Końcem języka badam powierzchnię
Smak spływa do gardła
Rozlewa się w ciele ciepłem spełnienia
To tak, jakby polizać słońce
Wciągnąć w płuca łunę pożaru
Już dawno się nie boję
Choć za każdym razem łomocze mi serce
Pierwsze otwarcie oczu jest
połknięciem szaro siwej niepewności
Dam Ci radę, nie myśl za dużo
Wtedy nigdy nie znajdziesz odwagi
By pewnym ruchem zagarnąć dzień
{jcomments on}
Please wait...