Brązowe, purpurowe,
Złote kaskady liściW parkowych alejkach.
Świat co się może przyśnić.
Wstające blade słońce
Jesienne, nad srebrną rosą
Okrytym, czarnym polem,
Babie lato co boso
Po takim polu chadza
W mglistej sukience...
To do takiego świata
Wyrywa się czasem serce.
Klucze odlatujących
W cieplejsze strony gęsi,
Pełno ziarna w stodole,
Wiatr co nad głową pędzi
Skłębione jesienne chmury,
Sad ciężki od urodzaju...
I ja jak tamten poeta;
Też czasem muszę do kraju.
Liliowe dywany wrzosów
Co ścielą leśne polany,
Sznureczki dymów z ognisk;
Widok z dzieciństwa znany.
Zapasy na zimę w spiżarni,
Grzyby, orzechów tyle...
Jeszcze kiedyś jesienią
Wpadnę do Polski na chwilę
Po smak pieczonego ziemniaka
W ogniska popiele...
Mówisz; sentymentalne...
A dla mnie znaczy tak wiele.
{jcomments on}
Please wait...