chrzęst aluminium pod nogami
przypomina o późnej godzinie
czasem brzęk żelaza uświadamia
o bezsensie nadwyrężania pleców
bochenek chleba i pasztet drobiowy
popity Słońcem Arizony
znieczula bardziej niż morfina
chce się wywrócić świat do góry nogami
postawić rządzących pod ścianą sumienia
nakarmić głodnych ideologią równości
dzieciom dać lizaki bez patyka z drzazgami
przytulić byłą żonę
wzrok spływający po dłoniach
odpycha szczodrych z jałmużną
w kierunku obcej z kartką napisaną
niekoniecznie po polsku
jednak bardzo przekonywająco
jesień już zagląda w kartony babim latem
ostatnim promieniem łata
dziurawy los zbieracza na wysypisku marzeń
piszącego kolejne ciepłe słowa
kochane dzieci słuchajcie mamy
pieniądze wyślę niedługo
palce pieszczące mosiężną klamkę
sparaliżował skurcz dawnej świetności
czas wracać na Eldorado
za miesiąc trzeba wysłać kolejne kłamstwo
{jcomments on}
Please wait...