Marek Leszczyński
|
wtorek, 13, kwiecień 2010 15:47
Jak Władek pojechał do syna i trafił na ?ścieżkę zdrowia? odc.3
? O! Dzień dobry dziadku! ? powiedziała blondynka. Podeszła i cmoknęła go w policzek. Władkowi zrobiło się przyjemnie, że wnuczka, pomimo już kobiecych kształtów, ma szacunek do starszych.
? Oj Patrycja! Nie całuj starego dziada, to dla młodych zostaw, mnie starczy dzień dobry.
Patrycja była wysoką dziewczyną o blond włosach aż za ramiona.
? Oj Patrycja! Nie całuj starego dziada, to dla młodych zostaw, mnie starczy dzień dobry.
Patrycja była wysoką dziewczyną o blond włosach aż za ramiona.
Uśmiechnęła się tylko z żartu dziadka i poszła do kuchni.
Za nią wszedł wnuk Krystian, też wysoki jak na swój wiek, ale szczupły na Władka oko za bardzo. Rzekł tylko sucho:
? Dzień dobry ? i zawrócił na pięcie, by wrócić do swojego pokoju.
? Może podałbyś łaskawie dziadkowi rękę na przywitanie!? ? groźnie spojrzał na syna Marek.
Krystian niechętnie, aczkolwiek posłusznie, odwrócił się i podał rękę Władkowi.
? Dzień dobry Krystian ? odpowiedział Władek i podał mu spracowaną dłoń. ? Czego się czepiasz dzieciaka? Ty taki kulturny był za baszmałyka[1]? ? strofował go Władek.
Wnuczek odwrócił się i coś burczał pod nosem, odchodząc do pokoju. Marek udał, że tego nie widzi i podrapał się w czoło, żeby nie wybuchnąć złością.
? Doczekał się ty potomstwa. A czym wy ich tu żywicie? Drożdżami, czy jako osypko[2], że tak porośli? ? Władek próbował zmienić temat, bo zauważył zażenowanie syna.
Wówczas z kuchni wyszła Patrycja, przeżuwając kęs, a resztę kanapki trzymała w dłoni.
? Tato, oni jedzą tylko oczami, ale słodycze i inne pierdoły zjadają jak głodomory i dojadają kanapkami ? odpowiedziała Anna.
? Może by tak już wyszła z tej kuchni i posiedziała z nami?
? Zaraz tato, zaraz, tylko obiad przygotuję, bo chyba nie będziecie pić tego pod wodę?
? Nie, skądże! ? oponował Władek. ? Przecie to byłaby kalumnia dla warsztatu Antka, żeb taki specyfik samo wodo zapijać, choć byli takie, co zapijać nie chcieli wcale, ale kiepsko kończyli zazwyczaj ? zaśmiał się tajemniczo.
? Może z psem byś wyszedł? Bo kręci się po domu ? powiedziała Anna.
? Może któreś z dzieci by wyszło? Przecież gościa mamy w domu ? skwitował Marek.
Naraz z drugiego pokoju odezwał się chórek.
? Ja zraz do Wasilkowa na osiemnastkę jadę! ? krzyczała Patrycja.
? Ja do babci jadę! ? wtórował jej Krystian.
? No i masz, zawsze nie ma komu, ale do zabawy wszyscy lgną jak muchy do gówna ? zeźlił się Marek.
? To i ja może świeżości zażyję i przejdę się z tobą, tylko niech mnie Aniuta te odzienie da, co moja przyszykowała na zamianę, bo ja nie minister i tak świątecznie nie muszę paradować.
Anna przyniosła zawinięte w torebkę foliową rzeczy i podała Władkowi.
Po minucie z łazienki było słychać tylko bluźnierstwa.
? A żeb jo grom jasny spalił, a żeb ona końca czekała i nie wiedziała kiedy on nadejdzie ? Władek przeklinał tak siarczyście, że wszyscy domownicy stanęli w bezruchu, a Fox podniósł się zdziwiony. Pierwszy do drzwi łazienki podszedł syn.
? Tato, coś się stało? ? zapytał zdziwiony i lekko przestraszony.
Władek wyszedł z łazienki w tym samy ubraniu, w którym przyjechał, a pakunek trzymał w ręku.
? Patrzaj, co ta durnowata baba mnie na podróż spakowała! ? mówiąc to, w dwóch rękach trzymał ubrania. ? Jedną koszulę na zmianę i marynarkę od letnika[3]. Żeb ja wiedział, że ona taka durnowata, to sam by sobie odzienie spakował, ot czort podkusił przed wyjazdem w torbę nie zajrzeć.
Władek spąsowiał ze złości.
? Tato nie martw się, znajdę ci coś na przebranie ? powiedział syn.
Władek popatrzył na niego z ukosa.
? Tylko ty mnie w swoje teksasy[4] nie odziewaj, bo ja nie przywykł w takich sztywnych drelichach chodzić ? naindyczył się ojciec.
? Hahaha, już nie produkują tego, hahaha! ? śmiał się syn.
? Tobie co tak wesoło jakby kto w kieszeń narobił i jeszcze obiecał? Z ojca rodzonego chcesz pośmiewisko robić?
? Tato, dam ci spodnie od dresów i koszulkę, będzie luźno i nowocześnie ? uspokajał go Marek.
? Ty mnie nowoczesności nie nauczaj! To, że ja ze wsi do miasta zjechał, to nie znaczy, że ja ciemny jak tabaka w rogu.
Marek zaczął szperać w szafce regału stojącego w przedpokoju i wyrzucać spodnie i koszulki.
? No mam! ? powiedział triumfalnie, podając ojcu czarne, bawełniane spodnie i beżową koszulkę z krótkim rękawem.
Władek spojrzał na to jak na szalone ryby w rzece, co to zwiastowali ?Apokalipsę Antkową?, a okazali się tylko nieudanym spustem wylanym do rzeki.
? Czy ty rozum postradał[5]?! Jak ja mam w tym wyjść na dwór? Czy ja jaki młodzieniaszek? ? Władek wzdrygał się przed ubraniem jak diabeł przed święconą wodą.
Anna, słysząc tę ożywioną dyskusję, też wyszła z kuchni.
? Tato, teraz wszyscy tak chodzą, nikt nie patrzy, czy ktoś jest starszy, czy nie. Takie czasy nastały ? tłumaczyła teściowi Anna.
Władek popatrzył ze zdziwieniem na podawane mu przez syna rzeczy, ale w końcu wziął, bo w sumie nie miał innego wyjścia, poza wyborem chodzenia w garniturze.
Poszedł do łazienki, zamknął za sobą drzwi i mruknął cicho pod nosem: ?Dobrze, że choć nikt z Zaścianka mnie tak nie zobaczy, bo chyba przez miesiąc też jak Bronek Olchowik chodziłby poza stodołami, żeb nikomu w oczy nie patrzeć".
Po minucie wyszedł z łazienki, ale jakiś taki nieswój. Dziwnie się czuł w ubraniu od syna. Nawet dzieci z ciekawości wyjrzały zza drzwi swojego pokoju.
Władek stał jak strach na wróble i nie wiedział sam, czy to sen tylko, czy jakaś szopka odgrywana jego kosztem.
? Dziadek!!! Fiuuuu ? zagwizdała Patrycja i uśmiechnęła się szczerze ? jesteś teraz spox[6]!
Władek znieruchomiał i jakby jęzora w gębie zapomniał, wybałuszył tylko ślepia i nie wiedział, co powiedzieć.
Krystian tylko zachichotał cicho i zakrył usta dłonią. Władkowi zrobiło się nieprzyjemnie, bo nie wiedział, jak to odebrać, ale z pomocą przyszedł Marek.
? Tato, to znaczy, że dobrze wyglądasz, tak młodzieżowo.
? Ufff ? odetchnął Władek ? bo ja już myślał, że wyszedł jak jaka czerepacha[7]. No, ale do tego tufli to chyba nijak nie pasujo? ? zasmucił się
? Zaraz coś znajdziemy ? powiedział syn i zaczął grzebać między butami. ? Mam! Te adidasy powinny pasować.
Podał ojcu parę butów z materiału. Władek niechętnie wziął je do ręki, ale pomału wsunął w nie stopy.
Były zbyt duże, ale wolał takie niż za ciasne, żeb palce pod stopy kulić.
Już mieli wychodzić z Foxem, który niecierpliwił się bardzo. To siadał na zadzie, to latał dookoła nich jakby go giez ukąsił w ogon, kiedy Władek władczym tonem rzekł:
? Poczekaj moment!
Wszyscy zamarli na chwilę w bezruchu jakby miało się coś zdarzyć. Ojciec podszedł do ubrania, które Anna podczas jego wizyty w łazience powiesiła na wieszaku i wyjął portfel. Poszperał w nim trochę i powiedział.
? Patrycja, Krystian! Podejdźcie tu do mnie.
Dzieciaki trochę zdziwione tym poleceniem posłusznie wysunęły się z pokoju. Władek dalej kontynuował swoja przemowę.
? Jako, że ja rzadko do was witam, a wy zara idziecie gdzie na swoje szwendy[8], to ja chciałby dać wam co na rozpustę ? powiedziawszy to, wyjął z portfela dwa banknoty i wręczył je Patrycji i Krystianowi.
Dzieciaki aż uśmiechnęły się. Każde z nich otrzymało po papierku na którym widniał nominał 100 złotych.
? Dziękuję dziadku! ? krzyknęła Patrycja i rzuciwszy się na szyję, ucałowała go w policzek. Władek był mile zaskoczony taką reakcją.
Krystian, zachowując dystans, podał tylko rękę i uśmiechając się, powiedział:
? Bardzo dziękuję dziadku.
? No, dzieci masz bardzo kulturalne i wiedzą, jak się zachować. Pielęgnuj ich tak dalej, a i plon obfity na stare lata zbierzesz ? powiedziawszy to, schował portfel w kieszeń.
W końcu mogli wyjść.
Fox ciągnął jak szalony. Władek pomyślał, że może jaką zwierzynę wytropił.
? Oj nadał się by on do zaprzęgu zimą, tylko że teraz zima jak piardnięcie ? ani mrozu, a o śniegu nie wspominając. Jak ta zaraza, co w ziemię powłaziła ma wyzdychać?
Marek nic nie odpowiedział zajęty odciąganiem psa od czegoś, co Fox znalazł na trawniku.
Doszli w końcu do sklepu na górce. Z pobliskich krzaków było słychać jakieś bełkotliwe głosy.
? No, w tawernie chyba ktoś jest? ? zagadnął Marek.
Władek na początek nie zrozumiał, co syn mówił i skwitował.
? Jakiej tawernie? Toż tu żadnej gospody ani baru nie widać?
- Hahahaha, tato to te drzewa, co rosną przy płocie, to nasze ?krzaczory? , ja nazywam to tawerna.
? Chyba że, bo ja już myślał, że ty ze mnie jakiego obucha[9] robisz.
Fox rwał pod sklep jakby tam na niego jaka suka czekała. Władek dziwnie czuł się w tym nowym stroju od syna, ale zauważył, że miastowe to prawie wszystkie tak się ubierają i zaczął się przyzwyczajać.
Marek zauważył, że w krzakach stoi Serdelek i Leon Biznesmen, ale ich stan wskazywał, że wlali już w siebie trochę, bo Leon jedną rękę opierał na drzewie, żeby pion trzymać. Machnął im tylko ręką na przywitanie. Odpowiedzieli mu takim samym gestem, tylko trochę mniej pewnym jakby łapali równowagę.
? To sąsiady twoje? ? zapytał ojciec.
? Nie, koledzy ? odpowiedział syn i zarzucał smycz na płot obok sklepu.
? Daj, ja potrzymam, a ty idź do sklepu i kup jaką wodę, bo ta wasza z kranu jakoś mnie nie podchodzi, a nie chciałby w nocy, jak pić się zachce, szwendać[10] się po mieszkaniu i stukać garnkami.
?Dobrze tato. Gazowaną czy zwykłą? ? zapytał.
Za nią wszedł wnuk Krystian, też wysoki jak na swój wiek, ale szczupły na Władka oko za bardzo. Rzekł tylko sucho:
? Dzień dobry ? i zawrócił na pięcie, by wrócić do swojego pokoju.
? Może podałbyś łaskawie dziadkowi rękę na przywitanie!? ? groźnie spojrzał na syna Marek.
Krystian niechętnie, aczkolwiek posłusznie, odwrócił się i podał rękę Władkowi.
? Dzień dobry Krystian ? odpowiedział Władek i podał mu spracowaną dłoń. ? Czego się czepiasz dzieciaka? Ty taki kulturny był za baszmałyka[1]? ? strofował go Władek.
Wnuczek odwrócił się i coś burczał pod nosem, odchodząc do pokoju. Marek udał, że tego nie widzi i podrapał się w czoło, żeby nie wybuchnąć złością.
? Doczekał się ty potomstwa. A czym wy ich tu żywicie? Drożdżami, czy jako osypko[2], że tak porośli? ? Władek próbował zmienić temat, bo zauważył zażenowanie syna.
Wówczas z kuchni wyszła Patrycja, przeżuwając kęs, a resztę kanapki trzymała w dłoni.
? Tato, oni jedzą tylko oczami, ale słodycze i inne pierdoły zjadają jak głodomory i dojadają kanapkami ? odpowiedziała Anna.
? Może by tak już wyszła z tej kuchni i posiedziała z nami?
? Zaraz tato, zaraz, tylko obiad przygotuję, bo chyba nie będziecie pić tego pod wodę?
? Nie, skądże! ? oponował Władek. ? Przecie to byłaby kalumnia dla warsztatu Antka, żeb taki specyfik samo wodo zapijać, choć byli takie, co zapijać nie chcieli wcale, ale kiepsko kończyli zazwyczaj ? zaśmiał się tajemniczo.
? Może z psem byś wyszedł? Bo kręci się po domu ? powiedziała Anna.
? Może któreś z dzieci by wyszło? Przecież gościa mamy w domu ? skwitował Marek.
Naraz z drugiego pokoju odezwał się chórek.
? Ja zraz do Wasilkowa na osiemnastkę jadę! ? krzyczała Patrycja.
? Ja do babci jadę! ? wtórował jej Krystian.
? No i masz, zawsze nie ma komu, ale do zabawy wszyscy lgną jak muchy do gówna ? zeźlił się Marek.
? To i ja może świeżości zażyję i przejdę się z tobą, tylko niech mnie Aniuta te odzienie da, co moja przyszykowała na zamianę, bo ja nie minister i tak świątecznie nie muszę paradować.
Anna przyniosła zawinięte w torebkę foliową rzeczy i podała Władkowi.
Po minucie z łazienki było słychać tylko bluźnierstwa.
? A żeb jo grom jasny spalił, a żeb ona końca czekała i nie wiedziała kiedy on nadejdzie ? Władek przeklinał tak siarczyście, że wszyscy domownicy stanęli w bezruchu, a Fox podniósł się zdziwiony. Pierwszy do drzwi łazienki podszedł syn.
? Tato, coś się stało? ? zapytał zdziwiony i lekko przestraszony.
Władek wyszedł z łazienki w tym samy ubraniu, w którym przyjechał, a pakunek trzymał w ręku.
? Patrzaj, co ta durnowata baba mnie na podróż spakowała! ? mówiąc to, w dwóch rękach trzymał ubrania. ? Jedną koszulę na zmianę i marynarkę od letnika[3]. Żeb ja wiedział, że ona taka durnowata, to sam by sobie odzienie spakował, ot czort podkusił przed wyjazdem w torbę nie zajrzeć.
Władek spąsowiał ze złości.
? Tato nie martw się, znajdę ci coś na przebranie ? powiedział syn.
Władek popatrzył na niego z ukosa.
? Tylko ty mnie w swoje teksasy[4] nie odziewaj, bo ja nie przywykł w takich sztywnych drelichach chodzić ? naindyczył się ojciec.
? Hahaha, już nie produkują tego, hahaha! ? śmiał się syn.
? Tobie co tak wesoło jakby kto w kieszeń narobił i jeszcze obiecał? Z ojca rodzonego chcesz pośmiewisko robić?
? Tato, dam ci spodnie od dresów i koszulkę, będzie luźno i nowocześnie ? uspokajał go Marek.
? Ty mnie nowoczesności nie nauczaj! To, że ja ze wsi do miasta zjechał, to nie znaczy, że ja ciemny jak tabaka w rogu.
Marek zaczął szperać w szafce regału stojącego w przedpokoju i wyrzucać spodnie i koszulki.
? No mam! ? powiedział triumfalnie, podając ojcu czarne, bawełniane spodnie i beżową koszulkę z krótkim rękawem.
Władek spojrzał na to jak na szalone ryby w rzece, co to zwiastowali ?Apokalipsę Antkową?, a okazali się tylko nieudanym spustem wylanym do rzeki.
? Czy ty rozum postradał[5]?! Jak ja mam w tym wyjść na dwór? Czy ja jaki młodzieniaszek? ? Władek wzdrygał się przed ubraniem jak diabeł przed święconą wodą.
Anna, słysząc tę ożywioną dyskusję, też wyszła z kuchni.
? Tato, teraz wszyscy tak chodzą, nikt nie patrzy, czy ktoś jest starszy, czy nie. Takie czasy nastały ? tłumaczyła teściowi Anna.
Władek popatrzył ze zdziwieniem na podawane mu przez syna rzeczy, ale w końcu wziął, bo w sumie nie miał innego wyjścia, poza wyborem chodzenia w garniturze.
Poszedł do łazienki, zamknął za sobą drzwi i mruknął cicho pod nosem: ?Dobrze, że choć nikt z Zaścianka mnie tak nie zobaczy, bo chyba przez miesiąc też jak Bronek Olchowik chodziłby poza stodołami, żeb nikomu w oczy nie patrzeć".
Po minucie wyszedł z łazienki, ale jakiś taki nieswój. Dziwnie się czuł w ubraniu od syna. Nawet dzieci z ciekawości wyjrzały zza drzwi swojego pokoju.
Władek stał jak strach na wróble i nie wiedział sam, czy to sen tylko, czy jakaś szopka odgrywana jego kosztem.
? Dziadek!!! Fiuuuu ? zagwizdała Patrycja i uśmiechnęła się szczerze ? jesteś teraz spox[6]!
Władek znieruchomiał i jakby jęzora w gębie zapomniał, wybałuszył tylko ślepia i nie wiedział, co powiedzieć.
Krystian tylko zachichotał cicho i zakrył usta dłonią. Władkowi zrobiło się nieprzyjemnie, bo nie wiedział, jak to odebrać, ale z pomocą przyszedł Marek.
? Tato, to znaczy, że dobrze wyglądasz, tak młodzieżowo.
? Ufff ? odetchnął Władek ? bo ja już myślał, że wyszedł jak jaka czerepacha[7]. No, ale do tego tufli to chyba nijak nie pasujo? ? zasmucił się
? Zaraz coś znajdziemy ? powiedział syn i zaczął grzebać między butami. ? Mam! Te adidasy powinny pasować.
Podał ojcu parę butów z materiału. Władek niechętnie wziął je do ręki, ale pomału wsunął w nie stopy.
Były zbyt duże, ale wolał takie niż za ciasne, żeb palce pod stopy kulić.
Już mieli wychodzić z Foxem, który niecierpliwił się bardzo. To siadał na zadzie, to latał dookoła nich jakby go giez ukąsił w ogon, kiedy Władek władczym tonem rzekł:
? Poczekaj moment!
Wszyscy zamarli na chwilę w bezruchu jakby miało się coś zdarzyć. Ojciec podszedł do ubrania, które Anna podczas jego wizyty w łazience powiesiła na wieszaku i wyjął portfel. Poszperał w nim trochę i powiedział.
? Patrycja, Krystian! Podejdźcie tu do mnie.
Dzieciaki trochę zdziwione tym poleceniem posłusznie wysunęły się z pokoju. Władek dalej kontynuował swoja przemowę.
? Jako, że ja rzadko do was witam, a wy zara idziecie gdzie na swoje szwendy[8], to ja chciałby dać wam co na rozpustę ? powiedziawszy to, wyjął z portfela dwa banknoty i wręczył je Patrycji i Krystianowi.
Dzieciaki aż uśmiechnęły się. Każde z nich otrzymało po papierku na którym widniał nominał 100 złotych.
? Dziękuję dziadku! ? krzyknęła Patrycja i rzuciwszy się na szyję, ucałowała go w policzek. Władek był mile zaskoczony taką reakcją.
Krystian, zachowując dystans, podał tylko rękę i uśmiechając się, powiedział:
? Bardzo dziękuję dziadku.
? No, dzieci masz bardzo kulturalne i wiedzą, jak się zachować. Pielęgnuj ich tak dalej, a i plon obfity na stare lata zbierzesz ? powiedziawszy to, schował portfel w kieszeń.
W końcu mogli wyjść.
Fox ciągnął jak szalony. Władek pomyślał, że może jaką zwierzynę wytropił.
? Oj nadał się by on do zaprzęgu zimą, tylko że teraz zima jak piardnięcie ? ani mrozu, a o śniegu nie wspominając. Jak ta zaraza, co w ziemię powłaziła ma wyzdychać?
Marek nic nie odpowiedział zajęty odciąganiem psa od czegoś, co Fox znalazł na trawniku.
Doszli w końcu do sklepu na górce. Z pobliskich krzaków było słychać jakieś bełkotliwe głosy.
? No, w tawernie chyba ktoś jest? ? zagadnął Marek.
Władek na początek nie zrozumiał, co syn mówił i skwitował.
? Jakiej tawernie? Toż tu żadnej gospody ani baru nie widać?
- Hahahaha, tato to te drzewa, co rosną przy płocie, to nasze ?krzaczory? , ja nazywam to tawerna.
? Chyba że, bo ja już myślał, że ty ze mnie jakiego obucha[9] robisz.
Fox rwał pod sklep jakby tam na niego jaka suka czekała. Władek dziwnie czuł się w tym nowym stroju od syna, ale zauważył, że miastowe to prawie wszystkie tak się ubierają i zaczął się przyzwyczajać.
Marek zauważył, że w krzakach stoi Serdelek i Leon Biznesmen, ale ich stan wskazywał, że wlali już w siebie trochę, bo Leon jedną rękę opierał na drzewie, żeby pion trzymać. Machnął im tylko ręką na przywitanie. Odpowiedzieli mu takim samym gestem, tylko trochę mniej pewnym jakby łapali równowagę.
? To sąsiady twoje? ? zapytał ojciec.
? Nie, koledzy ? odpowiedział syn i zarzucał smycz na płot obok sklepu.
? Daj, ja potrzymam, a ty idź do sklepu i kup jaką wodę, bo ta wasza z kranu jakoś mnie nie podchodzi, a nie chciałby w nocy, jak pić się zachce, szwendać[10] się po mieszkaniu i stukać garnkami.
?Dobrze tato. Gazowaną czy zwykłą? ? zapytał.
___________________________________
[1] baszmałyk ? żartobliwie w gwarze na Podlasiu: małe dziecko
[2] osypko ? śruta zbożowa do karmienia trzody chlewnej i bydła
[3] letnik ? (gw.) sportowa marynarka na lato
[4] teksasy ? spodnie wykonane z bardzo trwałego materiału przypominającego jeans, popularne w latach 70-80 XX w.
[5] postradał ? (gw.) stracił
[6] spox ? fajnie, wystrzałowo
[7] czerepacha ? (gw.) coś strasznie brzydkiego, wzbudzającego śmiech
[8] szwendy ? (gw.) wyjście z domu
[9] obuch ? (gw.) tępak, dureń
[10] szwendać ? (gw.) łazić
{jcomments on}
Please wait...