Subskrypcja

Wpisz swój e-mail, a będziemy Cię informować o najnowszych wydarzeniach na Zaszafie.pl!

Nasza klasa

Katarzyna Pater | niedziela, 20, luty 2011 21:53

Samotna


Nie lubiła ludzi, bez wyraźnego powodu. Pluła im w twarz, odwracała głowę, gdy koło niej przechodził mężczyzna. „Jestem samotna”, rozprawiała w myślach, popijając rum najlepszej marki i wyjadając cukier z kryształowej cukiernicy. Prosiła ptaki o swe towarzystwo. Ze szpakiem na ramieniu chodziła do teatru. „Ewolucja mnie martwi”, mówiła do siebie, „chamy chodzą po ulicach i liżą lody”.

Miała na imię Wanda i pochodziła z dobrego domu. Nauki pobierała u zakonnic w Klasztorze Elenek przy ulicy Eleny 16. Była dziwaczką. Nosiła białe rękawiczki, wysoki kapelusz z kokardą i wiązane trzewiki. Miała długie rude warkocze, które jesienią nabierały kasztanowej tonacji. Była jednak niedostępna i na swój sposób zimna. Spojrzenie miała miażdżące, robiła awantury, zawsze prosząc o kulturę. W chwilach dla niej dostojnych, poruszała się lwowską promenadą, by kłaniać się tym wytworniejszym. Przytulała się do brzozy i słuchała, jak płacze, słuchała, jak się śmieje i jak śni. Paliła cygara o mocnym, duszącym aromacie, stąd kaszel, który wydawał jej się wytwornym. Jej pies, wyżeł Anatol, czekał cierpliwie w domu i przynosił jej pantofle z pomponami, które zakładała delikatnie, i kładła się w wiklinowym bujaku.
Kiedyś po prostu zmarła w domu po cichu, bezszelestnie. Przez miesiąc nikt o tym nie wiedział. Pies leżał u jej stóp.
{jcomments on}
(0 - głosowań)

Dodaj komentarz

Twoje imię:
Tytuł:
Komentarz: