Subskrypcja

Wpisz swój e-mail, a będziemy Cię informować o najnowszych wydarzeniach na Zaszafie.pl!

Nasza klasa

Pustostan | środa, 16, luty 2011 19:54

System

 

Kiedy tak szliśmy tym zdecydowanie przydługim korytarzem pierwszy raz, pomyślałem, że mam chyba dość tej roboty. I nie chodzi wcale o tych kolejnych przydzielanych mi do pomocy młokosów, którzy to wszystko traktowali jak zabawę, choć to przecież poważna praca była. Nie, to nie ich wina w końcu, że młodzi są i że państwo dało im szansę, jakiej nikt im nigdy wcześniej nie dawał. Z czasem nawet zaczęło mi być ich żal.

Ale gdy tak szliśmy tym cuchnącym korytarzem o ścianach wymalowanych jakimiś bazgrołami, a zdawał się on ciągnąć w nieskończoność, patrzyłem, jak ten młodzian się skrada i zwinnymi ruchami przemieszcza się od drzwi do drzwi, nasłuchując przy każdych, a następnie dając mi znak, że droga wolna, co oczywiste przecież było, bo obaj pracowaliśmy dla państwa. Zatem idąc niespiesznie środkiem tego korytarza, poczułem jakieś zmęczenie, tak jakbym niespodziewanie zbliżał się do kresu swojej wytrzymałości, na którą nigdy narzekać nie mogłem.

I stanęliśmy w końcu przed drzwiami właściwymi, a młody nie wychodził ze swojej roli i sprawdzał jeszcze, czy aby na pewno to te drzwi, bo przecież któraś z cyferek numeru mieszkania mogła się przekręcić, jak to zwykle na filmach bywa. Patrzyłem na niego z politowaniem i z rosnącym rozdrażnieniem, a przecież nie pierwszy raz takie sceny widziałem, bo nie od dziś z tymi dzieciakami pracowałem. Zapukałem więc mocno do drzwi, bym miał to wreszcie z głowy. Po kilku sekundach ukazał się nam pulchny mężczyzna, lat około czterdziestu. Nie raczył nic powiedzieć, tylko gapił się na nas bezczelnie. Gdy tak na niego patrzyłem, moja nienawiść z każdą sekundą rosła, a nie mogłem od niego oderwać oczu.
– Abnegat? Waldemar Abnegat? – usłyszałem głos młodziana i chwilę później zobaczyłem potwierdzające kiwnięcie głową grubasa. – Prowadzimy śledztwo w sprawie morderstwa. Dziś w godzinach popołudniowych – mówiąc to, mój partner spojrzał od niechcenia na zegarek – został pan zamordowany.
– To jakaś pomyłka, czuję się całkiem nieźle – odpowiedział zaskoczony grubas, co nie do końca odpowiadało prawdzie, wyniki ostatnich badań były mocno niepokojące, a i jemu samemu we znaki dawała się własna tusza, ale pewnych przyjemności, jak zresztą my wszyscy, nie potrafił sobie odmówić.
– Proszę nie dyskutować – rzekł młodzian, wyjmując z kieszeni odznakę, którą przystawił grubasowi do twarzy, a następnie jednym szybkim ruchem wepchnął go do mieszkania. – Ten fakt nas właśnie bardzo niepokoi.

Wszedłem powoli za nimi i w momencie, gdy właśnie zamknąłem drzwi, usłyszałem odgłos wystrzału, a gdy się odwróciłem, właściciel mieszkania właśnie opadał na podłogę z dziurą po kuli na samym środku czoła.
– No i teraz się wszystko zgadza – rzekł mój partner, a na jego twarzy pojawił się nikły uśmieszek – i mamy nawet sprawców – dodał wyraźnie zadowolony – zatem sprawę możemy uznać za zamkniętą – a gdy to mówił, to już właściwie nawet nie zachowywał powagi.
Tak, nie da się ukryć, że wykrywalność zabójstw w naszym kraju była bardzo wysoka. A liczba innych przestępstw drastycznie malała. Tak, takie są fakty, a z faktami się przecież nie dyskutuje.

Waldemar Abnegat, lat 36, zaczynał od drobnych kradzieży, by następnie zająć się włamaniami do domów bogatych obywateli. Gdy jego postępująca nadwaga zaczęła mu przeszkadzać w tym procederze przestępczym, przerzucił się na handel żywym towarem. Za to, co bylibyśmy w stanie mu udowodnić, dostałby przynajmniej dziesięć lat. Dziesięć lat w więzieniu. Na koszt podatników – wyrecytował jeszcze tę obowiązkową formułkę, a na koniec spokojnie zapalił papierosa. Zagęszczenie w więzieniach malało równie szybko, co wydatki na więziennictwo. A kolejne zakłady odosobnienia zamieniano na domy spokojnej starości. System działał bez zarzutu.
– Wiesz, zawsze zastanawiałem się, jak się człowiek czuje w takim momencie. Sam rozumiesz, a jeśli system się myli... – zaciągnął się porządnie i po krótkiej przerwie kontynuował swoje zwierzenia. – Ale w pewnym momencie człowiek doznaje olśnienia, jakby dostał pięścią w mordę, zaraz, przecież mnie to tak właściwie gówno obchodzi – i po chwili dodał ze śmiechem jeszcze – zresztą w tym kraju nie ma niewinnych, no nie?
„Jak te gnoje szybko dorastają, myślał, kurwa, by kto” – tak sobie właśnie w tamtej chwili pomyślałem, gdy wyciągałem swoją broń i zaskoczonemu strzeliłem prosto w czoło.

Wiktor Klaustrofob, lat 19, pięć morderstw z premedytacją, co najmniej 25 lat. 25 lat w więzieniu. Na koszt podatników. Bezrobocie malało, młodzież nie snuła się bez celu po ulicach, ludzie nie bali się już wychodzić z domów, a rodziny z wielką chęcią powierzały swoich synów państwu. System działał perfekcyjnie. A ja, idąc teraz z powrotem tym przydługim korytarzem, wciągając nozdrzami ten obrzydliwy smród i widząc te wszystkie bazgroły na ścianach, wiedziałem, że system nie działa jeszcze tak dobrze jak to się wszystkim wydawało. A i byłem już pewien, że mam serdecznie dosyć tej roboty. Ale i równocześnie obawiałem się tej zbliżającej się wielkimi krokami emerytury. I stąd właśnie te nerwy i nieustające rozdrażnienie, które po prostu nieuchronnie musi towarzyszyć osobom w pewnym wieku. I nie pomagała mi nawet świadomość, że nigdy nie usłyszę tych słów, które ktoś kiedyś niechybnie nade mną wypowie.


Walerian Mątwa, lat 45, seryjny morderca. Dożywocie. Dożywocie w więzieniu. Na koszt podatników.

 

 

{jcomments on}

(0 - głosowań)

Dodaj komentarz

Twoje imię:
Tytuł:
Komentarz: