Kiedy będę już dla ciebie
zwiewnym, cichym poematem
albo przypadkowym wiatrem,
który wieje tylko latem,
gdy zapomnisz o istnieniu,
nerwach, złości, salwach śmiechu,
o tych nocach nieprzespanych,
pięknych nocach wartych grzechu.
Kiedy będę już dla ciebie
martwą różą w szkle zamkniętą,
czarno-białą fotografią,
tylko obcą drogą krętą,
wtedy schowasz mnie głęboko
w kufer rzeczy zapomnianych,
obok pustych listów spocznę,
słów miłości w pół przerwanych.
{jcomments on}
Please wait...