Nie wytrzymała bolesnych kroków
Zmieniającej się pełni
Księżyc otarł się o nią
Została sama…
Z jej bucików odpadł lakier
I jeden obcas
Jakże nieszczęśliwie…
Zbierała więc winniczki
W deszczową porę
Namiętna i pragnąca
Czuła bolesną odmowę…
Deszcz łzy zostawiał
Na liściach drzew
A ona goła
Z parasolem
Jak w deszczowej piosence…
Umbrella ścigała ją we śnie
A ona wliczona w kalkulator
Mokrej pleśni mnożyła wciąż to samo serce
Wisiały już pomarańcze
Woda spływała im
W słów transie
Ona płakała dalej
Dalej
Dalej i dalej
Mgły tworzyły biopole
Tuląc krwawiące czereśnie
Nie wytrzymała odmowy
Na procent słońca – za wcześnie.
{jcomments on}
Please wait...