Cisza...
Henry drzemie w hamaku. Anna wykonuje kopię obrazu Boticellego „Narodziny Wenus". Ma na sobie lekką, zwiewną sukienkę. Światło kołyszących się fal nie daje wytchnienia przybrzeżnym krabom. O czym myśli Ann? Czy wytrzymałaby bez grzechu sama na wyspie? Henry podaje jej dłoń, z palety spływają gorące i oleiste farby.
Hen i Anna kochają się na piasku. Ann próżnuje w myślach, nie dając tym samym Henry’emu powodu do niepokoju. Ma romans z wodzem wymarłego już plemienia Munków. Baszi, bo tak ma na imię wódz, jest jedynym pięknym mężczyzną na wyspie. Ma w sobie zmysłowy czar i diabelski ogień.
Kochanek przypływa do Anny o zmroku. W kieliszku oleander. Baszi namiętnie zrywa z Anny jedwabisty peniuar i karmi jej rozmarzone usta soczystą pomarańczą. Dwa ciała, jedno uczucie innych pożądań niewarte. Nad ranem Anna podaje Henry’emu trujący oleander. Hen przewraca sie na piasek. Baszi widzi to i płonie. Szaleństwo dopada również Annę. Otwiera ogromną skrzynię, by ukryć ciało męża, a znajduje tam zwłoki nieżyjącego od pół wieku kochanka.
{jcomments on}
Please wait...