Subskrypcja

Wpisz swój e-mail, a będziemy Cię informować o najnowszych wydarzeniach na Zaszafie.pl!

Nasza klasa

Pustostan | wtorek, 03, sierpień 2010 23:24

Momenty

 

Najbardziej lubię te właśnie momenty, te chwile tylko, gdy cisza zapada i nie muszę nic mówić, gdy nie muszę kompletnie nic. Stan ten napełnia mnie radością wielką i mógłbym w nim tkwić tak bez końca.

 

Z błogostanu wyrywają mnie jednak czasami ludzie pojedynczy, raczej ich nie znam albo nie znać ich wolę. Podchodzą do mnie, potrząsają mną i z troską w głosie – tak, ta troska jest dla mnie najgorsza – mówią: „Człowieku, ruszże się i powiedz coś wreszcie!”. A ja nie muszę przecież nic i uśmiecham się tylko, może i do nich, ale raczej głównie do siebie i czekam aż przejdzie ten kolejny i zniknie mi z pola widzenia, tak jak i wszyscy przed nim znikali. A gdy nikogo nie będzie, a i nikt nie będzie patrzył, to i wyszeptać będę mógł słowa różnorakie, jak choćby „ja", bo ja to ja właśnie, istnieję przecież i czasem lubię o tym tak po prostu zwyczajnie przypomnieć. A i być może ruszę nawet nogą, bo noga to moja bez wątpienia jest i pod kontrolą ją mam całkowitą. A potem znowu zamieram i kontempluję tę ciszę moją, bo skoro istnieję to i przyjemnościom oddawać się mogę. Za chwilę jednak wpada kolejny, staje naprzeciwko mnie i widzę, jak nie potrafi utrzymać rąk przy sobie, a usta mu drżą zauważalnie. I chwyta mnie on także, potrząsa mną jak gdybym był workiem ziemniaków, a wcale mnie to nie dziwi, bo czemuż to w sumie dziwić mnie by miało? I mówi mi on do ucha: „Obudź się, człowieku, już czas najwyższy, przecież wiem, że tam jesteś”. A ja jestem spokojny i zamykam oczy tylko, a gdy je ponownie otwieram, jestem znowu sam i istnieję, bo tu właśnie jestem i sam o tym najlepiej wiem. I na nowo jest dobrze i rozkoszuję się momentami tymi. Ale czasem jeszcze wpadniesz i ty, tych momentów nie lubię akurat. Siadasz przede mną, wpatrujesz się we mnie i nie mówisz nic, tak zwyczajnie i niezobowiązująco milczysz, choć mogłabyś, ba, masz do tego pełne prawo, powiedzieć mi wiele. Twarz twoja nie wyraża nic, tak jakby cię w ogóle nie było, jak gdybyś nigdy nie istniała. Ale przecież jesteś, bo widzę cię wyraźnie, bo przyszłaś tu do mnie i usiadłaś przede mną. Tych chwil nie lubię, robię się od razu niespokojny, nie czuję się dobrze. I nie wiem co robić, bo uśmiech w ogóle nie skutkuje, zresztą zamknięcie oczu także. Zaczynam więc mówić słowa różne, chcąc znaleźć to właściwe, choć bardziej przypomina to zwykłe strzelanie na ślepo. Zaczynam od „ja", bo ja to ja, istnieję przecież, a i lubię przypominać o tym czasem. Wymawiam je cicho i powoli, a potem zabieram się za następne słowa, a za nimi kolejne lecą, aż już nie mówię, a wykrzykuję je właściwie i nogą poruszam, tak jakbym chciał cię kopnąć, choć wiem, że to bezcelowe, bo choćbym chciał, to i tak cię nie dosięgnę, a nie chcę przecież, bo kopać już nie mam ochoty. I w końcu nie wytrzymuję, ukrywam twarz w dłoniach i płaczę głośno, łzy mi ciekną strumieniami, nie potrafię powstrzymać szlochu, tak jakby to miało załatwić wszystko. Pamiętam cię doskonale i wszystko dokładnie bardzo. A ty nie mówisz nic, bo już właściwie nie musisz kompletnie nic. A ja choć płaczę, tak szczerze płaczę, bo bezradny zwyczajnie jestem, to i uśmiechać zaczynam się powoli pod postacią grymasu pewnego. Bo coś mi się tak widzi, właśnie w tej chwili mi to do głowy przyszło, że teraz to najbardziej te właśnie momenty lubisz.

 

 

{jcomments on}

(0 - głosowań)

Dodaj komentarz

Twoje imię:
Tytuł:
Komentarz: