Bonaccia, okrętów nie słyszę,
mgła snuje i nuci, co czuję.
Wieżowców tonących przyłbice w tej mgle,
już żagli brakować zaczyna,
i dachy nie te,
i okien prostokątnych kształty,
jak oczodołów sny.
Seraficzny bezmiar chmur.
Błękit nonsensem się wije,
u stóp kolabrów szarych i z muru.
Kapitan dopija małmazję,
by nie czuć bólu,
gdy ostatni opuści pokład.
{jcomments on}
Please wait...