Z nadmiaru własnych rzeczy wyszukuję wszystkich,
Którzy nie chcą powietrza. Wystarczy im kamień.
Rozpoznane są straty, podliczone zyski,
Tylko czasem coś chłodem szarpie moje ramię.
Mijam się sam ze sobą, potykam o siebie,
Zatrzymuję na kształtach, które nic nie znaczą,
Lub od słowa do słowa usiłuję przebiec,
A one drżą po kątach, bojąc się i płacząc.
Oprowadzam wspomnienia po własnej pamięci,
Zapomniane zaułki porośnięte kurzem,
Jakiś strzęp się ożywił, lecz inny uśmiercił,
I tylko wciąż wędrówka jakby trwała dłużej.
Powiększam pod soczewką, co jest i co było;
Pęka mur i z dnia na dzień coraz większy wyłom.
{jcomments on}
Please wait...