Subskrypcja

Wpisz swój e-mail, a będziemy Cię informować o najnowszych wydarzeniach na Zaszafie.pl!

Nasza klasa

 

Aniuta krzątała się po kuchni i co raz dopychała coś do torby.

? Łazęga wróciła ? skwitowała wejście Władka i nawet nie zadała sobie trudu, by na niego spojrzeć. Nadal pakowała zawiniątka do torby.
? Łazęga, łazęga ? burknął Władek i zaczął zaglądać pod pokrywki garnków.
? Co, koleżka nie nakarmił? ? powiedziała z sarkazmem i kątem oka spojrzała, aby sprawdzić stan trzeźwości męża.
? A co, to moja baba, żeby mnie karmił?
? Grunt, że chociaż napoił. Jutro do syna jedzie, a dziś smutki topi.
? Kobieto, co ciebie w zad ukąsiło? ? rozeźlił się Władek. ? Syn to co, jaki papież, czy co? Pchasz już tyle, że torba trzeszczy, a mnie jutro krzyż chyba wyskoczy, jak to przyjdzie mi taskać na PKS-u.
? Tobie wiecznie wszystkiego szkoda, dzieciom wieziesz, a nie obcym jakim.
Aniuta zasunęła zamek w torbie, choć z niemałym trudem jej to przyszło.
? Zaniosę to do chłodka[1], żeby nie pomarnowało się przez noc, bo rano nie będzie czasu na ładowanie ? powiedziawszy to, dźwignęła torbę, choć nie z małym wysiłkiem i poniosła za drzwi.
? Ufff! ? odetchnął Władek. Już myślał, że z tą butelką od Antka do wieczora będzie chodził. Szybko wyszedł z domu i wstawił między leżące porąbane drzewa, żeby rano, jak będzie na PKS szedł, zabrać po kryjomu.
W nocy jakoś ciężko mu się spało i odwracał się z boku na bok jakby jakie mary nocne go nawiedzały. Śnił o tym, że po jego powrocie, Antek na jego gospodarce osiadł i zrobił się w Zaścianku jak bambaryła[2] jaki. Zerwał się z łóżka i wyszedł na ganek, żeby zapalić papierosa i cybuchowym dymem złe sny odegnać.
Noc była gwieździsta i zapach maciejki rozchodził się wokół. Posmutniał, że musi wyjeżdżać, ale pocieszał się, że to nie emigracja na zagranicę żadna, tylko delegacja parodniowa.
Spojrzał tylko na księżyc i pogroził mu kułakiem, burcząc pod nosem przekleństwa, jakby to on był sprawcą jego złego spania.

Ranek był trochę chłodniejszy, więc Władek wyjął z szafy odświętny garnitur i wzuł pantofle.
? Oj Władek, ty teraz, jak taki ogolony i pachniuszczy[3] dziekałonem[4] to jak jaki sołtys, co to do rady gminnej stratuje ? Aniuta zachwycała się eleganckim wyglądem męża.
? Przestań! Toż w gościnę i do miasta nie pojadę w gumiakach i drelichowym odzieniu ? skwitował Władek, ale w głębi serca zrobiło mu się przyjemnie, że żona po tylu latach małżeństwa jeszcze zachwyca się jego widokiem. ? A jaką odzież na zmianę mnie włożyła? Bo nie będę paradował co dzień jak jaki minister.
? Włożyła, włożyła! ? Aniuta przestała już zachwycać się widokiem męża, który tymi słowami sprowadził ją z obłoków wspomnień. ? To może choć do PKS-u podwiodę[5]?
? Nie trzeba, nie trzeba! ? Władek machał ręką jakby odganiał od siebie natrętną muchę. Dobrze pamiętał, że ma jeszcze ukrytą przesyłkę i nie chciał, żeby żona dowiedziała się o podarku od Antka. ? Toż ja nie dzieciak, drogę znam.
Władek dźwignął pokaźną torbę i na chwilę przykucnął z wysiłku.
? Co ty tam napakowała? Parszuka całego, czy co? ? Władek aż pobielał ze złości.
? Parszuka sruka! Trochę parszuka i parę kurek, słoiki z ogórkami i warzywa trochę, bo u nich wszystko trzeba za pieniędzy kupować ? odpowiedziała rozeźlona Aniuta.
? A u nas to niby samo rośnie? Nie trzeba nawozów kupować, nie trzeba obrabiać, tak?!
? Idź już! Idź, bo PKS nie taksówka, czekać nie będzie ? żona wypychała Władka z domu, który pomimo wysiłku, dźwignął torbę. ? A nie zapomnij napomnieć jego, żeby z Dorotko się podzielił, bo to siostra jego, a nie jaka obca baba.
? Dobra, dobra! Czort podkusił, że zgodził się na taką delegację ? mruczał Władek pod nosem i skierował się w kierunku stodoły.
Aniuta stała w progu i zastanawiała się co on robi, bo w przeciwną stronę ruszył.
? Władek, ty zdurniał?! Czy już mozgi[6] odpił?! Toż ty w drugim kierunku idziesz!!!
? Ja wiem, gdzie idę! ? odkrzyknął. ? Nie chcem kogo na ulicy spotkać i czasu marnotrawić do PKS-a, to za stodołami pójdę.
? Kobieto, schowaj się już do chaty, bo zaraz do drzewa dolezę, a jak wytłumaczę, że polana przewracam ? modlił się w duszy.
? Całe buty zakurzysz i kostiuma[7]! ? nadal krzyczała za nim.
Władek nie zwracając uwagi na krzyki, człapał dalej. Doszedł już do usypanej kupy z porąbanych polan i nijak nie mógł wymyślić sposobu na wyciągnięcie Antkowego podarku.
Nagle przykucnął przy skrytce i zaczął coś gmerać.
? Władek co tobie? Zasłabł, czy co? ? Aniuta przestraszyła się nie na żarty. Sądziła, że przesadziła z ładunkiem i Władkowi ręce odmówili posłuszeństwa. Już zeszła na pierwszy schodek, kiedy w jej kierunku odwrócił się mąż.
? Nic mnie nie jest! ? krzyknął. ? Sznurówka się poluzowała i muszę zawiązać ? odkrzyknął i udawał, że zawiązuje buta.
? Oj! Chwała Bogu! Bo już myślała, że co złego się stało!
W tym momencie odezwał się gwizdek czajnika z kuchni. Aniuta zawróciła na pięcie i pognała do domu.
Władek westchnął ciężko i jakby kto gonił czarta świeconą wodą wyciągnął litrową butelkę z bursztynową zawartością i szybko schował pod marynarkę jak największy skarb .
Westchnął, podnosząc cieżką torbę i ruszył w kierunku przystanku PKS.
Całe szczęście, że po drodze nie spotkał nikogo znajomego i zdyszany dotarł na przystanek. Nie czekał zbyt długo, bo za chwilę na szosie pomiędzy polami PGR a lasem ukazał się nos autobusu.
Zatrzymał się bez oporu, a nie tak jak kiedyś, gdy kierowca widząc gromadkę ludzi czekających na kurs PKS-u, zatrzymywał się ze 100-200 metrów za przystankiem, aby wysadzić rozeźlonych pasażerów, którzy nie chcieli na piechotę wracać około kilometra od następnego przystanku.
Władek z największym trudem wtaszczył torbę na schodki autobusu, a kierowca wściekłym wzrokiem spojrzał na jedynego pasażera.
Autobus był prawie pusty, bo w końcu był to środek lata, więc podróżnych było niewielu.
? Połówkę do Białegostoku proszę ? powiedział grzecznie Władek.
? Panie, a za walizkę kto zapłaci?! ? odburknął kierowca.
? Niech nie będzie taki mądry! Jaka to waliza?! To bagaż najzwyklejszy, chyba mogę taki ze sobą taskać? ? nie dawał za wygraną Władek.
? Może, może, ale przepisy jasno mówią, jakie wymiary ma bagaż podręczny ? dalej oponował kierowca.
? Panie kochany ? ściszył głos Władek ? do syna jadę, trochę tego i tamtego baba naładowała, to i wypchane takie się zdaje. Żeb nie było pana krzywdy kupię normalny bilet, a mnie da ulgowy. Może być?
Władek uśmiechnął się szelmowsko jak do jakiej młódki, a w środku trząsł się jak dobrze zrobiona galareta.
? Dobrze panie, niech i tak będzie, 9 złotych ? powiedział kierowca, postukał palcami po klawiszach i wyszedł papierek cienki jak świński sik.
Władek wziął bilet z uśmiechem na twarzy, ale jak tylko usadowił się na fotelu, a torbisko postawił koło drugiego siedzenia, spojrzał na bibułkowy paragon, na którym widniała cena za kurs i ilość kilometrów.
"Cena za kurs: 3.12 złotych + 22% vat, razem = 4 złote, 42 kilometry".
? Oż ty psi synu jeden! ? i wiele innych niecenzuralnych słów przemknęło przez głowę Władka.
Po niecałej godzinie Władek był już na dworcu PKS w Białymstoku. Harmider i ruch panował tu wielki. Autobusy i samochody jeździły w tę i we w tę. Przez megafony na stanowiskach co chwilę było słychać zapowiedź jakiegoś kursu.
? Ot, z tego Białegostoku taka metropolia powstała ? pomyślał. ? Ostatnimi czasy, jak ja był, to takiego harmidru tu nie było.
Władek trochę pogubił się w tej aglomeracji, choć dobrze pamiętał, jak ma dojść na przystanek MPK i w jaki autobus wsiąść, żeby do syna pod sam blok zajechać, ale wolał nie ryzykować i potaskał torbę na pobliski postój Taxi.
Podszedł do samochodu, a tu ku jego zdziwieniu kierowca wyskoczył jak lokaj i zaraz za torbę chwyta. Władek przeraził się trochę, ale ten uspokajał go, że do bagażnika postawi i wygodniej mu będzie. Władek z niechęcią oddał torbę. Kierowca z uśmiechem na twarzy wziął za bagaż, ale kiedy chciał podnieść do góry, usta wykrzywiły mu się w drugą stronę i Władek poczuł jakiś dziwny zapach, choć jakiś znajomy.
Wspomniał tedy, jak to on letniczkę Klarę odbierał z dworca i jej kufry na wóz ładował, aż piardnął z wysiłku.
Władek tylko uśmiechnął się i jak panisko wsiadł do samochodu.
Nie rozmawiali za wiele po drodze, Władek nie miał ochoty, bo zapatrzony był na krajobraz i mijające go samochody, bo u nich w Zaścianku to kilka na godzinę przejeżdżało, a i tak wiadomo czyje to były. A kierowca chyba zawstydził się tym, że był postawny człowiek, a z taką torbą miał tyle problemów, żeby wsadzić ją do bagażnika.
Po paru minutach Władek znalazł się pod podanym adresem. Niewiele się zmieniło od ich ostatniej wizyty z Aniutą, jak tylko ich syn z rodziną przeprowadzili się do bloku.
Władek uregulował należność i sam wytaskał bagaż, żeby po raz wtóry nie zawstydzać kierowcy, a i on nie kwapił się zbytnio do pomocy.
Dzieciaki pod blokiem biegały jak spuszczone ze smyczy psy. Darły się i przekrzykiwały nawzajem.
Władek  zatęsknił za Zaściankiem i ciszą, no ale skoro przyjechał, to musiał zaakceptować panujące tu obyczaje.
Wszedł do klatki schodowej i z trudem pokonywał stopnie pnące się do piętra, na którym mieszkał Marek. W końcu lekko zdyszany stanął pod drzwiami z numerem 25 i zapukał dwa razy.
Usłyszał chrzęst naciskanej klamki i w jego oczach ukazała się sylwetka wysokiego mężczyzny.
Szczupły i króciutko ścięty, ale pomimo wszystko gdzieniegdzie widać było siwiznę, połyskującą miedzy ciemnymi włosami.
? Co za niespodzianka! Tato! Wchodź proszę! ? Marek zapraszał do domu.
Władek przeszedł próg drzwi i stanął jak zamurowany. Mało co nie puścił torby z ręki.
? Marek, ty co?! Wilka w domu hodujesz?! ? zapytał zaskoczony, kiedy zza pleców syna wyskoczyło coś wielkiego i białego. W pierwszej chwili wyglądał jak biały wilk.
? Fox! Spokój! ? Marek skarcił psa, ten niechętnie wycofał się, ale bacznie obserwował nowo przybyłego. ? Ha, ha, nie tato, to mieszaniec husky i wilka, no i wyrosła taka bestia ?
wytłumaczył syn. Fox nieufnie przyglądał się nowemu gościowi, ale z każdą chwilą coraz bardziej ufał i starał się poznać bliżej, obwąchując z każdej możliwej strony.
? No, psa masz pięknego ? przyznał Władek ? postawny i jak wilk wygląda. Ja sam psa nie mam, ale w sumie mnie on niepotrzebny. Po sąsiedzku pies i suka, jak ten rwie łańcuchy do niej, to i po moim obejściu polata, tak że jaki nieproszony gość może tęgo się pomylić.
? Tak tato, ale zawsze pies to pies... ? nie skończył zdania, kiedy z pokoju wyszła synowa Anna.
? Dzień dobry tato ? powiedziała i podeszła się przywitać.
? Dzień dobry Aniuta ? odezwał się Władek. Synowa była imienniczką jego ślubnej, tak że jemu nie sprawiało to żadnej różnicy. ? Widzę, że poprawiła się. Musi w końcu jeść zaczęłaś, bo jak z zagranicy wróciłaś, to wyglądałaś jak śmierć na chorągwi.
? Tak, tak, jak się siedzi na zadzie i dziecka pilnuje to i poprawiła się ? skwitował syn.
Anna skrzywiła się jakby kto jej na język nadepnął i powiedziała: ? Niech tato przechodzi do pokoju, nie stoi tak w korytarzu.
? Już córcia idę, już tylko pantofli zzuję.
? Tato przestanie, nawet niesprzątane ? protestowała Anna.
? Oj, ja by chciał zdjąć te kajdany, bo ja nie przywykł do takich tufli[8] ? skrzywił się Władek i nie mógł się doczekać, kiedy je zrzuci.
Władek przekazał torbę synowi, wszedł do pokoju i wygodnie usadowił się w fotelu, a za chwilę odezwał się jakby był u siebie w Zaścianku.
? Matka dała wam mięso i jakieś warzywo, ale prosiła żeby z Dorotą się podzielili.
? Dobrze tato, zadzwonię do szwagierki i niech przyjeżdża, bo ja jej wozić nie będę ? powiedziała Anna, wychyliwszy się z kuchni i po chwili w niej znikając.
? A dzieci gdzie? Nie ma w domu? ? zapytał  Władek.
? Niedługo powinny być ? odezwała się gospodyni z kuchni ? w domu nie usiedzą.
? No patrzę, że wasze pałacy blasku nabierajo, sufit pobielony i ściany papierem poklejone. Ładnie, ładnie ? pokiwał głową Władek, rozglądając się po pokoju ? tylko te wasze okna jakieś komedne[9], zawsze myślę, że ja na jakim statku podwodnym. Na boki nie popatrzysz, a tylko do góry.
? Oj tato! ? powiedział Marek. ? Takie dali, to takie wzięliśmy, nie było czasu na marudzenie.
Władek tylko pokiwał głową i machną ręką na odczepnego.
Fox na ten gest podniósł łeb i spojrzał na Władka, ale za chwilę ponownie wyłożył się na podłodze i zamknął oczy.
? Oho! To chyba nie od mamy prezent? ? powiedziała Anna i wychyliła się z kuchni, trzymając w ręku wielką, szklaną butlę o bursztynowym kolorze.
? Oj! Zapomniał ja! ? Władek wstał pospiesznie z fotela i podszedł do synowej, żeby zabrać Antkowy podarek, bo nie wiadomo, co babom do łba strzeli i taki skarb mogą zmarnować. Kiedy wziął butelkę w ręce, wiedział, że nic już złego stać się nie może: ? Widzisz Marku, to prezent od chrzestnego. To nie byle berbelucha[10], tylko jak to mówi Antek: ? Limitowa edycja i spust ?Ducha Boru??, tak to nazywa, a skąd on takie mądre słowa zna, tego ja nie wiem, a i nie wiem co to oznacza.
Władek postawił butelkę na stole, a wpadające przez dachowe okno promienie słońca, utworzyły piękną tęczę na ścianie.
? To jak pryzmat działa. Jakie śliczne kolory na ścianie.
Aż żona wyjrzała z kuchni w obawie, czy to już samogon zadziałał, czy może coś jej mężowi uroiło się.
Jednak zobaczywszy to samo, tylko przytaknęła.
Władek spojrzał na syna i podrapał się w głowę.
? Czy i ty zdurniał? Jaka pryzma? Przecież pryzmę to na zimę koło chaty się usypuje.
? Hahaha ? zaśmiał się Marek. ? Pryzmat tato, pryzmat! To takie szkło, co to normalne światło zamienia na kolorowe, jak tęcza.
Syn tłumaczył najprościej jak umiał.
? ?Limitowana edycja?, to takie coś, że tego jest tylko parę sztuk i bardzo drogo kosztuje, toteż nie każdy może takie coś mieć ? wyjaśniał nadal.
? Teraz to i ja oświecony, no to Antek faktycznie tobie podarek sprawił ? Władek uśmiechnął się, że rozjaśniło mu się w głowie i że teraz będzie znał dwa nowe słowa. Żeb znowu jakiej głupoty nie palnąć, bo to przy tych miastowych to prawda, że lepiej słuchać niż chalapę rozdziawiać.
? Tato, może kawę zrobić, czy herbatę? ? zapytał syn.
? Nie, nie trzeba ? protestował ? może tylko szklankę wody ja by prosił, bo spiekota się zaczyna, a i u was tu jakoś duszno, choć te lufty w dachu pootwierane.
Marek poszedł do kuchni nalać wody. Fox stanął na równe łapy i potruchtał do drzwi wejściowych.
? Dobry pies, musi cudzego wyczuł, jak tak do drzwi poszedł ? skomentował Władek.
Wtedy otworzyły się drzwi i do domu weszła dziewczyna z chłopakiem.                                       


___________________
[1] chłodek ? chłodne pomieszczenie
[2] bambaryła ? gwarowo na Podlasiu: bogacz
[3] pachniuszczy ? pachnący
[4] dziekałon ? z j. rosyjskiego: perfumy, woda kolońska
[5] podwiodę ? podprowadzę.
[6] mozgi ? na Podlasiu gwarowo: mózg, rozum
[7] kostium ? garnitur
[8] tufli ? z j. rosyjskiego: pantofli
[9] komedne ? śmieszne
[10] berbelucha ? samogon

 

 

 

{jcomments on}
(0 - głosowań)

Dodaj komentarz

Twoje imię:
Tytuł:
Komentarz: