|
Autor: Marek Leszczyński
|
– Normalną! Oby mokra była – odpowiedział ojciec. Marek uśmiechnął się pod nosem i oddał smycz w ręce Władka. Fox posłusznie usiadł przy nodze i patrzył skośnymi ślepiami na nowego właściciela.
|
|
Autor: Marek Leszczyński
|
? O! Dzień dobry dziadku! ? powiedziała blondynka. Podeszła i cmoknęła go w policzek. Władkowi zrobiło się przyjemnie, że wnuczka, pomimo już kobiecych kształtów, ma szacunek do starszych. ? Oj Patrycja! Nie całuj starego dziada, to dla młodych zostaw, mnie starczy dzień dobry. Patrycja była wysoką dziewczyną o blond włosach aż za ramiona.
|
|
Autor: Marek Leszczyński
|
|
Aniuta krzątała się po kuchni i co raz dopychała coś do torby.
? Łazęga wróciła ? skwitowała wejście Władka i nawet nie zadała sobie trudu, by na niego spojrzeć. Nadal pakowała zawiniątka do torby.
|
|
Autor: Marek Leszczyński
|
Jakoś było to chyba w środku lata, jak dobrze pamiętam. Telefon barabanił[1] jak opętany.? Aniutaaaaaaa! ? darł się Władek ? podnieś to słuchawkę i spytaj ki czort ludziom spokojnie odpoczywać nie daje. ? Może sam by tak wstał i zapytał ? rozeźlona Aniuta wyjrzała z kuchn. ? A nie leżysz jak ten Łazarz pod płotem i czekasz zlitowania.
|
|
Autor: Marek Leszczyński
|
|
Czerwiec latoś[1] był jakiś taki duszny, jakby miało się co zdarzyć niedobrego. Jakieś przekleństwo chyba wisiało w powietrzu.
|
|
Autor: Marek Leszczyński
|
|
? Władek, trzeba bydlęta oporządzić! A ty tylko pleciesz te kacapoły na okrętkę! Państwu może już obrzydło wysłuchiwanie! To moja ślubna Aniuta halape rozdarła, bo zdzierżyć nie może, że ja porozmawiać chcę o rzeczach, do których baby wtrącać się nie powinny.
|