By stworzyć prerię, starczy jeden zgoła
Kwiat koniczyny,
Marzenie...
Kwiat koniczyny,
Marzenie...
Emily Dickinson
Gdy świat zapomina o mnie, na papierze tworzę sobie własny… – Ewa odłożyła ołówek i spojrzała na napisane przed chwilą zdanie. Dobre rozpoczęcie opowiadania, pomyślała, przygryzając dolną wargę. Odwróciła się do okna. Ciepła jesień opanowała ulice i zasypała chodniki złotem. Jesień… Ulubiona pora roku Ewy. Patrząc w lustro, dziewczyna zawsze myślała, że jej wygląd przypomina te trzy miesiące – wrzesień, październik, listopad. Złote włosy, piwne oczy, blada delikatna cera, a wszystko to składało się na oblicze delikatne, niemal chorobliwe, niczym liść drżący na wietrze. Jednak nie to niesamowite podobieństwo człowieka do przyrody sprawiło, że Ewa tak bardzo kochała jesień. Powód był zupełnie inny. On kochał tę porę roku.
On – Amadeusz Aleksander. Najsłynniejszy pisarz współczesności. Nikt nigdy nie pisał tak jak on i z pewnością nikt nigdy już tak pisać nie będzie. Jego książki opanowały cały świat i nie było osoby, która nie słyszałaby o tym pisarzu. Dzieła Amadeusza znikały z księgarń niczym słodkie bułeczki. A ludzie twierdzili zgodnie, że nigdy jeszcze nie mieli do czynienia z tak namacalną literaturą. Taką właśnie nazwę otrzymała twórczość owego pisarza – namacalna literatura. Sięgając po jedną z jego książek, już po kilku pierwszych zdaniach można było przenieść się w swojej wyobraźni do świata przedstawionego. I wszystko, co opisane w powieści, stawało przed oczami, będąc tak rzeczywistym, wręcz namacalnym. Niezależnie od wyobraźni czytelnika, przed jego oczami stawały jaskrawe obrazy, czuło się opisany smak, zapach, powiew wiatru, a nawet promienie słońca. Właśnie z tego powodu książki Amadeusza Aleksandra stały się fenomenem wszechczasów i zastąpiły wszystkie dotychczasowe media i rozrywki.
Ewa nie różniła się niczym od reszty społeczeństwa i tak samo uwielbiała książki Amadeusza. Łapała siebie ciągle na tym, że czuje do jego powieści szczególną więź, tak jakby między nią a wszystkimi książkami napisanymi przez tego mężczyznę ciągnęła się niewidzialna niteczka.
Dziewczyna spojrzała w stronę regału. Na półce w porządku alfabetycznym stały dzieła jej ukochanego pisarza. Pisarza, którego uwielbiali i podziwiali wszyscy, przy czym uczucia te nie były wolne od nuty lęku. Książki Amadeusza bowiem zaczynały czasami żyć własnym życiem w wyobraźni czytelników, czyniąc ich swoimi więźniami aż do ostatniej strony.
Na dole rozległo się pukanie do drzwi. Ewa usłyszała, jak jej matka przekręca klucz w zamku i wpuszcza gościa do domu. Spokojny, majestatyczny odgłos kroków na moment wypełnił uszy dziewczyny. Przez sekundę miała wrażenie, że zna ten sposób chodzenia, że zawsze go znała. Że są to kroki, na które jej słuch czekał zawsze. Serce dziewczyny zabiło mocniej. Może to ktoś przyszedł do niej i chce złożyć życzenia? Wszak dziś są dwudzieste pierwsze urodziny Ewy. Szczególne urodziny. Szczególne, ponieważ 21 to ukochana liczba Amadeusza Aleksandra, pojawiająca się niemal w każdym jego dziele.
Ewa rzuciła ostanie spojrzenie w stronę półki z drogocennymi książkami i zbiegła na dół. Jej serce biło nader szybko, tak jakby za chwilę miało się coś wydarzyć. Coś, na co Ewa czekała przez całe życie.
Ostatni schodek, krok w stronę salonu, głos matki, chropowata powierzchnia otwieranych drzwi i on…
Na ogromnym fotelu, na którym zwykł siadywać ojciec Ewy, tuż przy rozpalonym kominie siedział Amadeusz Aleksander. Żadne zdjęcie, jakie dziewczyna widziała wcześniej, nie było w stanie oddać jego majestatu. Potężna postura nadawała pisarzowi groźny wygląd. Jego długie kruczoczarne włosy i spokojne spojrzenie hebanowych oczu owiewały go gotycką atmosferą tak samo jak i jego ciemny ubiór. Mężczyzna powoli podniósł wzrok i spojrzał na stojącą w drzwiach dziewczynę. Długie spokojne spojrzenie ciągnące się niczym wieczność i trwające setną sekundy. Ewa spuściła oczy.
Ewa rzuciła ostanie spojrzenie w stronę półki z drogocennymi książkami i zbiegła na dół. Jej serce biło nader szybko, tak jakby za chwilę miało się coś wydarzyć. Coś, na co Ewa czekała przez całe życie.
Ostatni schodek, krok w stronę salonu, głos matki, chropowata powierzchnia otwieranych drzwi i on…
Na ogromnym fotelu, na którym zwykł siadywać ojciec Ewy, tuż przy rozpalonym kominie siedział Amadeusz Aleksander. Żadne zdjęcie, jakie dziewczyna widziała wcześniej, nie było w stanie oddać jego majestatu. Potężna postura nadawała pisarzowi groźny wygląd. Jego długie kruczoczarne włosy i spokojne spojrzenie hebanowych oczu owiewały go gotycką atmosferą tak samo jak i jego ciemny ubiór. Mężczyzna powoli podniósł wzrok i spojrzał na stojącą w drzwiach dziewczynę. Długie spokojne spojrzenie ciągnące się niczym wieczność i trwające setną sekundy. Ewa spuściła oczy.
Z chwilą zobaczenia Amadeusza dziewczyna czuła, że to, co było niegdyś jej marzeniem, staje się powoli jej własną klątwą. Przez tę krótką chwilę patrzenia w oczy mężczyźnie czas się zatrzymał, a świat przestał istnieć. Teraz, gdy spuściła wzrok, świat znów istniał, lecz gdzieś daleko, majaczył w umyśle i był jedynie krótką wzmianką o tym, że istnieje coś poza Amadeuszem i Ewą. Dziewczyna zawsze zdawała sobie sprawę z tego, że twórczość tego mężczyzny jest ważną częścią jej życia, lecz nigdy nie myślała, że sam pisarz może zawładnąć jej całym światem i pochłonąć wszelkie myśli, marzenia, plany i wspomnienia za pomocą tylko jednego krótkiego spojrzenia. W chwili obecnej przestało się liczyć wszystko, pozostał tylko on. I dla niego Ewa mogłaby zrobić wszystko. Przerażało ją to zniewalające uczucie pełnego oddania, więc gdy zobaczyła, jak usta Amadeusza drgnęły lekko, zdała sobie sprawę, że usłyszenia jego głosu może nie przeżyć, więc resztką sił zatrzasnęła drzwi salonu i wybiegła mieszkania.
Chłodny jesienny wiatr przyniósł lekkie ukojenie. Nad rzeką nie było nikogo i Ewa mogła w spokoju przemyśleć wszystko, co zaszło w niej dzisiaj.
Obraz Amadeusza wciąż stał przed jej oczyma. Był tak wyraźny i tak żywy, że gdyby nie szum rzeki, dziewczyna byłaby pewna, że wciąż znajduje się w salonie swojego domu. Czego tak znany pisarz mógł chcieć od jej rodziców? I czemu przyszedł do nich w dniu jej dwudziestych pierwszych urodzin? Te i wiele innych pytań nie dawały dziewczynie spokoju, a wraz z nimi przywiązanie do Amadeusza Aleksandra rosło w niej coraz bardziej. Przywiązanie oraz pełne oddanie. Niezwyciężona chęć sprawienia, by zawsze się uśmiechał. Niepojęta, lecz ogromna wdzięczność wypełniała płuca Ewy i dusiła ją od środka, nie mogąc zostać okazaną na zewnątrz. Życie bez patrzenia na Amadeusza nagle wyblakło i było bliskie utraty sensu.
Obraz Amadeusza wciąż stał przed jej oczyma. Był tak wyraźny i tak żywy, że gdyby nie szum rzeki, dziewczyna byłaby pewna, że wciąż znajduje się w salonie swojego domu. Czego tak znany pisarz mógł chcieć od jej rodziców? I czemu przyszedł do nich w dniu jej dwudziestych pierwszych urodzin? Te i wiele innych pytań nie dawały dziewczynie spokoju, a wraz z nimi przywiązanie do Amadeusza Aleksandra rosło w niej coraz bardziej. Przywiązanie oraz pełne oddanie. Niezwyciężona chęć sprawienia, by zawsze się uśmiechał. Niepojęta, lecz ogromna wdzięczność wypełniała płuca Ewy i dusiła ją od środka, nie mogąc zostać okazaną na zewnątrz. Życie bez patrzenia na Amadeusza nagle wyblakło i było bliskie utraty sensu.
Minęło kilka godzin. Zmrok powoli ogarniał ulice i latarnie niczym żelazne sowy, powoli budziły się ze snu. Otwierały niechętnie zaspane oczy i leniwie zaczynały jaśnieć coraz bardziej, nadając wybrukowanym chodnikom i geometrycznie idealnym żywopłotom nutkę przytulnej atmosfery.
Zakładając, iż Amadeusz przyszedł do domu Ewy, by zobaczyć się z jej rodzicami, wizyta powinna już dawno być zakończona. Dziewczyna wstała i ruszyła z powrotem, wciąż łapiąc siebie na myśli, iż ma nadzieję zobaczyć pisarza jeszcze raz. To zniewalające uczucie wtargnęło w jej duszę tak nagle i z tak ogromną brutalnością podporządkowało sobie życie i myśli, że dziewczyna zupełnie nie wiedziała, w jaki sposób ma dalej postępować. Zdawała sobie doskonale sprawę, że po jej powrocie, gdy zobaczy, iż Amadeusz już dawno opuścił jej dom, wraz z nim opuszczą ją resztki nadziei na zobaczenie go. Dlaczego więc wtedy uciekła? Gdyby patrzyła na niego jeszcze sekundę dłużej, upadłaby przed pisarzem na kolana i rozpłakałaby się ze szczęścia.
Zakładając, iż Amadeusz przyszedł do domu Ewy, by zobaczyć się z jej rodzicami, wizyta powinna już dawno być zakończona. Dziewczyna wstała i ruszyła z powrotem, wciąż łapiąc siebie na myśli, iż ma nadzieję zobaczyć pisarza jeszcze raz. To zniewalające uczucie wtargnęło w jej duszę tak nagle i z tak ogromną brutalnością podporządkowało sobie życie i myśli, że dziewczyna zupełnie nie wiedziała, w jaki sposób ma dalej postępować. Zdawała sobie doskonale sprawę, że po jej powrocie, gdy zobaczy, iż Amadeusz już dawno opuścił jej dom, wraz z nim opuszczą ją resztki nadziei na zobaczenie go. Dlaczego więc wtedy uciekła? Gdyby patrzyła na niego jeszcze sekundę dłużej, upadłaby przed pisarzem na kolana i rozpłakałaby się ze szczęścia.
Ewa zatrzymała się.
– Czy tak wygląda miłość od pierwszego wejrzenia? – wyszeptała z przerażeniem.
– Pełne oddanie. „Ja” znikło, a czas się zatrzymał – usłyszała nagle męski głos wypowiadający ze stoickim spokojem jej myśli. – Nie, to nie jest miłość od pierwszego wejrzenia.
Głos, który zdawałoby się znały wszystkie komórki jej ciała. Głos, który kojarzył jej się z kołysanką śpiewaną do snu, gdy była bardzo mała. Głos tak znajomy, budzący w niej tyle emocji i wspomnień. Wspomnień nieuchwytnych, pozbawionych obrazów i dźwięków, jednak niepozbawionych intuicyjnej pewności, że zna go doskonale i że właśnie ten głos usłyszała w chwili swych narodzin.
W pożółkłym świetle latarń stał Amadeusz Aleksander. Jego hebanowe oczy uważnie lustrowały twarz dziewczyny i zdawało się, że przenikają pod jej skórę, aż do myśli i bijącego serca. Patrzył na nią wzrokiem, jakim patrzy lekarz na pacjentów, których leczy od wielu, wielu lat i zna każdy szczegół ich organizmu. Ludzkie ciało można poznać całkowicie, lecz dusza jest miejscem, którego nie zna do końca nawet jej właściciel. A pisarz patrzył właśnie w głąb duszy Ewy i w jego oczach malowała się świadomość wszystkiego, co tam widzi, jakby już niegdyś do niej zaglądał.
– Więc co to? – wyszeptała dziewczyna, nie mogąc cofnąć się ani na krok.
Wpatrywała się w swojego ukochanego pisarza, który był zarazem ukochanym pisarzem całego świata. Wszystko w nim było dla niej piękne i takie bliskie. Faliste, lśniące włosy, spływające po jego ramionach okrytych długim, czarnym płaszczem. Zarys jego mocnej szczęki i miękkie wargi. Jego głębokie spojrzenie, rodzące w Ewie marzenie, by patrzył na nią zawsze.
– Chciałabyś wiedzieć? – pisarz zrobił kilka kroków w stronę dziewczyny.
Zdawało się, że świat wstrzymał oddech, a wszystkie latarnie zgasły, prócz tej, pod którą stali. Przestało istnieć wszystko, zupełnie wszystko, co nie dotyczyło wzroku pisarza. I dziewczyna wiedziała, że jeżeli mężczyzna przestanie na nią patrzeć, ona także przestanie istnieć.
– Tak, chcę – słowa Ewy spłynęły po mętnym świetle latarni i upadły do stóp Amadeusza.
Mężczyzna podszedł jeszcze bliżej. Stąpał ostrożnie, idąc po jej słowach. Wyciągnął rękę i dotknął policzka dziewczyny.
– Jesteś moim najpiękniejszym dziełem – rzekł cicho.
I w tej samej chwili dziewczyna ujrzała przed oczami, jak dwadzieścia jeden lat temu młody pisarz natchniony jesiennym szelestem liści dostrzegł oczami wyobraźni piękno dziewczyny, w której ujął całą melancholię i urok tej pory roku. A wyobraźnia jego była tak silna, że wraz z bolesnym skurczem jego duszy, spowodowanym tak ogromnym pięknem wyglądu i wnętrza postaci narodzonej w jego umyśle, świat po raz pierwszy usłyszał płacz noworodka stworzonego dzięki połączeniu talentu ludzkiego i piękna przyrody.
– Złączyłem w tobie tyle gatunków i tematyk – szeptał cicho Amadeusz, przytulając drżącą dziewczynę do siebie. – Proza, poezja, wspomnienia, fantastyka, psychologia… Oddałem tobie wszystko, co miałem w sobie najlepszego. Całą moją wiedzę i duszę włożyłem w napisanie ciebie. Niekończąca się powieść…
Mężczyzna lekko odsunął Ewę od siebie i spojrzał jej w oczy.
– To, co czujesz do mnie, to miłość dzieła do swego twórcy. Ewo, jesteś moją najpiękniejszą powieścią, którą kochałem tak bardzo, że przyjęła materialny kształt i stała się człowiekiem z krwi i kości.
– Dwadzieścia jeden lat temu… – wyszeptała dziewczyna.
– Tak… Dwadzieścia jeden – piękna liczba. – Amadeusz znów przytulił Ewę, wdychając zapach jej włosów. – Dwójka jest pierwsza, a jedynka tuż za nią. Odliczanie wspak. Wszystko zaczyna się od końca, a mimo to nigdy nie wiesz, co może stać po jedynce, bo przecież nikt nigdy nie pojmie cudu narodzin.
– Liczba doskonała – Ewa wtuliła się w swego twórcę, zaciskając palce na jego płaszczu. Amadeusz pachniał szczęściem.
– Ty jesteś doskonała. Jesteś powieścią tak piękną jak jesień i właśnie dlatego najbardziej kocham tę porę roku. Każdej jesieni widziałem twe oblicze w każdym złotym liściu czy chorobliwym blasku słońca.
– Dlaczego mnie zostawiłeś? – w głosie dziewczyny rozlały się ból i uraza.
– Nigdy cię nie zostawiłem. Zawsze byłem przy tobie. Po prostu nie wiedziałaś o tym. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, że Ten, kto ich stworzył, nigdy ich nie opuszcza. – Amadeusz przymknął oczy. – Poza tym… Opowiadanie nie potrzebuje pisarza, by żyć. Potrzebuje być kochanym, czytanym i niezapomnianym. Tak samo jak i każdy człowiek. Jesteśmy tak bardzo podobni do książek, tak samo tajemniczy, różni i marzący o tym, by o nas nigdy nie zapominano. – Amadeusz czule pogłaskał włosy dziewczyny. – Niektórzy, gdy świat zapomina o nich, na papierze tworzą sobie własny. Ja zapomniałem o całym świecie i stworzyłem ciebie…
– Czy tak wygląda miłość od pierwszego wejrzenia? – wyszeptała z przerażeniem.
– Pełne oddanie. „Ja” znikło, a czas się zatrzymał – usłyszała nagle męski głos wypowiadający ze stoickim spokojem jej myśli. – Nie, to nie jest miłość od pierwszego wejrzenia.
Głos, który zdawałoby się znały wszystkie komórki jej ciała. Głos, który kojarzył jej się z kołysanką śpiewaną do snu, gdy była bardzo mała. Głos tak znajomy, budzący w niej tyle emocji i wspomnień. Wspomnień nieuchwytnych, pozbawionych obrazów i dźwięków, jednak niepozbawionych intuicyjnej pewności, że zna go doskonale i że właśnie ten głos usłyszała w chwili swych narodzin.
W pożółkłym świetle latarń stał Amadeusz Aleksander. Jego hebanowe oczy uważnie lustrowały twarz dziewczyny i zdawało się, że przenikają pod jej skórę, aż do myśli i bijącego serca. Patrzył na nią wzrokiem, jakim patrzy lekarz na pacjentów, których leczy od wielu, wielu lat i zna każdy szczegół ich organizmu. Ludzkie ciało można poznać całkowicie, lecz dusza jest miejscem, którego nie zna do końca nawet jej właściciel. A pisarz patrzył właśnie w głąb duszy Ewy i w jego oczach malowała się świadomość wszystkiego, co tam widzi, jakby już niegdyś do niej zaglądał.
– Więc co to? – wyszeptała dziewczyna, nie mogąc cofnąć się ani na krok.
Wpatrywała się w swojego ukochanego pisarza, który był zarazem ukochanym pisarzem całego świata. Wszystko w nim było dla niej piękne i takie bliskie. Faliste, lśniące włosy, spływające po jego ramionach okrytych długim, czarnym płaszczem. Zarys jego mocnej szczęki i miękkie wargi. Jego głębokie spojrzenie, rodzące w Ewie marzenie, by patrzył na nią zawsze.
– Chciałabyś wiedzieć? – pisarz zrobił kilka kroków w stronę dziewczyny.
Zdawało się, że świat wstrzymał oddech, a wszystkie latarnie zgasły, prócz tej, pod którą stali. Przestało istnieć wszystko, zupełnie wszystko, co nie dotyczyło wzroku pisarza. I dziewczyna wiedziała, że jeżeli mężczyzna przestanie na nią patrzeć, ona także przestanie istnieć.
– Tak, chcę – słowa Ewy spłynęły po mętnym świetle latarni i upadły do stóp Amadeusza.
Mężczyzna podszedł jeszcze bliżej. Stąpał ostrożnie, idąc po jej słowach. Wyciągnął rękę i dotknął policzka dziewczyny.
– Jesteś moim najpiękniejszym dziełem – rzekł cicho.
I w tej samej chwili dziewczyna ujrzała przed oczami, jak dwadzieścia jeden lat temu młody pisarz natchniony jesiennym szelestem liści dostrzegł oczami wyobraźni piękno dziewczyny, w której ujął całą melancholię i urok tej pory roku. A wyobraźnia jego była tak silna, że wraz z bolesnym skurczem jego duszy, spowodowanym tak ogromnym pięknem wyglądu i wnętrza postaci narodzonej w jego umyśle, świat po raz pierwszy usłyszał płacz noworodka stworzonego dzięki połączeniu talentu ludzkiego i piękna przyrody.
– Złączyłem w tobie tyle gatunków i tematyk – szeptał cicho Amadeusz, przytulając drżącą dziewczynę do siebie. – Proza, poezja, wspomnienia, fantastyka, psychologia… Oddałem tobie wszystko, co miałem w sobie najlepszego. Całą moją wiedzę i duszę włożyłem w napisanie ciebie. Niekończąca się powieść…
Mężczyzna lekko odsunął Ewę od siebie i spojrzał jej w oczy.
– To, co czujesz do mnie, to miłość dzieła do swego twórcy. Ewo, jesteś moją najpiękniejszą powieścią, którą kochałem tak bardzo, że przyjęła materialny kształt i stała się człowiekiem z krwi i kości.
– Dwadzieścia jeden lat temu… – wyszeptała dziewczyna.
– Tak… Dwadzieścia jeden – piękna liczba. – Amadeusz znów przytulił Ewę, wdychając zapach jej włosów. – Dwójka jest pierwsza, a jedynka tuż za nią. Odliczanie wspak. Wszystko zaczyna się od końca, a mimo to nigdy nie wiesz, co może stać po jedynce, bo przecież nikt nigdy nie pojmie cudu narodzin.
– Liczba doskonała – Ewa wtuliła się w swego twórcę, zaciskając palce na jego płaszczu. Amadeusz pachniał szczęściem.
– Ty jesteś doskonała. Jesteś powieścią tak piękną jak jesień i właśnie dlatego najbardziej kocham tę porę roku. Każdej jesieni widziałem twe oblicze w każdym złotym liściu czy chorobliwym blasku słońca.
– Dlaczego mnie zostawiłeś? – w głosie dziewczyny rozlały się ból i uraza.
– Nigdy cię nie zostawiłem. Zawsze byłem przy tobie. Po prostu nie wiedziałaś o tym. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, że Ten, kto ich stworzył, nigdy ich nie opuszcza. – Amadeusz przymknął oczy. – Poza tym… Opowiadanie nie potrzebuje pisarza, by żyć. Potrzebuje być kochanym, czytanym i niezapomnianym. Tak samo jak i każdy człowiek. Jesteśmy tak bardzo podobni do książek, tak samo tajemniczy, różni i marzący o tym, by o nas nigdy nie zapominano. – Amadeusz czule pogłaskał włosy dziewczyny. – Niektórzy, gdy świat zapomina o nich, na papierze tworzą sobie własny. Ja zapomniałem o całym świecie i stworzyłem ciebie…
{jcomments on}
Please wait...