Subskrypcja

Wpisz swój e-mail, a będziemy Cię informować o najnowszych wydarzeniach na Zaszafie.pl!

Nasza klasa

Marek Leszczyński | sobota, 20, marzec 2010 10:05

Antkowy biznes

 

? Władek, trzeba bydlęta oporządzić! A ty tylko pleciesz te kacapoły na okrętkę! Państwu może już obrzydło wysłuchiwanie!
To moja ślubna Aniuta halape rozdarła, bo zdzierżyć nie może, że ja porozmawiać chcę o rzeczach, do których baby wtrącać się nie powinny.

 

? Aniuta zara przyde! Podrzuć słomy parszukom*, bo do Chińczyków się dotupio. Sam żwir został, a jesienio znów gnoju zabraknie, żeb na kartoflisko rozrzucić.  
Władek zadumał się jak sęp nad padliną i podrapał się po siwiejącej czuprynie. Ręką sięgnął do kieszonki w letniej koszuli i wyjął niedopalonego papierosa.
? Proszę panie Władysławie! ? miastowy usłużnie zajechał dłonią, w której trzymał ledwo napoczętą paczkę zagranicznych papierosów, pod sam nos. ? Proszę, niech się pan poczęstuje ? gadał tak słodko jak lep, co wabi muchy.
? Oj nie trzeba! ? odparł Władek. ? Ja tam wolę swojskiego cybucha zapalić, choć machorka może nie tak pachnąca, ale jak w płuca pójdzie, to aż oczy wybałuszyć można ? podziękował grzecznie, choć kręciło go jak robaki w zadzie, żeb tego miastowego zapalić.No, ale że honor swój ma, udawał tylko obojętność na propozycję.
? Na czym to ja skończył państwu opowiadać? ? żachnął się i wypuścił kłąb siwego dymu, który śmierdział jak stara onuca z gumofilca. Jednak swoje zalety taka machorka miała, bo żadna mucha ani krwiopijca w obrębie metra nawet nie bzyknął.
? Opowiadał pan, panie Władysławie, o Antonim i unijnym biznesie ? wtrąciła Klara, kobieta nad podziw urodziwa jak na miastowo panio. Biodra miała krągłe, choć na chłopski gust może ciut przymałe, bo przy połogu biedaczka będzie musiała wyżej zadek unosić, żeb bezpiecznie potomstwo na świat wydać.
Za to piersi, że dech zapierało, jak wychodziła do ogródka tylko w tych opalaczach, żeb podsmalić się na słońcu, a i tak już była czekoladowa prawie. Twarz prawie też anielska, choć chyba to miastowe jedzenie nie służy, bo jakoś mizeroto trochu ściągnięta. Tu też jadła jak wróbelek, za to jej gach jadł w nie swoje duchy, a i postury jak Goliat. Na drwala by się nadał.
? A tak! Już pamiętam. Ot, widzo państwo, jak to baba zaputa we łbie, to człowiek zapomina o czym przed chwilo gadał.
Władek puścił jeszcze jedną chmurę dymu, żeby jakie przybłędy nieproszone bzyczeniem nie zawracali głowy.

? Było to jakoś przed świętem Matki Boskiej Zielnej, bo i letniki jeszcze na kwaterach w Zaścianku byli, a baby kwiatki suszyli na wianki, co to potem palone mary i złe moce majo odpędzać, jak trzeba to i zauroczonego bachora okadzić, żeb złe oczy zdjąć.
Wioska nasza nie za wielka. Ot, z siedemdziesiąt domów, choć dusz coraz mniej ? zasępił się Władek i spojrzał tylko na wysłużone drelichowe spodnie, kolorem przypominające już tylko wypłowiały błękit, co to rychło deszcz zwiastuje.
? Świeć Panie nad ich duszami i wieczne odpoczywanie racz im dać Panie ? wymamrotał jakby sam do siebie i szybko machnął ręką znak krzyża na piersi.
? Młode do bloków się porozjeżdżali, żeb luksusów miastowych pozażywać, a co obrotniejsze to na zagranicę się pokusili, bo tam niby chleb smaczniejszy. Kto tera ojcowiznę chce obrabiać, jak wszystko można kupić, a jak trzeba to i do chaty przywiozo.

* parszuk ? świniak (gwara podlaska)



-1-

 

Władek zobaczył, że letnikom nie w smak takie nastawanie na nich, od razu okręcił kota ogonem i opowiadał dalej:
? Była u nas na pokojach jakaś magisterka czy insza profesorowa, bo jak z PKS-u ją odbierał, to myślał, że mi krzyż pęknie w poprzek, kiedy na furmankę walizki ładował. Pomyślał ja sobie, że może ona jakie konserwy ze sobo taszczy, jakby nasze jedzenie nie pasowało.
Pytać tak zrazu nie wypadało, to tylko przykucnął i dawaj kufry na wóz pakować. Przy ostatniej to aż piardnął z wysiłku, ale ona nie zauważyła na szczęście.
Klara lekko się uśmiechnęła, błyskając perłowymi ząbkami, równiutkimi jak klawiszki w organach, co to na nich pijany organista psalmy wygrywa, bo na trzeźwo to jakieś fałsze tylko wychodzo.
Jej gach to tylko w brodę się podrapał, bo cham chciał gębę zasłonić, żeb nie zobaczył jego śmiechu.
Ciekawo, jak on by postękał przy takich walizach po całym dniu przy zbożu.
? Zawiózł to miastowo do chaty i myślę, jak te kufry pościągać, żeb choć z wysiłku w galoty nie popuścić. Tu z pomoco przyszła moja Aniuta. Kiedy zobaczyła letniczkę, to aż z zachwytu rozpromieniała. Bo to pierwsza u nas na kwaterze była.  
Zaraz zabrała jo na pokoji, żeb zobaczyła, czy czego jeszcze nie trzeba. My ludzie skromne i za wiele wygód u nas nie ma. Najsamprzód to ja kobyłke wyprzągł i siana dał, bo cały dzień robocza była.
Wwlókł jakoś te bagaży do domu i stanął jak durny, co pierwszy raz aeroplan na niebie zobaczył.
Magisterka przecudnej urody była. Włos anielski do samych cycków sięgał, bo jak odbierał jo z PKS-u, to jakoś komednie poskręcane byli.
Sukienka na niej jak mgła, co to po sitowiu o świcie się snuje, tak spływała, ledwo zadek zakrywając.
Twarz miała tak cudno jak Matka Boska z księdzowego obrazka, co to po kolędzie dzieciakom daje.
Moja Aniuta to aż zakipiała, że ja tak się w nio wpatrzył jak w ikonę.  
Za to ja dwie nocy na leżance spał, kości na kaflach prostując, choć mi wiek już nie rad, by takiej rehabilitacji zażywać.
Potem się dowiedział, że to książki tak taszczyła, bo jakieś egzaminy biznesowe na jesień miała zdawać.
Klara podsunęła się bliżej gacha, a ten obłapał łapskiem jak niedźwiedź drzewo, co to na nim leśne pszczoły gniazdo z miodem majo.
? Ot widzo państwo, ja tak gadam po próżnicy, a nawet zapomniał powiedzieć, jak na imię miała ta magisterka.
? Właśnie, właśnie panie Władysławie ? oswobodziła się z łap habala, bo może czucia nie ma ten troglodyta jeden ? jak miała na imię ta pani? ?  zaciekawiona Klara czekała na odpowiedź jak dziecko prezentu pod choinką.
? Na imię było jej Marianna ? powiedział Władek i uśmiechnął się sam do siebie.

Marianna była u nas na kwaterze już prawie niedzielę i co dziwne, wszystko jo interesowało. Bo co się dziwić miastowym, jak oni bydlątka to na filmach tylko widzo.
Tu na żywo można zobaczyć, a i w krowacze gówno przez nieuwagę wdepnąć.
Szedł ja przez ulice, chyba do sklepu GS-u papierosy kupić, bo swoja machorka się skończyła.
Pomyślał, że może Bronka spotkam, to jakiego wiśniaka wypijem za sklepem.
Dzień był słoneczny, a że sobota, to i mniej roboty w polu było, żeb na niedzielę do kościoła na sumę być wypoczęty, bo kiedy zarobiony, to i kazanie proboszcza smakuje jak przekisłe ogórki.




-2-

Przechodził koło studni, co kiedyś jak z innych wiosek do kościoła szli, to tu nogi myli z piachu i dopiero kościołowe lakierki wzuwali.
Tera paniska to taksówkami, zajeżdżajo, choć i wielebny niczego sobie autko sprawił, bo niby, że parafia duża, to i do wszystkich z posługo zdążyć musi.
Miał już mijać dom Wiktora, kiedy głos usłyszał.
? Władek! Władek!
Obejrzał się za siebie i na boki, ale ni żywej duszy nie widać. Zląkł się nie na żarty, bo se pomyślał, że to czort kusi, żeb do studni zajrzeć, a potem za łeb w odmęty pociągnie.
Stanął jak zamurowany i choćby traktor jechał to nie zlazłby z drogi.
? Władek! Co ty głuchy?! Czy co? ? zza chaty wyszedł Antek i przyglądał mi się jakby pierwszy raz w życiu widział.
Mnie cała krew do nóg odpłynęła i pobladł jak obrus na Wielkanoc. Chciał coś powiedzieć, ale jakaś niemoc gardło zajęła i tylko klapał gębo jak ryba wyjęta z wody. 
? Chłopie, co z tobą?! Ty chory czy jak? ? dalej pytał Antek. ? Chodź, posmakujesz świeżego spustu to od razu życie wróci.
Wtedy jakby kto pustym workiem w łeb zdzielił, stał jak wryty i nie mógł dojść do siebie, ale ocknął się z letargu po tym, jak mnie Antek w pysk strzelił, bo myślał, że jaki zawał mnie chwycił.
? Oj Antek! Mało co spodni nie zapaskudził.
? Władek, co ty? Diabła zobaczył w biały dzień, czy co? ? Antek patrzył na mnie jak na ducha.  
? Oj Antek, ja już myślał, że moja godzina wybiła ? odzyskawszy czucie w języku odpowiedział.
? Chodź wypijem po szklance ze świeżego spustu to i troski przejdo jak ręko odjął.
Poszedł ja za Antkiem przez skrzypiąco bramkę do jego obejścia. Minęli, rozpadająco się ze starości letnio kuchnię, bo za interesem czasu poładować nie miał, a zimo, co za robota przy budowlance. 
Przysiedli pod rozłożysto gruszo, tak w cieniu, bo my nie tak jak miastowe spragnione słońca. Oni to zady od rania do wieczora by smalili. Choć dobrze popatrzeć na te letniczki, co wystawiajo się do smalenia, a między kumpiaczkami** tylko sznurek przeciągnięty, bo to ichnia taka moda.
? Wiesz Władek co ja ci powiem ? zaczął rozmowę Antek, polawszy z butelki na trzy palcy w szklanki, co wody z dwie niedzieli nie widzieli, ale my tutejsze to za takie głupoty nie robim awantur, aby co w środku było.
Przyjemny zapach swojskiej samogonki nos podrażnił jak świeży gnój z pola na jesień i od razu lżej na duchu stało.

? Wrócił mój zięć zza granicy, co to u Niemca się najmował przy machorce. Mówił, że robota ciężka, na najsamprzód na kolanach łaził, jak te liści zrywał.

? A no! Robota przy tym marudna ? dodał ja ? to, że na kolanach, to może za pokute, że tu wałkoń był do roboty.
? Ale posłuchaj Władek jakie on nowiny mnie przywióz z tych saksów. U Niemca to bimbrujo ze wszystkiego, nawet i z kwiatków, a co ciekawe to legalnie, bo w sklepie kupić można.
Ja zbaraniał i oczy wybałuszył, choć jeszcze nic nawet na język na spróbowanie nie wziął.
? Jak to tak? Samogon w sklepach sprzedajo? U nas to kiedyśniejsza milicja bimbrowników jak bandytów ganiała, choć same łajzy niemyte w kieszeń brali, żeb oczy przymknąć.  
? No widzisz, my niby w Europie, a zawsze z zadu za wszystkimi. Choć mówił, że ichni samogon, co to jego sznaps nazywajo, niskoprocentowy. Nawet czterdziestu gradusów*** nie ma.


** kumpiak ? tylna świńska noga z szynką, z której robi się surową szynkę
*** gradusów ? gradus, z rosyjskiego stopień; gwarowo nazwa procentów w alkoholu

 

(0 - głosowań)

Dodaj komentarz

Twoje imię:
Tytuł:
Komentarz: