Jakby watę ktoś upchał między sufitem nieba
a zielonością trawy.
Oczy nie chcą wierzyć, a Ty jesteś zbyt daleko,
żeby mi to wytłumaczyć. Za wcześnie! Krzyczą źrenice,
jeszcze się nie dopełniły chwile,
które wymyśliliśmy we wspólnych snach.
Jeszcze ta wieża w środku lasu nie odkryta
i usta moje nie znają smaku krwi
zachodzącego późnym sierpniem słońca.
Jeszcze nawet nie zaczęły dojrzale zgnić
opadłe wieczorem mirabelki.
Spokojnie, mówi Twój głos znad przestrzeni,
to dopiero półmetek tego złotego święta.
Jeszcze zdążysz zapamiętać każde zawahanie rzęs.
{jcomments on}
Please wait...