oddech cichnie chłodem szarzeje błękit
obrazy rozmyte deszczem konają za szybą
a sen przychodzi ukradkiem jak kochanka
jeszcze tylko zieleń tkwi głęboko w oku
ma smak dni których nie będzie
odchodzą codziennie w pustkę i w śmiech
owijam się chłodem już zeschłej młodości
wymadlam poranki przeliczam długość nocy
w milczeniu czekam na wilgoć garści kamyków
która odbierze mi ostatnie spojrzenie
{jcomments on}
Please wait...