Z każdym słowem, coraz bardziej
umiem nazwać twoją twarz.
Czasem uczysz mnie milczenia,
bo ty jesteś niczym ptak.
A ja jestem sarna,
a może pantera...
za dużo słów – mówisz,
za dużo, nie teraz.
Więc kiedy?
Niejeden spłonie za mną most
i nie chcę, abyś
po nim szedł.
Pozwól powiedzieć i poczuj,
jak z milczenia
przeradzam się w szept.
Żeby dotknąć twoich ust,
kiedy drżą,
żeby dotknąć twoich ust
niepewnych.
Abyś poczuł w sobie słów
potęgi.
Gdy już nagość twoja
będzie oswojona,
gdy utulisz
mego smutku głos,
wtedy wszystko może spłonąć
co za nami.
Wtedy może spłonąć
każdy most.
Z każdym słowem,
coraz bardziej umiem nazwać twoją twarz.
Z każdym słowem, coraz bardziej
ty to ja.
{jcomments on}
Please wait...