„ofiary ani daru nie chciałeś aleś mi otworzył ciało"
doskonale pamiętam skrzypienie myśli
gdy przewracałeś moje dni i noce
z miejsca na miejsce
z kąta do kąta
formowałeś mnie jak kukłę z gliny
wypalając węglem duszę
dziś jeszcze cienką strużką
potok półprzezroczysty
niewidoczny snuje się marą wokół mnie
konkuruje o miejsce z cieniem
i milczy w niewygodnej pozycji
swojej gamy wyczekuje która się tworzy i tworzy
na czarno białych klawiszach
„całopalenia i ofiary za grzechy
nie podobały się tobie"
zanim pojęłam zamysł
nowotworzenia człowieka
wnoszenia poprawek i hartowania szkła
kolanami często całowałam ziemię
dłonie składałam jak skrzydła ptaki
lub
klęłam niebu wierząc że słyszysz
i kopałam szare kamienie na drodze
pytanie „dlaczego?" krępowało ręce
a kolejne ziarna piasku wbite w skórę
budowały pancerz sięgając głębiej i głębiej
bolało
„oto idę
spełnić wolę swoją/ twoją/naszą"
umiem już śmiechem przeskakiwać kałuże
wzruszeniem ramion kwituję zmierzch marzeń
budzę się ze smakiem pomarańczy w ustach
a jej pestkami strzelam ci w okna odliczając kroki
dużo umiem, wiesz.....
ty wiesz...
zdaję kolejne egzaminy
...........................................................................
a gdy stanę wreszcie na progu zrób mi miejsce obok
zagramy melodię o pełni człowieczego istnienia
równi sobie w gamie na dwie ręce
kompozytorzy
Bóg i Człowiek
{jcomments on}
Please wait...