Jak kwiat, co przekwita
- Wszystko kiedyś minie
-- Te domy, ci ludzie,
Podobno i słońce.
Zamykam więc w oczach
Obraz, słów brzmienie;
Chcąc nie chcąc, świadoma,
Wzdrygam się przed końcem.
Czas płynie i nowe
Wciąż się kończą chwile!
Pąk wczoraj widziałam
- Już kwiat płatki gubi!
Nie przywykłam, choć już
Końców za mną tyle!
Nic z duszy nie zmyje:
Słońca, domów, ludzi.
Nie udało się uniknąć tego, co nieuniknionym było.
Teraz, kiedy spokój, filtruję wspomnienia:
Kiedyś przyszła do mnie jesień, innym razem miłość;
Coś straciło na wartości, coś nabrało znaczenia;
Coś urosło w wiersze, omdlało w piosenki,
Ktoś drzwi zamknął przed nosem - ja na mrozie truchlałam!
Tylu ludzi mnie mijało - nikt nie podał mi ręki
I się stałam, mój Boże, właśnie przez o się stałam!
Ta sekunda ostatnia - uśmiech, urok, dłoń krucha.
Kwiat na powrót w pąk sklecony; twarz z maski odarta...
Znów posłuchu wołam i znów nikt nie słucha.
Cisza jedynie teraz jest cokolwiek warta.
Przebiegł miesiąc tak szybko, ani się nie spostrzegłam!
Miesiąc cały ktoś zawarł w krótkie dwie godziny!
Ja leciałam i skrzydłom woskowym uległam!...
Tak jest świat skonstruowany - spadłam z własnej winy.
{jcomments on}
Please wait...