Seledynowe i jeszcze prężne
Ekonomicznie ujęte w stosy
Dwudziestokilkucentymetrowe
Pną się podniebnie niczym komosy.
W oddali brama targu i budki,
Tłum kupujących, pył z naszych kroków
Mięso, warzywo, chleb, no i wódka.
Zielone krzaczki w bieli namiotu.
Czy można dzisiaj? Czy dzień to dobry?
Na niebie chmury słońce oblekły
W spokój przed burzą kropelek drobnych
Chwytając - niosą ku nieodległym
Ogrodom marzeń, gdzie kwitną pąki.
Ziemią a niebem; płotem a drogą,
Szumią truskawki, flirtują bąki
I starzec biały powiewa brodą.
Zapakowane w senne gazety
Gniotąc się w siatkach, jak w beczkach śledzie
Płyną w ramionach chybkiej korwety
Nóg śpiesznych, giętkie owocu lędźwie.
Dołki wyryte w miejscach słonecznych,
W rządki, paciorki topione wodą,
Aby wnet nóżki przybyszów lekkich
Głęboko zaprzeć tuliną błotną.
Kornie, serdecznie, pieczołowicie
I tak jak Ciebie ujmuję tęskniąc.
Pieszczotą dłoni - przywiędłym życiom
Oddaję ziemię, by wzbudzać czerwień.
{jcomments on}
Please wait...