Jak piekło spadało na ziemię,
drzewa pękały w pół,
leciały z nieba kamienie,
zabrakło serc i słów.
Człowiek był niewiele wart,
mniej niż spłoszony zwierz,
nie podniósł się z kolan żaden mędrzec,
nie skończył się pisany wiersz.
Panowie prosto, panie w bok.
Dzieci od razu pod ścianę,
prosimy zachować przyzwoite milczenie,
jesteście tutaj za karę.
Jak piekło spadało na ziemię,
nie pytał nikt, gdzie jest Bóg,
bo pytań było za wiele.
Ktoś potknął się, upadł w rów.
To wcale nie potrwa długo,
jeden strzał, krótkie tchnienie.
Przez druty przeleciał ptak.
Prosimy o milczenie.
Gdy piekło spadało na ziemię,
zapłonęły stosy,
a Bóg był już tylko złudzeniem
głodnym i bosym.
Zgaszona ciekawość oczu,
wstające z popiołów cienie.
Nie pytał o nic, nikt,
gdy piekło spadało na ziemię.
Spójrz. Który to już ptak
przyleciał na druty i siedzi.
W sercu najgłośniej brzmią pytania
bez odpowiedzi.
{jcomments on}
Please wait...