każdej jesieni zbierasz kasztany
pieszczotliwie pocierasz im główki
biegają zajączkami w promieniach
układane w kształty wspomnień
kiedy zamykasz zmęczone powieki
dostrzegasz ojca jego sprytny nożyk
piętrowy stosik ostruganych zapałek
i przedziwne kasztanowe cudeńka
są na półeczkach na parapetach tańczą
pośród cieni rzucanych naftową lampą
hołubcami przy grzebieniowej melodii
składają wdzięczność swemu stwórcy
dziś wpatrując się w moje rude stadko
wystrugałem dla ciebie kasztanowy wiersz
może kiedyś wieczorem dojrzysz twarz
i usłyszysz organki z mego dzieciństwa
{jcomments on}
Please wait...